niedziela, 5 lipca 2026

Przeczytane

 


Daniel Kowalczuk „Katanga 1960-1963”.

Jak już kilkakrotnie pisałem przy okazji książek z serii Historyczne Bitwy ich największą zaletą jest ukazanie tła danego konfliktu. Tym razem zabierani jesteśmy do Afryki w trakcie procesów dekolonizacyjnych. W tym konkretnym przypadku następowało odłączenie od związków z Belgią obszaru Konga Belgijskiego. Związków niesłychanie krwawych zwłaszcza w czasach cesarza Leopolda. Ludobójstwa jakiego dopuszczali się tam Belgowie jest niestety jednym z mniej znanych w dziejach ludzkości. A rozmiarami nie ustępuje choćby temu dokonanemu przez Turków na Ormianach. Generalnie spuścizna postkolonialna zostawiona przez Belgów generował wiele konfliktów ( choćby między Tutsi a Hutu).

W Kongo problemy były w zasadzie dwa. Całkowity brak pozytywnych wzorców w rządzeniu państwem i ogrom bogactw naturalnych. Splot tych czynników doprowadził do secesji prowincji Katanga i wojny o jej ponowne przyłączenie do państwa kongijskiego.

Choć generalnie historia stosunków pomiędzy Kongiem a belgijską metropolią w większości składa się z takich epizodów jak poniższy gdy gubernator prowincji Katanga zastrzelił przywódcę strajku i 6—70 protestujących przeciwko trudnym warunkom pracy górnikom. Tym bardziej należy podkreślić takie przykłady jak działalność firmy UMHK, która realizując swoje motto „Dobre zdrowie, dobry duch, wysoka produktywność” wprowadziła program odszkodowań powypadkowych dla górników i ich rodzin. Chwalebny wyjątek na tym morzu wyzysku jakim było i jest Kongo.

Ciekawym aspektem procesów dekolonizacyjnych był los białych, którzy przybyli do kolonii. Tutaj było ich 100 tysięcy sprawująca ważne funkcje w administracji, przemyśle, szkolnictwie czy armii. Ich losy są również przedmiotem zainteresowania autora.

Stosunek do białych mieszkańców Konga stał się jednym z powodów secesji Katangii. Mianowice prowadzona przez przywódcę Konga Lumumbę kampania nienawiści wobec Europejczyków doprowadziła do ich masowej ucieczki z Leopoldville. Znaczna część z nich znalazła schronienie w stolicy Katangi – Elizabethville. Z tego chaosu postanowił skorzystać przywódca Katangi – Tshombego, który ogłosił secesję prowincji.

Resztę książki wypełniają dzieje walk kontyngentów ONZ z wojskami Katangii, w których istotną rolę odgrywali najemnicy. Interesującym faktem związanym z tymi walkami jest to, że dwa samoloty były na tym froncie potężnymi siłami lotniczymi. Pokazuje to z jednej strony niewielką skalę tych walk ale również wskazuje, że zwycięstwo w nich nie wymagało angażowania ogromnej ilości środków.

sobota, 4 lipca 2026

Półka z płytami.

 

Sweet Oblivion feat. Geoff Tate „Relentless” Frontiers Records 2021

 

W zasadzie nazwisko Geoffa Tate’a rozwiewa wszelkie wątpliwości jaka to jest płyta. Jest to dobra płyta utrzymana w duchu muzyki jaką wykonywał on w swojej macierzystej formacji Queensryche. Otrzymujemy 10 rockowych kawałków z naleciałościami progmetalu. Całość znakomicie uzupełnia Głos Geoffa Tate. Ponieważ od lat jestem admiratorem jego talentu jestem zapewne nieobiektywny w ocenie jego dokonań. Jednak pomimo tego pozwolę stwierdzić, iż jest to płyta godna tego nazwiska. Na tych 10 kompozycji , 9 jest dobra. Jedna tylko „ Aria „ jest trochę słabsza. Muzyka proponowana przez grupę wbrew gatunkowi posiada duży ładunek melodyjności i nie eksponuje jakiś łamańców rytmicznych. Jak dla mnie jest to duży walor. Oczywiście zapewne nie zwróciłbym uwagi na zespół gdyby nie obecność na płycie Geoffa Tate’a. Miło jest usłyszeć, że wokalnie nadal jest w znakomitej formie. Choć jak wspomniałem prawie wszystkie kompozycje są dobre na szczególne wyróżnienie zasługują "Wake Up Call”, „Anybody Out There” wiem wzorowane jak cała płyta na muzyce wykonywanej przez Queensryche ale jak dla mnie nie jest to zarzut jest to atut tej muzyki. Trochę ponad 45 minut obcowania z nią nastroi pozytywnie każdego fana ostrzejszych odmian rocka.

Lista utworów;

1.Once Again One Sin
2.Strong Pressure
3.Let It Be
4.Another Change
5.Wake up Call
6.Remember Me
7.Anybody out There
8.Aria
9.I'll Be the One
10.Fly Angel Fly

niedziela, 28 czerwca 2026

Przeczytane

 


 Zbigniew Parafianowicz „Kłopot z Zełeńskim”

Trzeba by sprawdzić, czy Parafianowicz nie zapłacił komuś aby w Polsce wzrosło zainteresowanie Ukrainą i jej prezydentem. Tak dziwnie zbiegła się ta afera z nadaniem jednostce wojskowej imienia faszystów spod znaku UPA z wydaniem jego książki „Kłopot z Zełeńskim”. Oczywiście to żart ale wydarzenia w przestrzeni publicznej niewątpliwie pomagają w sprzedaży książki.

Książki niezwykle smutnej w swojej wymowie. I to wcale nie z powodu jej głównego bohatera. Raczej z tego czego dowiadujemy się o funkcjonowaniu państwa polskiego w piątym roku wojny na Ukrainie.

To, że możliwe było odesłanie premiera Tuska do innego wagonu, by nie jechał razem z przywódcami Niemiec, Francji i W. Brytanii cieszyć może tylko jakiś obłąkańczych przeciwników premiera. Bo to nie jego tak potraktowano, tylko Polskę. Dlaczego? Najprościej można to ująć w słowach bo można było. To nie jest zarzut pod adresem prezydenta Ukrainy tak dzieje się zawsze w świecie polityki. Problemem jest w tym to, że pociąg ten jechał przez terytorium Polski i nasze władze nie potrafiły zareagować na tego typu despekt. Generalnie nasze władze na niewiele rzeczy potrafiły przez te ostatnie lata zareagować. Na rakietę w Przeworowie, drony, wycofywanie się Amerykanów z Europy. Z kart książki wyłania się obraz dzieci we mgle, które niespecjalne są w stanie realizować interesy państwa polskiego, ba słabo im idzie z diagnozowaniem tych interesów. Natomiast Zełeński jak najbardziej potrafi się odnaleźć w meandrach polityki międzynarodowej.  Nawet jeżeli jego propozycje były absurdalne ( np. pomysł, że wojska ukraińskie zastąpią amerykańskie na wschodniej flance NATO) widać, że Kijów stara się wykorzystać każdą szansę na zbudowanie swojej pozycji.

Może lekko przesadziłem bo jest jedna sprawa , w której Polska coś tam uzyskała. Parafianowicz opisuje zabiegi prezydenta Dudy wobec Trumpa by podtrzymać pomoc dla Ukrainy. Wbrew wielu uważam, że jest to dobre dla naszego interesu. Ponieważ Rosja to nasz główny przeciwnik na Wschodzie.

Natomiast wracając do Zełeńskiego to Parafianowicz przytacza opinię ministra w rządzie Tuska „ Ukraińcy Bidena nie szanowali. Trumpa się bali. Czasami w Polsce denerwujemy się, że Ukraińcy nie chcą pamiętać, jak bardzo im pomogliśmy. Oni mają w sobie taką bezczelność. Nie pamiętają nawet tego, ile pomógł im Biden. A to było ogromna pomoc. Amerykanie nikomu tyle nie dali.” Niezwykle trafny opis sytuacji. Tylko byśmy jako państwo potrafili z tego wyciągnąć właściwą lekcję, że wdzięczność w polityce to bardzo słaba waluta. Znajdziemy w książce również wyjaśnienie niechęci Trumpa do prezydenta Ukrainy. Warto sobie przeczytać te fragmenty by lepiej zrozumieć to co stało się w Białym Domu w trakcie spotkania Zełeńskiego z Trumpem.

Wydaje się, że dużą wartością książki jest próba ukazania portretu prezydenta Ukrainy, systemu jaki stworzył. To jak potrafi wykorzystać w działalności publicznej swoje doświadczenie aktorskie by oczarować publiczność. Narcystyczną jego naturę a zwłaszcza to jaki stworzył system władzy. Mówi współpracowniczka Zełeńskiego „ Fasadowo popiera demokrację parlamentarną i parlamentaryzm. W praktyce stosuje zamordyzm ukryty pod fasadą wojownika o wolność Zachodu” a dalej inny jego współpracownik mówi „Zełeński i Jermak sprywatyzowali państwo. Zbudowali z niego maszynkę, w której funkcjonował półprywatny duumwirat”.

Zaletą takiej książki, w której opinie o bohaterze przedstawione są anonimowa jest spora jak na polityków szczerość. Dyplomata Y mówi „ Zacznijmy od tego, że Tusk zawsze był i jest najdelikatniej mówiąc, ukrainosceptyczny. Dla niego politycy w Kijowie to „ruscy” i „złodzieje”. Nie różni się w ocenach od Karola Nawrockiego. Nie ma złudzeń jakie mieli pisowcy w 2022, próbujący się zaprzyjaźnić z Zełeńskim”. Reszta jest teatrem odgrywanym na potrzeby polskiej sceny politycznej. Choć odnoszę często wrażenie, iż ten teatr jest ważniejszy od meritum czyli ułożenia sobie relacji z Ukrainą.

Choć książka przedstawia obraz Zełeńskiego znacząco różniący się od wizerunku z mediów to paradoksalnie kończy się ciekawym stwierdzeniem. „ Zełeński jest i był mistrzem politycznego przetrwania. Tę sowiecką cechę prezydent rozwinął do rozmiarów politycznego monstrum. Cechę każdego człowieka sowieckiego, która pozwalała przeżyć w warunkach gułagu i terroru, Wołodymyr Zełeński zmienił w technologię polityczną, która pozwoliła trwać również fantomowemu państwu, jakim stała się Ukraina. W gruncie rzeczy to zdolność fenomenalna”.

W pewien sposób książka rozczaruje zarówno tych, którzy w Zełeńskim widzą szlachetnego bojownika o wolność jak i tych, którzy uważają go za zło wcielone. To chyba dobrze świadczy o autorze i jego pracy. Zachęcam do lektury.



sobota, 27 czerwca 2026

Półka z płytami

 


Helloween „Giants & Monsters” RPM 2025

Zdaję sobie sprawę, że słowa te brzmią bardzo banalnie – jak ten czas szybko biegnie. Pamiętam jak 41 lat temu debiutował ta niemiecka grupa na muzycznej scenie. Nigdy nie należała do jakieś mojej pierwszej ligi. Generalnie nie przepadam zbytnio za power metalem a takim to podgatunkiem muzycznym para się ta grupa. Jednak śledziłem ich poczynania i z biegiem lat co raz bardziej doceniam tę grupę. Potwierdzeniem ich artystycznej dobrej formy jest ich ostatni studyjny album „Giants & Monsters”. Przez te lata zespół dokonał delikatnej ewolucji granej przez siebie muzyki. Mamy tutaj nadal charakterystyczne dla power metalu lekko bezsensowne galopady. Jednak w czystej postaci  występują tutaj tylko w dwóch utworach „ Savior Of The World” i „We Can Be Gods”. Jak dla mnie to atut tej płyty ponieważ cała reszta wypełniona jest muzyką z jednej strony bardzo dynamiczną ale jednocześnie rytmiczną i melodyjną. Właśnie ta melodyjność jest tym co mnie w ostatnich latach przekonuje do twórczości Helloween. Na tej płycie mamy jeszcze dodatkowy atut. Po latach konfliktów śpiewa na niej trzech wokalistów, którzy na przestrzeni lat byli frontmenami grupy czyli : Kai Hansen, Andi Deris, i Michael Kiske. Nie wiem czy to zjednoczenie sił tak wpłynęło na cały zespół ale finalnie powstał bardzo udany album. Jego pięknym zwieńczeniem jest monumentalny utwór „Majestic” będący nowoczesną wersją najlepszych motywów z twórczości grupy jeszcze z czasów Keeperów.

Lista utworów;
01.Giants On The Run   
02.Savior Of The World  
03.A Little Is A Little Too Much  
04.We Can Be Gods   
05.Into The Sun   
06.This Is Tokyo   
07.Universe (Gravity For Hearts)  
08.Hand Of God   
09.Under The Moonlight   
10.Majestic   

niedziela, 21 czerwca 2026

Przeczytane

 


Ryszard Kulesza „Ateny – Sparta 431-404 p.n.e.”

Wojna peloponeska nie jest z pewnością najważniejszą wojną w dziejach. Jednak dla nauki jaką jest historia ma fundamentalne znaczenie. Jej analiza dokonana przez Tukidydesa w dziele „Wojna peloponeska” jest pierwszym dziełem zaliczanym do historiografii. Wzorem z którego historycy czerpią do dnia dzisiejszego.

Oczywistością jest to, że publikacja Ryszarda Kuleszy nie pretenduje do takiej roli w historiografii jak praca Tukidydesa. Tym niemniej warta jest poznania, ponieważ z jednej strony przybliża nam ten konflikt o dominację w świecie greckim a z drugiej strony poprzez częste odwołanie się do Tukidydesa przybliża jego postać i jego dzieło.

Książka ukazała się w serii „Bitwy Historyczne” i ma charakterystyczną dla tej serii strukturę. Z mojego punktu widzenia zawsze najciekawsza jest ta część pracy, która poświęcona jest genezie konfliktu. Paradoksalnie pomimo tego, iż od konfliktu Sparty z Atenami mija już 2500 lat jest on jak najbardziej aktualny. „Pułapka Tukidydesa” to nie tylko termin historyczny to również ważne kryterium opisu współczesnego świata.

Tak w moim odczuciu należy interpretować tamtą wojnę, jako klucz do zrozumienia mechanizmów rządzących dziejami. Znamienny w tym kontekście jest cytat z Tukidydesa umieszczony przez autora przy opisie momentu wojny gdy Ateny dążą do poporządkowania sobie Melii. W „Dialogu melijskim” czytamy między innymi „ [Ateńczycy do Melijczyków] Przecież jak wy tak i my doskonale wiemy, że sprawiedliwość w ludzkich stosunkach jest tylko wtedy momentem rozstrzygającym, jeśli po obu stronach równe siły mogą ją zagwarantować; jeśli zaś idzie o zakres możliwości, to silniejsi osiągają cele, a słabsi ustępują”. Brutalne wtedy ale niestety aktualne przez całe dzieje również dzisiaj. Gdyby nasza klasa polityczna, komentariat trochę czytał, trochę wiedział to nie opowiadałby szkodliwych bajek o przyjaźni pomiędzy narodami, etc. Dalej Tukidydes mówi ustami Ateńczyków „ Przecież dla tych , którzy mają komuś przyjść z pomocą, nie jest gwarancją sympatia tych, którzy ich wzywają, ale siła jaką dysponują” Można rzecz, historia stara jak świat i dobrze, że książka ta o tym przypomina. Ponieważ wśród szerokich rzesz społeczeństwa panuje przekonanie o jakiś przyjaźniach, sympatiach w relacjach międzynarodowych, tego jak wykazała wojna peloponeska w realnym świecie nie ma. 

Pewnym paradoksem wojny peloponeskiej jest to, że stroną agresywną, popełniająca więcej zbrodni były Ateny. Ta kolebka demokracji w drodze po hegemonię nie cofnie się przed niczym. Przeciwnikiem jej będzie oligarchiczna Sparta.

Czytając tę książkę nie trudno dojść do dość oczywistego wniosku, politycy by zdobyć władzę lub ją utrzymać nie cofną się przed niczym. Taka jest geneza wyprawy sycylijskiej, która doprowadziła do przegranej Aten w tej wojnie. Dodatkowo jest to też pewnego rodzaju oskarżenie pod adresem demosu ateńskiego. Miał on podjąć decyzję czy tak jak chciał Alkibiades wysłać interwencję militarną na Sycylię. Nie wiedząc ani jak duża jest to wyspa, ilu tam jest Hellenów. Nie pomogły przestrogi przeciwnego wyprawie Nikiasza „Czy po tak krótkim namyśle nad tak ważną sprawą mamy ulec namową obcych i podjąć wojnę, która nic nas nie obchodzi?” i jeszcze jeden cytat dotyczący tej sprawy ukazujący relacje państw pozostających w sojuszach. Ponownie Nikiasz „Zgodnie z naszym zwyczajem – nie należy sprzymierzać się z takimi państwami, które w ciężkich chwilach musimy wspierać, a które nam samym w potrzebie nie dopomogą”.

Jakżeż studiowanie minionych zdarzeń jest pożytecznym zajęciem. Znajdujemy klucze do zrozumienia współczesności. W tym zakresie książka Ryszarda Kuleszy jest szczególnie ciekawa. Dostosowuje ona do współczesnego czytelnika pracę Tukidydesa, bogato go cytując. Oczywiście zachęcam również każdego do lektury „Wojny peloponeskiej” ale nie ma co ukrywać warto zacząć od łatwiejszych form a taką jest opisywana książka „Ateny – Sparta 431-404”.

Ciekawym w pełni autorskim fragmentem książki jest ten poświęcony obyczajom wojennym wśród Greków.  Cóż wojna nie sprzyjała postawie nazwanej później rycerską. Na 120 bitew w ponad 10% procentach pokonani zostali wymordowani po poddaniu się ( 24 przypadki) w 28 uczyniono ich niewolnikami w pozostałych wypadkach albo zostali wymienieni albo wciągnięci do zwycięskiej armii. Natomiast przy zdobywaniu miast jak na warunki wojenne Grecy zachowywali pewnego rodzaju umiar bo w 25 przypadkach na 100 doszło do rzezi mieszkańców. Zwłaszcza jeżeli porówna się to z takimi Asyryjczykami czy choćby Rzymianami można stwierdzić, iż Grecy byli w miarę humanitarni wobec ludności cywilnej.

Przeczytane

  Daniel Kowalczuk „Katanga 1960-1963”. Jak już kilkakrotnie pisałem przy okazji książek z serii Historyczne Bitwy ich największą zale...