Ernest Scheyder „Wojna o minerały. Jak surowce strategiczne decydują o naszej przyszłości energetycznej”.
Na początku tych kilku słów o książce Ernesta Scheydera muszę się do czegoś przyznać. Mianowicie zazdroszczę autorowi. Zazdroszczę tego, że zagadnienie nadające się na dłuży artykuł potrafi rozciągnąć do rozmiaru prawie 500 stron. Cóż jest głównym zagadnieniem książki „Wojna o minerały”? Jest nim to, że jeżeli świat ma podążyć do „zeroemisyjności”, ma inwestować w „zieloną energię” to będzie potrzebował surowców. Zwłaszcza minerałów ziem rzadkich, które w zdecydowanej większości pozyskuje się poprzez budowanie kopalń. A te z kolei są dość destrukcyjne dla środowiska. Tak więc jeżeli chcemy elektrycznych samochodów to musimy mieć kopalnie z których pozyskamy surowce, zwłaszcza lit potrzebny do baterii. Trzeba przyznać obiektywnie, że zwraca on również uwagę na fakt uzależnienia w tym zakresie USA od Chin co jak można wyczytać między wierszami dla amerykańskiego patrioty jest sprawą istotną. Zwłaszcza, że jak słusznie ze swojego punktu widzenia zauważa „Opieranie przemysłu na imporcie […] zwiększyłoby emisję gazów cieplarnianych w wyniku zintensyfikowanego transportu z zagranicznych kopalń do rafinerii”.
We wstępie autor dokonuje syntezy problemu „ na całym świecie rezerwy metalu [litu] znajdują się na terenach uznawanych za święte lub zbyt wyjątkowe, a także o znaczeniu bardzo ważnym z punktu widzenia ekologii”.
Czytając książkę Scheydera wielokrotnie nachodziły mnie niepokojące myśli. Mianowicie tak dziwnie się składa, że w Stanach Zjednoczonych ( tutaj „rozgrywa” się zdecydowana większość książki) miejsca gdzie występują surowce niezbędne do "zielonej transformacji" zawierają bezcenne, endemiczne gatunki roślin jak choćby Gryka Tiehma. Są miejscem rytuałów plemiennych. Z reguły zielsko to i rytuały pojawiły się po tym jak odkryto złoża surowców i zaczęto prace przygotowawcze przed ewentualną budową kopalń. Wtedy to pojawiali się zatroskani obrońcy przyrody, tożsamości plemiennej, etc. Przypadek? Nie sądzę.
Dla mnie zaletą tej książki jest to, że autor z życzliwością odnosi się do postulatów tych grup. Choć zdaje sobie sprawę z konieczności pozyskiwania surowców to w przypadku tych konfliktów staje po stronie obrońców przyrody czy zwyczajów plemiennych. Jest też gorącym zwolennikiem wpływu człowieka na zmiany klimatu pisze o antropocenie czyli epoce gdzie człowiek ma znaczący wpływ na klimat na Ziemi.
Karty książki zapełniają perypetie różnych „obrońców klimatu’ od właściciela Tiffany, Michaela J. Kowalskiego, który nie tylko z powodów etycznych wyeliminował biżuterię z korala to również miał ambicję zmienienia całego rynku jubilerskiego w kierunku „zrównoważonego rozwoju”. Zwłaszcza moją sympatię zaskarbił niejaki Wilbert, aktywista wielu protestów przeciwko kopalniom w USA. Niestety jego rozeszły się jego drogi z większością ruchów ekologicznych w Stanach. Co było przyczyną tego dramatu. Mianowicie Wilbert, który swoimi poglądami znakomicie pasował do tego środowiska miał jedną wadę. Uważał, że są dwie płcie i sprzeciwiał się dostępowi mężczyzn, którym wydaje się, że są kobietami do damskich toalet. Pomyśleć, iż takie dramaty mogą zaważyć na losach planety, rozłamując jednolity front ekologów. Panie Wilbert powinien się pan wstydzić.
Nawet w pełnej tego typu historyjek książce znajdą się wartościowe informacje.Choćby uzmysłowienie czytelnikom o skali dezindustrializacji USA i wywołanych tym problemów. Łatwo powiedzieć wybudujemy kopalnie. Trudniej znaleźć do niej pracowników. Tym bardziej, że „ponad połowa górników miała w 2021 roku powyżej 45 lat. Piąta część to mężczyźni po sześćdziesiątce, zbliżający się do wieku emerytalnego. […] W Chinach tylko jedna szkoła górnicza przyjęła w swoje szeregi większą liczbę kandydatów niż wszystkie tego typu szkoły w Stanach”.
Na koniec o fakcie, który wprowadził mnie w zdumienie ale po sprawdzeniu okazał się prawdziwy. Mianowicie na rok przed swoją śmiercią ajattolah Chomeini wprowadził w Iranie niezwykle liberalną politykę w zakresie ograniczanie liczebności rodziny, łącznie z bezpłatnym rozdawaniem środków antykoncepcyjnych. Ot tak ciekawostka.









