niedziela, 22 marca 2026

Przeczytane

 


Nicholas D. Kristof, Sheryl WuDunn „ Biedni w bogatym kraju. Przebudzenie z amerykańskiego snu”.

Myślę, że jest to bardzo dobra książka dla tych wszystkich, którzy chcą zajrzeć poza pocztówkowe wizje jakiegoś kraju. Przy wszystkich swoich wadach książka ta pomoże również zrozumieć dlaczego Donald Trump wygrał 2 razy wybory w Stanach Zjednoczonych.

Autorzy będący dziennikarzami New Yorke Timesa zabierają nas w podróż do miasteczka Yamhill w Stanach Zjednoczonych by pokazać czytelnikom dlaczego „poziom negatywnych emocji w ostatnich kilku latach jest nawet wyższy niż w czasach recesji” jak również „przekonaliśmy się, że w przypadku zamożnych wykształconych rodzin podróż przez życie przypomina spacer szeroką ścieżką, która wybacza błędy. Życie ludzi z niższych warstw społecznych coraz bardziej kojarzy się z chodzeniem po linie”.

Próba odpowiedzi na tą pierwszą kwestię jest też próbą zrozumienia dlaczego w wyborach Amerykanie głosowali tak a nie inaczej. Natomiast ta druga konkluzja jest największą wadą tej książki. Może nie samo to stwierdzenie w gruncie rzeczy jest aktualne pod każdym zakątkiem globu. Jest nim dobór przykładów mających uzasadnić tę tezę. Rozumiem koncepcję autorów, by główną osnową opowieści były losy pasażerów szkolnego autobusu numer sześć, którym Kristof [ jeden z autorów] też jeździł do szkoły. Jednak dobór grupy reprezentatywnej niestety nie pozwoli na udzielenie odpowiedzi na pytanie dlaczego tym ludziom z niższych warstw społecznych żyje się gorzej.

Dzieje się tak ponieważ autorzy koncentrują się na osobach pokroju Keylana Knappa. Robienie z niego i jemu podobnych ofiary systemu jest w moim odczuciu zamazywaniem problemu. Bo to nie system a Keylan „będąc w złym humorze, przewrócił biurko nauczyciela”. Poważnie? Mamy się rozczulać nad kimś kto się tak zachowuje. Dlaczego nikt z tych wrażliwców z wielkich miast nie pomyśli jak musiała się czuć w tej klasie cała reszta uczniów skoro Keylan potrafił zrobić coś takiego nauczycielowi. To co robił innym uczniom? To, że w wyniku tego typu czynów, handlu narkotykami w szkole został z niej wyrzucony to raczej przejaw tego, że organizm społeczny jeszcze się potrafi bronić.

 Właśnie z tego powodu książka ta bardzo długo nie potrafi znaleźć odpowiedzi na realny problem. Spadku poziomu życia w Ameryce. Można mieć uwagi co do wskaźnika HDI jednak to, iż USA są na 41 miejscu w świecie pod względem śmiertelności dzieci, a długość życia począwszy od 2015 roku co najmniej przez 3 lata spadała [ dane z książki, nie wiem jak wygląda sytuacja pod tym względem obecnie]. Dochodzą do tego jeszcze te wszystkie ideologiczne fiksacje. Bo jak to, że politycy z południa broniąc pomników Konfederacji i sprzeciwiając się prawom osób transpłciowych przyczyniają się do „większego uwstecznienia gospodarczego” wiedzą chyba tylko autorzy książki.

Trochę szkoda tych fragmentów bo problem biedy to także jak słusznie piszą autorzy „ to poczucie degradacji, bycia zaszufladkowanym jako ktoś gorszy” co wielu ludzi prowadzi do świata uzależnień czy przestępczości.

Gdy wydaje się, że będzie to w pewien sposób stereotypowa książka lewicowo – liberalnych autorów dotycząca zjawiska ubóstwa, zaczyna robić się ciekawie.

Za ten zwrot w narracji jakże sprzeczny z poglądami środowiska, z którego wywodzą się autorzy należy im się ogromny szacunek. Choć nie odkrywają jakieś prawdy objawionej pisząc o roli rodziny w życiu człowieka.

By dociec dlaczego w tym samym pozbawionym przemysłu mieście problem biedy dotknie tą a nie inną część populacji odwołują się do raportu Daniela Patricak Moyninhana, który pisał tak „od dzikich irlandzkich slumsów XIX wiecznego Wschodniego Wybrzeża po wstrząsające zamieszki na przedmieściach Los Angeles płynie z amerykańskiej historii jedna niezaprzeczalna nauka; społeczność, która dopuszcza do tego by ogromna liczba młodych mężczyzn dorastała w niepełnych rodzinach nigdy nie znajdzie dobrego męskiego wzorca […]- taka społeczność prosi o chaos i go dostaje”. Jakże ponuro z tym współgra fakt, iż większość amerykańskich dzieci mieszka przed ukończeniem osiemnastego roku życia z samotną matką. Tak stabilna rodzina ma ogromne znaczenie również w tak wydawałoby się odległej dziedzinie jak poziom życia dzieci w ich dorosłym życiu. Autorzy potwierdzają to zarówno danymi statystycznymi „ Instytut Brookingsa pokazał, że gdy dzieci przychodzą na świat w rodzinach z dolnego kwartyla dochodów, a rodzice pozostają małżeństwem do końca ich dzieciństwa, idzie im dobrze; tylko 17% zostaje w tym kwartylu, a 19% osiąga w dorosłości górny kwartyl dochodów. Jednak w przypadku dzieci urodzonych w dolnym kwartylu, których rodzice nie biorą ślubu, 50% zostaje w tym samym kwartylu w dorosłości i tylko 5% dociera do górnego kwartylu” Liczby te są takie wymowne i jednocześnie tak uniwersalne, że w interesie wszystkich nie tylko tych żyjących w Ameryce powinny być zabiegi by pielęgnować rodzinę, by ją wzmacniać. Licznie przytaczane w książce przykłady tylko potwierdzają tą tezę. Niewątpliwie wyrwanie się ze środowiskowych schematów gdzie ceni się głównie indywidualizm i „samorealizację” to duży atut tej książki. Liczne przykłady z książki ale i z życia potwierdzają tylko ten pogląd. Stabilna sytuacja rodzinna zwiększa szanse życiowe jej członków.

Spoglądając na środowisko z jakiego się wywodzą [ dla niezorientowanych NYT to taka tamtejsza Gazeta Wyborcza] jeszcze większe uznanie należą się za dostrzeżenie jeszcze jednej korelacji. Mianowicie wpływu religijności na życie, zwłaszcza młodzieży. Wg badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Harvardzki „dzieci wychowane w praktykujących rodzinach rzadziej cierpią z powodu trzech poważnych zagrożeń dojrzewania; depresji, narkotyków oraz ryzykownych zachowań seksualnych. Prawdopodobieństwo, że zachorują na depresję, było o 20% niższe, że będą zażywały narkotyki 30% niższe; a że zarażą się chorobą weneryczną o 40% niższe.”

Tak więc w pewien sposób książka ta nie przynosi nowej wiedzy. Rodzina dająca wsparcie, opiekę i kontrolę nad zachowaniem plus religia, która uczy samodyscypliny to najskuteczniejsze recepty na uniknięcie biedy w społeczeństwie. Tak więc może czas na zmianę polityk społecznych i promowanie tych obszarów które realnie mają szansę zmniejszyć biedę i wynikające z niej konsekwencje społeczne. Nie tylko w Ameryce ale może i w Polsce i Europie.

Książkę tę niewątpliwie warto przeczytać.

niedziela, 15 marca 2026

Przeczytane

 

Krzysztof Mroczkowski „Bejrut 1982”

Lubię książki z serii „Historyczne Bitwy” i to nie ze względu na opisy przebiegu działań wojennych. Choć stanowią one istotną ich część. Te wyliczenia oddziałów, poszczególnych typów uzbrojenia dowódców, przesunięć linii frontów, to wszystko ważne rzeczy a jeżeli już ktoś interesuje się historią wojskowości to są to bardzo ważne sprawy. Jednak działanie militarne czemuś służą i wyjaśnienie tego tła to właśnie ta część książek z tej serii, które lubię najbardziej.

W tym wypadku mamy tło tego konfliktu sięgające, aż do lat 40-tych XX wieku gdy powstało państwo libańskie. Powstało ono w wyniku konfliktu angielsko – francuskiego nałożonego na społeczności chrześcijańską i muzułmańską. Jeżeli uświadomimy sobie, że i te społeczności były podzielone i skonfliktowane ( choćby muzułmanie na sunnitów i szyitów co w dużej mierze przekładało się również na podział klasowy. Ci pierwsi byli bogatsi.) to mamy niezły materiał dla potencjalnych konfliktów. Próba pogodzenie różnych interesów jak łatwo się domyśleć była bardzo trudna i oparta na kruchych podstawach. By mieć trochę wyobrażenia o tej kruchości, dość wspomnieć, że ostatni spis ludności w Libanie przeprowadzono w roku 1932. Dlaczego od tego czasu takie spisy się nie odbyły. Nie była zainteresowana tym jest chrześcijańska część mieszkańców Libanu ( głownie maronici). Dlaczego ? Ponieważ wtedy stanowili większość mieszkańców i według tego spisu podzielono władzę w państwie. A od tamtego czasu struktura wyznaniowa się zmieniła. Tak więc taki spis zmusiłby do rewizji wcześniejszych ustaleń.

Tak więc jak widać pokój w Libanie oparty był na bardzo wątłych podstawach. Złamane zostały one w roku 1970 gdy do Libanu przeniosło się 300 tysięcy Palestyńczyków wygnanych z Jordanii w tym prawie całe kierownictwo Organizacji Wyzwolenia Palestyny. Postanowili oni wykorzystać terytorium tego państwa do ataków na Izrael co powodowało akcje odwetowe. To jeden czynnik, drugim była próba wykorzystania Palestyńczyków przez wszystkie strony konfliktu politycznego w państwie nazywanym kiedyś Szwajcarią Bliskiego Wschodu. Doprowadziło to do wybuchu w roku 1975 wojny domowej.

W takich oto warunkach powstał plan izraelskiego ataku na Liban nazwanego „Pokój dla Galilei”. Atak miał trzy warianty począwszy od dojścia do rzeki Litanii w swojej najskromniejszej formie do opanowania Bejrutu. W tym wariancie maksimum zakładano, że samo zdobywanie miasta będzie udziałem milicji chrześcijańskich podporządkowanych Baszirowi Gemayelowi, który ochoczo korzystał z pomocy żydowskiej ale grał swoją grę. By sytuacja była jeszcze bardziej skomplikowana plan ten forsował szef sztabu armii izraelskiej Ariel Szaron wbrew premierowi rządu do którego należał czyli Menachemowi Beginowi.

Nie jest żadnym zaskoczeniem, iż w działaniach zbrojnych OWP wspierane przez armię syryjską nie miało większych szans w konfrontacji z IDF ( armią izraelską). Dlaczego jednak wojna w roku 1982 uważana jest za przegraną Izraela. Zadecydowały tutaj dwa czynniki. Jeden związany ze strategią zwycięstwa. Strona izraelska nie miała jej z powodu konfliktu w kierownictwie państwa opracowanej a dodatkowo polegała na sojuszniku [ Gemayelu], który ostatecznie odmówił udział w szturmie na Bejrut. Natomiast OWP wiedziało, że aby wygrać wystarczy mu nie przegrać. Czyli walczyć jak najdłużej budując wrażenie, iż Izrael nie jest w stanie jej pokonać. Tutaj dochodzimy do drugiej kwestii, która militarne zwycięstwo zmieniła w polityczną porażkę. Odpowiednie „opakowanie” wojny, które miało pokazać bestialstwo żołnierzy żydowskich. Jak to osiągnąć? „Stanowiska obrony przeciwlotniczej celowo umieszczano na dachach budynków mieszkalnych, a składy amunicji i paliw znajdowały się w szpitalach, szkołach i na terenach gęsto zaludnionych obozów dla uchodźców”. Każdy zabity w tych okolicznościach cywil był sukcesem Arafata i OWP. Doprowadziło to w konsekwencji to wytworzenia presji na Izrael by zakończył wojnę.

Wojnę, która nie ustabilizowała sytuacji w Libanie co było strategicznym celem Izraela. Wprawdzie OWP i jej kierownictwo musiało się wynieść z tego państwa ale niepostrzeżenie w cieniu tego konfliktu wyrósł nowy problem – Hezbollah.

sobota, 14 marca 2026

Półka z płytami

 


Far Out „Nihonjin” 1973/2019 The Everland Music ( reedycja)

Najtrudniejsze dla słuchacza na tej płycie jest przebrnięcia przez pierwsze 3 minuty. Minuty, szumów, zgrzytów i ciszy. Po tym czasie z tego pozornego chaosu, kakofonii wyłoni się spokojna, nieśpieszna muzyka osadzona w charakterystycznym dla przełomu lat 60-tych i 70-tych klimacie muzyki progresywnej. Tej jej odmiany gdzie ważną rolę odgrywały instrumenty klawiszowe w połączeniu z łkającą gitarą. Tyle i aż tyle. W sumie wychodzi , że do opisu tej muzyki wystarczy jedno zdanie. Co nie jest do końca prawdą bo Far Out proponuje muzykę, która jest  różnorodna. Choćby ta łkająca gitara może przecież „slideować”, wtapiać się w rytm wybijany przez perkusję i bas lub też uroczo czarować. Płyta trwa 38 minut i znajdują się na niej dwa utwory tak więc przestrzenni do gry jest tam całkiem sporo. Niewątpliwie to co powoduje, że wśród wielu podobnych nagrań płyta „Nihonjin” się wyróżnia jest klimat wyczarowany na niej przez muzyków. Ten niepowtarzalny dla, krótkiego okresu w dziejach muzyki rockowej gdy kompozycje mogły trwać po 15 i więcej minut a gdy się kończyły zostawiały słuchacza z poczuciem niedosytu. Tych słuchaczy te ponad 50 lat temu nie było zbyt wielu tak więc ta japońska grupa nie zrobiła żadnej kariery. Dobrze, że do świata muzyki przywróciła ją ta reedycja. Choćby ze względu na końcówkę utworu „Too Many People” , który może posłużyć za ilustrację greckiego podejścia do sztuki. W nim to muzyka obok poezji była tą dziedziną do uprawianie której potrzebna była iskra boża.

 

Lista utworów:

1 Too Many People
2 Nihonjin

sobota, 7 marca 2026

Przeczytane

 

James Barr „Linie na piasku. Konflikt, który ukształtował Bliski Wschód”.

Gdyby istniały szkoły dla polityków to książka ta powinna być lekturą obowiązkową ponieważ  namacalnie pokazuje, że w polityce istnieje tylko wieczna rywalizacja. Teza ta ilustrowana jest na przykładzie sporu o wpływy na Bliskim Wschodzie pomiędzy Anglią a Francją. Rywalizacji toczącej się pomimo tego, że były one w latach I wojny światowej w sojuszu. Ba sojusz ten nie przeszkadzał w bezwzględnym dbaniu o swoje interesu nawet jeżeli miało to wpływ na przebieg działań zbrojnych. Proszę przyjrzeć się okolicznościom rezygnacji przez Brytyjczyków z desantu w Aleksandrettcie by to zrozumieć. Również w czasie II wojny światowej strona znacznie słabsza jaką była Wolna Francja de Gaulla walczyła o swoje interesy przeciwstawiając się swojemu sojusznikowi a w pewnym momencie nawet sponsorowi jakim była Anglia. Ukazanie tego wydaje się głównego mechanizmu polityki to ogromna zaleta tej książki.

Drugą jej zaletą jest to, że pokazuje jak konflikt angielsko – francuski z drugiego dziesięciolecia XX w doprowadził do powstania konfliktu arabsko – żydowskiego we współczesnym świecie. Można rzecz, że książka ta wspaniale pokazuje jak przeszłość wpływa na dzień dzisiejszy.

Walcząc z Imperium Osmańskim Anglicy i Francuzi jednocześnie walczyli ze sobą by jak najkorzystniej dla siebie podzielić obszar, którym do wtedy rządzili Turcy. Jednocześnie ze względu zarówno na opinię międzynarodową jak i stanowisko Stanów Zjednoczonych chciały uniknąć zarzutu imperializmu. Stąd w otoczeniu premiera Wielkiej Brytanii Lloyda Georga zrodził się pomysł wykorzystania problemu żydowskiego co doprowadziło w dalszej kolejności do deklaracji Balfoura. Ona spowodowała wzrost migracji Żydów do Palestyny, która zakłóciła ówczesną strukturę narodowościową w tym rejonie co doprowadziło w okresie 20-lecia międzywojennego do wzrostu wzajemnych animozji pomiędzy Arabami a Żydami nad którymi Brytyjczycy nie byli w stanie zapanować. Tym sposobem wyrywając z rąk Francji Palestynę Anglia otwarła Puszkę Pandory, która i współcześnie wydaje się nie do zamknięcia.

W książce dotyczącej Bliskiego Wschodu w tamtym okresie nie może zabraknąć również postaci Lawrenca znanego w kulturze masowej jako „Lawrence z Arabii”. Wielkiego orędownika Arabów wśród elit politycznych Anglii. Znajdującego do swoich działań poparcie. Poparcia do czasu, czasu kiedy Arabowie byli potrzebni. Czyli do walki z Turkami. Gdy przyszło do układania świata po wojnie obietnice składane również w imieniu Korony okazały się zbędnym balastem i jako takie zostały porzucone. Takie są reguły polityki. Przecież każdy z nas gdyby rządził wtedy Anglią to nie dopuścił by do konfliktu z Francją z powodu niepodległościowych aspiracji Arabów. Zresztą niepodległa Syria straciła swój powab również z powodu odkrycia złóż ropy naftowej w okolicach Mosulu. Zachowanie nad nimi kontroli stało się priorytetem angielskiej polityki, wcześniejsze obietnice poszły do lamusa.

W historii Bliskiego Wschodu opisanej przez Jamesa Barra będzie jeszcze wiele zwrotów akcji, dramatów. Pojawią się czasami epizodycznie postacie takie jak późniejszy marszałek Montgomery i wiele innych. Nadejdzie również czas rewanżu Francji. Bo w latach II wojny światowej wydawało się, że szala zwycięstwa w konflikcie pomiędzy tymi dwoma państwami przechyla się na stronę Anglii. Wyparcie wpływów francuskich z Syrii i Libanu było tego potwierdzeniem. Jednak de Gaull znalazł dźwignię, która na trwale zmieniła układ sił na Bliskim Wschodzie. Bo opowieść o psie ogrodnika jest uniwersalną opowieścią. Skoro Francja został wyautowana z Bliskiego Wschodu to rękoma terrorystów żydowskich doprowadził do tego, że i Brytyjczycy zrezygnowali ze swojego mandatu i opuścili Palestynę.

Bardzo ciekawa książka. Nie tylko dlatego, że pokazuje jakiś fragment historii w tym wypadku Bliskiego Wschodu. Również dlatego, że fakty historyczne służą pokazaniu mechanizmów jakimi rządzi się polityka.

Półka z płytami

 

TSA Dream Team „Live 2021” …Production 2023

W pewien sposób historyczny występ legendy polskiej sceny rockowej. Ostatnie wydawnictwo, na którym można posłuchać gry Andrzeja Nowaka. Niestety jest to chyba jedyny atut tej płyty. Może jestem zbyt surowy ale sposób realizacji nagrań spowodował , że te wszystkie skądinąd dobre lub bardzo dobre kompozycję są pozbawione na tej płycie życia. Nie oczekuję tutaj energii takiej jak na płycie „Live” z 1982 roku ale niech te utwory nie będą tak strasznie stłamszone. Słuchając tej płyty trudno również usłyszeć, że mamy tam jeszcze publiczność. Do mojego wydania płyty dołączona jest również płyta DVD. Z ciekawości spojrzałem na to wydawnictwo by zobaczyć ile tej publiczności było na tym koncercie i jaka była jej reakcja na graną muzykę. Może nie była to najbardziej gorąca publiczność świata jednak z jej zachowań widać było, że żywo reaguje na to co działo się na scenie.

Szkoda, że to wydawnictwo w taki sposób podsumowało ten etap w dziejach tej legendarnej grupy. Zestaw utworów znakomity, wykonanie całkiem dobre jednak całości nie udało się przenieś na płytę. Wielka szkoda przecież wiele grup na swoje 30,40 czy 50 lecie wydaje płyty live. Brzmią one znakomicie a brak młodzieńczej energii w całości rekompensują wyższe umiejętności muzyków. Niestety czy to na etapie nagrywania koncertu czy już może w późniejszej obróbce popełniono błędy, które owocują niezbyt porywającą muzyką. Wielka szkoda.

Lista utworów;

1. Maratończyk
2. Na Co Cię Stać
3. Jestem Głodny
4. Proceder
5. Ty On Ja
6. 51
7. Bez Podtekstów
8. Pierwszy Karabin
9. Tratwa
10. Alien
11. Heavy Metal Świat
12. Wpadka
13. Spółka
14. Mass Media
15. Trzy Zapałki

Przeczytane

  Nicholas D. Kristof, Sheryl WuDunn „ Biedni w bogatym kraju. Przebudzenie z amerykańskiego snu”. Myślę, że jest to bardzo dobra ksią...