Zbigniew Parafianowicz „Kłopot z Zełeńskim”
Trzeba by sprawdzić, czy Parafianowicz nie zapłacił komuś
aby w Polsce wzrosło zainteresowanie Ukrainą i jej prezydentem. Tak dziwnie
zbiegła się ta afera z nadaniem jednostce wojskowej imienia faszystów spod znaku
UPA z wydaniem jego książki „Kłopot z Zełeńskim”. Oczywiście to żart ale
wydarzenia w przestrzeni publicznej niewątpliwie pomagają w sprzedaży książki.
Książki niezwykle smutnej w swojej wymowie. I to wcale
nie z powodu jej głównego bohatera. Raczej z tego czego dowiadujemy się o funkcjonowaniu
państwa polskiego w piątym roku wojny na Ukrainie.
To, że możliwe było odesłanie premiera Tuska do innego
wagonu, by nie jechał razem z przywódcami Niemiec, Francji i W. Brytanii
cieszyć może tylko jakiś obłąkańczych przeciwników premiera. Bo to nie jego tak
potraktowano, tylko Polskę. Dlaczego? Najprościej można to ująć w słowach bo
można było. To nie jest zarzut pod adresem prezydenta Ukrainy tak dzieje się
zawsze w świecie polityki. Problemem jest w tym to, że pociąg ten jechał przez
terytorium Polski i nasze władze nie potrafiły zareagować na tego typu despekt.
Generalnie nasze władze na niewiele rzeczy potrafiły przez te ostatnie lata
zareagować. Na rakietę w Przeworowie, drony, wycofywanie się Amerykanów z
Europy. Z kart książki wyłania się obraz dzieci we mgle, które niespecjalne są
w stanie realizować interesy państwa polskiego, ba słabo im idzie z
diagnozowaniem tych interesów. Natomiast Zełeński jak najbardziej potrafi się
odnaleźć w meandrach polityki międzynarodowej. Nawet jeżeli jego propozycje były absurdalne (
np. pomysł, że wojska ukraińskie zastąpią amerykańskie na wschodniej flance
NATO) widać, że Kijów stara się wykorzystać każdą szansę na zbudowanie swojej
pozycji.
Może lekko przesadziłem bo jest jedna sprawa , w której
Polska coś tam uzyskała. Parafianowicz opisuje zabiegi prezydenta Dudy wobec
Trumpa by podtrzymać pomoc dla Ukrainy. Wbrew wielu uważam, że jest to dobre
dla naszego interesu. Ponieważ Rosja to nasz główny przeciwnik na Wschodzie.
Natomiast wracając do Zełeńskiego to Parafianowicz
przytacza opinię ministra w rządzie Tuska „ Ukraińcy Bidena nie szanowali.
Trumpa się bali. Czasami w Polsce denerwujemy się, że Ukraińcy nie chcą
pamiętać, jak bardzo im pomogliśmy. Oni mają w sobie taką bezczelność. Nie
pamiętają nawet tego, ile pomógł im Biden. A to było ogromna pomoc. Amerykanie
nikomu tyle nie dali.” Niezwykle trafny opis sytuacji. Tylko byśmy jako państwo
potrafili z tego wyciągnąć właściwą lekcję, że wdzięczność w polityce to bardzo
słaba waluta. Znajdziemy w książce również wyjaśnienie niechęci Trumpa do
prezydenta Ukrainy. Warto sobie przeczytać te fragmenty by lepiej zrozumieć to
co stało się w Białym Domu w trakcie spotkania Zełeńskiego z Trumpem.
Wydaje się, że dużą wartością książki jest próba ukazania
portretu prezydenta Ukrainy, systemu jaki stworzył. To jak potrafi wykorzystać
w działalności publicznej swoje doświadczenie aktorskie by oczarować
publiczność. Narcystyczną jego naturę a zwłaszcza to jaki stworzył system
władzy. Mówi współpracowniczka Zełeńskiego „ Fasadowo popiera demokrację
parlamentarną i parlamentaryzm. W praktyce stosuje zamordyzm ukryty pod fasadą
wojownika o wolność Zachodu” a dalej inny jego współpracownik mówi „Zełeński i
Jermak sprywatyzowali państwo. Zbudowali z niego maszynkę, w której
funkcjonował półprywatny duumwirat”.

Zaletą takiej książki, w której opinie o bohaterze
przedstawione są anonimowa jest spora jak na polityków szczerość. Dyplomata Y
mówi „ Zacznijmy od tego, że Tusk zawsze był i jest najdelikatniej mówiąc,
ukrainosceptyczny. Dla niego politycy w Kijowie to „ruscy” i „złodzieje”. Nie różni
się w ocenach od Karola Nawrockiego. Nie ma złudzeń jakie mieli pisowcy w 2022,
próbujący się zaprzyjaźnić z Zełeńskim”. Reszta jest teatrem odgrywanym na
potrzeby polskiej sceny politycznej. Choć odnoszę często wrażenie, iż ten teatr
jest ważniejszy od meritum czyli ułożenia sobie relacji z Ukrainą.
Choć książka przedstawia obraz Zełeńskiego znacząco
różniący się od wizerunku z mediów to paradoksalnie kończy się ciekawym
stwierdzeniem. „ Zełeński jest i był mistrzem politycznego przetrwania. Tę
sowiecką cechę prezydent rozwinął do rozmiarów politycznego monstrum. Cechę
każdego człowieka sowieckiego, która pozwalała przeżyć w warunkach gułagu i
terroru, Wołodymyr Zełeński zmienił w technologię polityczną, która pozwoliła
trwać również fantomowemu państwu, jakim stała się Ukraina. W gruncie rzeczy to
zdolność fenomenalna”.
W pewien sposób książka rozczaruje zarówno tych, którzy w
Zełeńskim widzą szlachetnego bojownika o wolność jak i tych, którzy uważają go
za zło wcielone. To chyba dobrze świadczy o autorze i jego pracy. Zachęcam do
lektury.