Nadine Strossen „Nienawiść. Jak cenzura niszczy nasz świat”.
Ciekawa to książka. Począwszy od osoby autorki. Profesor prawa na
New York Law School, działaczki na rzecz praw człowieka, gorącej zwolenniczki
Baraka Obamy. Jak również wszystkich „ruchów postępowych” w Stanach
Zjednoczonych. Wydawałoby się, iż osoba z takiego środowiska będzie stała po
stronie tych, którzy do systemu prawnego starają się wrzucić przepisy dotyczące
tzw. mowy nienawiści. A tutaj zaskoczenie, w łamach tej książki stanowczo broni
ona prawa do wolności słowa.
W tym momencie warto dodać pewne zastrzeżenie, choć Strossen
odnosi się do sytuacji w USA i wielokrotnie podnosi kwestię pierwszej poprawki
do amerykańskiej konstytucji to jej rozważania mają bardziej uniwersalny
charakter.
Pierwszą kwestią jaką warto w ślad za autorką rozważyć jest nieostrość
terminu nienawiść w kontekście prawa. Jak i kto ma określać co w takim wypadku
podpadnie pod ten termin? Autorka odnosi się w tym kontekście do obowiązującej
w USA zasady neutralności światopoglądowej rządu. W jej myśl nie jest on
uprawniony do karania za mowę, która mu się nie podoba nawet jeżeli byłaby
„mową nienawiści”. Bo to przecież organy władzy na podstawie swoich przekonań
decydowałby co nią jest a co nie jest.
Ponadto trafnie zwraca uwagę, tylko wolność słowa gwarantuje
wypowiadanie i rozpowszechnianie poglądów odbieranych negatywnie przez
większość społeczeństwa czy przez elity władzy. Wystarczy odwołać się do
historii gdzie mamy sporo takich przykładów. Postulaty sufrażystek czy ruchu na
rzecz równouprawnienia Murzynów w Stanach Zjednoczonych nie cieszyły się ani
akceptacją społeczną ani też poparciem ówczesnych elit. Tylko dzięki wolności
słowa mogły one zwyciężyć i przynieść poprawę losu tych grup społecznych.
Ponieważ to rządzący, establishment ma narzędzi represji tym bardziej
powinniśmy we współczesnym świecie bronić zasady wolności słowa.
Te przykłady pokazują, że wbrew pozorom swobodna wymiana poglądów
może zmienić rzeczywistość. Tutaj
dochodzimy do sprawy związanej z konfrontacją z „nienawistnymi” treściami. W
wielu środowiskach zwłaszcza akademickich trwa zażarta batalia by wyrzucić
niektóre poglądy za uniwersyteckie mury. Odbywa się to pod płaszczykiem tego,
że pewne poglądy mogą wywołać dyskomfort. Trafnie komentuje to autorka
przywołując wypowiedź rektora Uniwersytetu Browna ( z Ligi Bluszczowej, ponadto
Murzynki co ważne w tym kontekście) „Wiecie co naprawdę mnie irytuje? Gdy
ludzie mówią – to nie sprawia, że czuję się ze sobą dobrze-. Odpowiadam wtedy –
Nie po to tu jesteś-. Wierzę, że prawdziwa nauka jest zaprzeczeniem
komfortu.[…] Jeżeli szukasz rozwoju, dla siebie, swojej społeczności i
przyszłych pokoleń zostań i walcz [ z tym co uważasz za „mowę nienawiści” – mój
dopisek].
Zwłaszcza w dobie obecnych sporów o „mowę nienawiści” i
uregulowania mające przed nią chronić warto sięgnąć po książkę Strossen. Nie
tylko dlatego, że dowiemy się tam, iż w konstytucji Rosji Sowieckiej były
przepisy chroniące przed mową nienawiści „ Każde propagowanie nienawiści
rasowej lub narodowej podlega karze”. Choć i ten fragment powinien wywołać
refleksję po co wprowadza się takie przepisy. No przecież nie po to by chronić
kogokolwiek.
Na koniec chciałbym przytoczyć jeszcze dwa fragmenty z tej
książki.
„Prawa jednostki chronią człowieka przed krzywdą, ale nie chronią
przekonań przed krytyczną analizą”. W całej swojej książce autorka wykazuje, że
pomiędzy słowem a czynem jest ocean możliwości dlatego wprowadzanie regulacji
ograniczających wolność słowa przyniesie tylko więcej szkód jak pożytku.
oraz
„ Istnieje niewystarczająca liczba dowodów na to, że „mowa
nienawiści” w istotny sposób przyczynia się do dyskryminacji, przemocy oraz
urazów psychicznych lub emocjonalnych i powiązanych z nimi uszkodzeń
fizjologicznych.
Nawet gdyby istniały wystarczające dowody na to, że „mowa
nienawiści” rzeczywiście w istotny sposób przyczynia się do tych potencjalnych
szkód, brakuje wystarczających dowodów na to, że jej ograniczenie niezwiązane
jest za stanem zagrożenia [ wyjątek w USA dopuszczający ograniczenie wolności
słowa, omawiany szerzej przez autorkę w książce – dop. Moje] naprawdę
zmniejszałoby takie ryzyko.
Nawet gdyby istniały wystarczające dowody na to, że „mowa
nienawiści” rzeczywiście w istotny sposób przyczynia się do potencjalnych szkód
i że ograniczenia niezwiązane ze stanem zagrożenia mogłyby coś zmienić, to i
tak należałoby odrzucić te restrykcje ze względu na udokumentowany negatywny
wpływ, jaki mają na wolność słowa i demokrację, a także na równość i harmonię
społeczną”.
O tym jak przeciwstawiać się „mowie nienawiści” obszernie pisze
Strossman w swojej książce do lektury której serdecznie zachęcam.