niedziela, 1 marca 2026

Przeczytane

 

The Art of LFC

Użycie słowa książka w tym przypadku to pewne nadużycie. Mamy tutaj do czynienie z albumem poświęconym „sztuce” związanej z Liverpool FC. Większość stron to wspaniałe zdjęcia miejsc związanych z tym klubem. Publikacja podzielona jest na cztery rozdziały: pierwszy dotyczy flag i banerów. Drugi stadionu, rzeźb przy nim się znajdujących. Trzecia chyba najciekawsza to murale z ulic Liverpoolu a związane z klubem. Wreszcie ostatnia czwarta dotyczy różnych pamiątek związanych z The Reds.

Jednym z pierwszych ikonicznych banerów związanych z LFC był ten poświęcony Joe’yowi Jones’owi, który pojawił się w trakcie europejskiej kampanii w sezonie 1976/77. Interesującą jest historia jak napis rozwijał się w trakcie rozgrywek by przybrać tą znaną treść i formę z finału Pucharu Europy ( prekursor Ligi Mistrzów). Sam bohater tej historii był zadziwiony, że trafił „na czołówki” w tym wypadku banerów. Bo prawdę mówiąc nie jest to najbardziej znany piłkarz w dziejach klubu. Jednak kibicowanie to dziedzina do której logika ma niewielkie zastosowanie. Tak więc bohaterami mogą zostać piłkarze zupełnie nieoczywiści jak Jones. W rozdziale tym znajdziemy również historie flag w lat 60 i 70-tych XX wieku. Specjalnie również nie dziwi, że najwięcej miejsca zajmują zdjęcia i opisy flag i banerów z ostatnich lat w tym poświęconych Kloppowi czy Seanowi Coxowi. Wiele interesujących zarówno zdjęć jak i opowieści. Co ciekawe wszystkie flagi i banery jakie znajdują się na trybunach są zatwierdzane przez klub. To rzecz mało znana polskim kibicom.

Anfield i jego otoczenie to bohaterowie drugiej części publikacji. Piękne są te zdjęcia stadionu zamieszczone w tym albumie. Jednak otoczenie Anfield jest również warte uwagi. Bramy Shankleya i Paisleya opisane z objaśnieniem znaczenia różnych detali to dla kibica LFC prawdziwy skarb. Również rzeźby tych dwóch legendarnych dla klubu postaci znajdują się w tej części. Podobnie jak upamiętnienie Gerrego  Marsdena wykonawcy hymnu klubu. Osobny fragment poświęcony jest miejscu, które upamiętnia 97 ofiar tragedii na Hillsborough. Fascynująca podróż po stadionie i jego bezpośrednim otoczeniu.

Wreszcie jak już wspomniałem chyba najciekawsza część poświęcona muralom znajdującym się głównie w pobliżu stadionu a związanym z najwybitniejszymi postaciami w historii klubu. Upamiętnieni są nie tylko współcześni gracze lecz również ci z lat 60-tych. Mural upamiętniający Rogera Hunta i Iana St Johna bohaterów niezwykle ważnego w historii klubu meczu, mianowicie finału FA Cup z 1965 roku jest tego potwierdzeniem. Specjalne miejsce w pamięci kibiców zajmuje również Anne Williams przez lat zaangażowanej w walce o prawdę dotyczącą zdarzeń na stadionie Hillsborough. Dla każdego kibica piłkarskiego a już zwłaszcza The Reds te strony to podróż do świata herosów biegających po zielonej murawie.

Wreszcie część ostatnia. Znajdują się w niej informacje o filmach animowanych dotyczący początków klubu jak i postaci managera, który zdobył dla niego najwięcej tytułów czyli Boba Paisleya. Możemy prześledzić „magiczny pokój” w którym znajdziemy najwybitniejszych managerów w dziejach klubu. Są również fragmenty dotyczące pewnego rodzaju sztuki jakim są programy meczowe w Anglii. Przypinki, naszywki wszelakie pamiątki związane z tym klubem to treść tej części publikacji.

Oczywiście album ten jest on w największym stopniu adresowana do sympatyków klubu. Oni przy zapoznawaniu się z treściami w niej zawartymi przeżywać będą wielkie emocje. Trochę szkoda, że w polskiej kulturze kibicowania nie ma specjalnie zapotrzebowania na tego typu publikacje.

sobota, 28 lutego 2026

Półka z płytami

 


Strange Pop „Ghost In The Old Tape” Lynx Music 2025

Cóż tutaj mądrego napisać. Płyta z muzyką tak absolutnie niedzisiejszą, że musi być skazana na niebyt. Płyta będąca projektem Michała Dziadosza rzeczywiście oferuje wycieczkę na spotkanie z duchami z przeszłości. Czy to w warstwie muzycznej jak w „Dempsey And Makepeace” gdzie możemy przenieść się do lat 80-tych. Czy z duchami pięknej muzyki jak w utworze pierwszym „In The Garden”  gdzie muzyka i głos wokalisty nas zniewalają. I choć płyta w dalszym jej ciągu wiedzie różnymi ścieżkami to właśnie to pierwsze wrażenie powoduje, iż jesteśmy w pewien sposób oczarowani tą muzyką. Tajemniczej, niespiesznej fragmentami uroczo archaicznej. Jednak w wielu obszarach pięknej. Dzieje się tak nawet w utworze „Old Mansions” gdzie mamy sporo wręcz awangardowych, mocne elektronicznych dźwięków a jednak te wstawki z onirycznego świata sprawiają, że coś w nas zostaje z tego zestawu dźwięków. Niewątpliwym atutem płyty jest barwa głosu Michała Dziadosza, która dodaje przestrzeni utworom i sprawia, że chce się podążać do świata kreowanego przez artystę.

Do walorów dzieła należy rzecz jasna dodać jego szatę graficzną. Okładka płyty sama w sobie zapowiada ciekawą historię. Muzyka jest tego dopełnieniem.

Lista utworów;

1.In The Garden
2.Dempsey & Makepeace
3.Old Mansions
4.In Your Eyes (School Love)
5.The Longest Night

6.VHS Ninja
7.Halley's Comet
8.Requiem For My Childhood

środa, 25 lutego 2026

Igrzyska, Igrzyska i po Igrzyskach.

 


Pierwsza sprawą na jaką warto zwrócić uwagę to ogrom odległości pomiędzy poszczególnymi arenami a co za tym idzie wyzwań logistycznych związanych z kibicowaniem sportowcom na Igrzyskach.


Oczywiście gdybym dysponował nieograniczonym budżetem może wszystko byłoby łatwiejsze ale na noclegi w Cortinie ( 10tys zł za dobę ) to mnie po pierwsze nie stać a po drugie nie zapłaciłbym takich pieniędzy bo to najzwyklejsze w świecie zdzierstwo.  O mało przez te ceny w ogóle bym z pomysłu wyjazdu zrezygnował. Tak więc wszystko trzeba było tak zaplanować aby zamknąć się w rozsądnym budżecie. By tak było noclegi musiały być oddalone od miejsc zawodów. Te odległości wynosiły od 1 do 1,5 h. Taki wybór powodował, że trzeba było doliczyć czas na dojazdy. Z dotarciem już na sam stadion wynosiło to minimum 2 h. Do tego same zawody oraz powrót. Średnio można liczyć, że było to około 8 godzin. Tym niemniej gdyby ktoś mnie zapytał, czy nie wygodniej było obejrzeć IO w telewizji to odparłbym, że warto było to wszystko zobaczyć na własne oczy.

Co zapamiętam z IO. Niewątpliwie mecz Kanady. Obejrzenie ich na żywo to jedno z marzeń jakich nie śmiałem mieć nawet w najbardziej bujnej wyobraźni. W jednym miejscy tylu najwybitniejszych zawodników; McDavid, McKinnon, Makar, Crosby w zasadzie można by wymienić całą ich kadrę. To tak jakby w jednej drużynie piłkarskiej grało jednocześnie 5 najlepszych piłkarzy świata. I nie miało tutaj znaczenia, że widziałem mecz z Francją, który tak po prawdzie o niczym w turnieju nie decydował.

Swoją drogą sport jest dlatego taki emocjonujący, że jest nieprzewidywalny. Przecież będąc lepszymi przegrali w finale z USA i to jeszcze w takich okolicznościach. Wielce żałuję, że już pewnie więcej nie będę na meczu hokeja. Nie tylko dlatego, że jest to najbardziej dynamiczna gra na świecie ale również ma niezwykłą atmosferę na trybunach. Atmosferę zabawy wszystkich kibiców. Coś czego na boiskach piłkarskich się nie doświadcza.

 
 

Bardzo pozytywnym zaskoczeniem były dla mnie skoki narciarskie. Wiele lat temu przestałem śledzić zawody w tej dyscyplinie. Może ze 3 zawodników potrafiłbym wymienić. Jednak stanie na zeskoku i możliwość obserwowanie ich lotów jest całkiem innym przeżyciem jak śledzenie tego na ekranie telewizora. Dodatkowo okoliczności tzn. zdobycie medalu w tej śnieżycy robiły wrażenie. Swoją drogą o fakcie tym dowiedziałem się niejako w toalecie. Stojąc przez cały konkurs w pierwszym rzędzie nie mogłem nigdzie pójść by nie stracić tak dobrego miejsca, tuż przy przechodzących skoczkach. Tak więc po tym nieudanym skoku Tomasiaka udałem się zziębnięty do toalety. Jak już z niej wyszedłem to idę po herbatę i widzę cieszących się Polaków. Pytam co się stało a oni, że odwołali 3 serię i mamy srebrny medal.

 

 

Czymś co pozostanie na długo w mojej pamięci to niewątpliwie atmosfera zawodów. To, że kibicowało się generalnie wszystkim zawodnikom. Same zawody były oczywiście najważniejsze ale przed nimi czy w czasie przerw zabawa poprzez karaoke czy freez umilała czas spędzony na trybunach. To rzecz, którą można by przenieść na inne areny ale sam zdaję sobie sprawę z tego, że jest to nierealne.

 

Pochwalę się również występem przed kamerami telewizji. Wprawdzie kazachskiej ale gdzieś trzeba stawiać pierwsze kroki. Reporterka zagadała mnie po angielsku, jak umiałem tak odpowiedziałem ale zaznaczyłem, że może mnie również spytać po rosyjsku ponieważ „niemnożko” też mówię w tym języku. Jak przyszło do rozmowy to była ona po rosyjsku co jak sądzę dużo mówi o moim angielskim.


W trakcie zawodów a zwłaszcza gdy podróżowałem na nie lub z nich przyszła mi do głowy nowatorska myśl. Mianowicie organizatorzy powinni wynagradzać kibiców. Przecież rywalizacja przy pustych trybunach czy trasach jest mniej efektowna i przyciąga mniej telewidzów. Tak więc kibice są integralną częścią widowiska. Ponoszą przy tym znaczne koszty i nie chodzi tutaj tylko o cenę biletów. Chodzi o ilość czasu jaką trzeba poświęcić by być na widowni. Postaram się udowodnić to na przykładzie zawodów w biathlonie, trwały one ( sprint kobiet ) około 1,5 h. Ponieważ miejsca na trybunach nie były numerowane to aby mieć jakieś dobre miejsce trzeba zjawić się na nich w miarę wcześnie. Z reguły na zawody wpuszczali na 2 h przed ich rozpoczęciem. Jednak na miejsce w zasadzie można było dotrzeć tylko komunikacją zbiorową zabierająca z wyznaczonych parkingów. Tak więc by zdążyć, na zawody które rozpoczynały się o 14:45 wyruszyłem  chwilę po 9. Po około godzinie jazdy samochodem dotarłem do parkingu. Tam przesiadka do autobusu, który zawiózł widzów w pobliże stadionu. Dalej na piechotę i czekanie na otwarcie bramek, kontrolę, etc. Ponieważ zostałem po zawodach na uroczystość dekoracji to droga powrotna zaczęła się około 16:15. Zanim dotarłem do autobusów, odstałem w kolejce i wsiadłem do auta było w okolicach 19. A to nie koniec podróży trzeba jeszcze dotrzeć do hotelu.

Tego typu poświęcenie powinno być przez organizatorów docenione i wynagrodzone. No ale to fantazja jeszcze bardziej absurdalna jak marzenia sprzed 50 laty, że zobaczę na własne oczy największe gwiazdy Igrzysk Olimpijskich. 

Taka ciekawostka większość parkingów wysypana była trocinami.
Trybuny podczas sprintu w narciarstwie klasycznym.
Największa gwiazda Igrzysk Olimpijskich - Johannes Klaebo. Tutaj zdobywa 5 złoty medal. Łącznie zgromadził ich 6
Kibice w drodze do autobusów, które rozwiozą ich na parkingi.

Kibice czekający na wpuszczenie do hali na mecz Kanada - Francja. Pilnuje ich 3 stewardów i taśma.


 

 



 


 


 

sobota, 21 lutego 2026

Półka z płytami

 


Chuck Mangione „Children Of Sanchez” 1978 A&M Records

 

Niby trochę znam się na muzyce ale dopiero zeszłoroczna śmierć Chucka Mangione zwróciła moją uwagę na tę płytę. Jest ona soundtrackiem do filmu "Dzieci Sancheza". Choć z powodzeniem można jej słuchać nie znając wspomnianego filmu. Co jest znakiem rozpoznawczym tej płyty? Wydaje mi się, że smutek wynikający z beznadziei. Paradoksalnie poszczególne utwory nie są ponure czy przepełnione wspomnianymi uczuciami. Jednak w całości płyta sprzyja takim nastrojom. Zadumy nad okrucieństwem świata. Całe radosne instrumentarium, trąbki, puzony, etc, podobnie jak to często bywa w życiu często tylko maskują gnębiący kogoś smutek. To wielka umiejętność stworzyć muzykę, która oddaje takie uczucia. Jak logicznie z tego co napisałem możemy wnioskować, nie znajdziemy tutaj wiele radosnych melodii. Jest to płyta do kontemplacji. Taka muzyka też jest potrzebna bo bez smutku nie ma radości bez łez nie ma uśmiechu. Zachwycająca podróż w te rejony zafundowana nam przez artystę. Gdzieś usłyszałem, że jest to muzyka jazzowa. Być może tylko czy to ma jakieś fundamentalne znaczenie jakiego gatunku słuchamy? Najistotniejsze jest to, że mamy do czynienia z  piękną muzyką.

Lista utworów;

CD1:
1. Children Of Sanchez Overture
2. Lullabye
3. Fanfare
4. Pilgrimage (Part 1)
5. Pilgrimage (Part 2)
6. Consuelo's Love Theme

CD2:
1. Hot Consuelo
2. Death Scene
3. Market Place
4. Echano
5. Bellavia
6. Lullabye
7. Medley
8. B' Bye
9. Children Of Sanchez Finale

Przeczytane

  The Art of LFC Użycie słowa książka w tym przypadku to pewne nadużycie. Mamy tutaj do czynienie z albumem poświęconym „sztuce” związ...