niedziela, 3 maja 2026

Przeczytane

 

David A. Graham „Projekt 2025. Ameryka Donalda Trumpa”.

Chyba trzeba zacząć od pewnej parafrazy. Śpieszmy się czytać książki , tak szybko odchodzą. W tym przypadku odchodzi możliwość zrealizowania projektu o którym jest książka. Ponieważ ten, który miałby go wprowadzić w życie w błyskawicznym tempie udowadnia, iż Joe Biden był wybitnym wręcz intelektualistą.

Po tym wstępie zajmijmy się książką. Jej autor David Graham nie ukrywa swojego krytycznego stosunku wobec pomysłu, który w kampanii wyborczej 2024 tak zelektryzował świat polityczny Ameryki.

Książka podzielona jest na dwie części w pierwszej „Metody i środki” jak sama nazwa wskazuje Graham pisze jak autorzy projektu zamierzają zmienić Amerykę. Część druga „Program” zajmuje się tym co ma ulec zmianie.

Punktem wyjścia autorów Projektu jest konstatacja, iż w Ameryce toczy się rewolucja neomarksistowska w której to siły lewicy są znacznie lepiej zorganizowane i zdyscyplinowane od środowisk konserwatywnych. Mają zwłaszcza przewagę organizacyjną oraz kontrolują „głębokie państwo” czyli by to trochę rozjaśnić, zdecydowana większość administracji waszyngtońskiej wspiera lub nie przeciwstawia się neomarksizmowi. Czego chcą autorzy projektu „ przywrócić rodzinie znaczenie jako głównego elementu amerykańskiego stylu życia[…], zdemontować państwo administracyjne i przywrócić Amerykanom samorządność; zapewnić suwerenność kraju, obronę granic[…] i zapewnić „błogosławione wolność”.

Ponieważ znaczna część autorów tego programu pracowała w pierwszej administracji Trumpa i może z tego względu zdając sobie sprawę z jego ograniczeń, charakteru i stylu rządzenia zakładali, iż na wdrożenie kluczowych zmian mają dwa lata. Dlatego też byli przygotowani na wynik wyborów. Dość wspomnieć, że 37 z 47 aktów wykonawczych podpisanych przez Trumpa w pierwszych dniach prezydentury było rekomendowanych przez osoby odpowiedzialne za Projekt 2025. Natomiast główną metodą na realizację programu miało być „tworzenie struktur organizacyjnych władz wykonawczych i umieszczanie w nich szeregowych pracowników, co ma umożliwić efektywne przejęcie kontroli nad rządem” Coś w rodzaju skopiowania taktyki Gramasciego. Wydaje się jednak, że czas będzie tutaj kluczowy. Ta marksitowska taktyka przejmowania instytucji obliczona była na długi okres czasu i dlatego nie budziła żadnych zastrzeżeń. Po prostu nikt nie dostrzegł tych zmian. Tutaj zmiany w krótkim czasie będą gwałtowne i w razie odwrócenie politycznych wiatrów łatwe do zdemontowania. No chyba, że szefowi Biura Zarządzania i Budżetu – Voughtowi, jednemu z kluczowych postaci dla Projektu 2025 uda się w cudowny sposób zrealizować cele programu.

Co poza instytucjami ma zmienić się w Ameryce pod auspicjami autorów Projektu 2025? Tym zajmuje się druga część książki. Jest ona podzielona na pięć rozdziałów przedstawiający obszary gdzie mają dokonać się zmiany. Rodzina, płeć i prawa to pierwszy z nich. Tutaj oprócz tzw. oczywistych oczywistości czyli dwóch płci, zakazie tranzycji dzieci, program skupia się na zmianie pomocy dla rodzin, koncentrując się na rodzinach formalnych. Mają im być przekazane duże prawa wraz ze wzmocnieniem edukacji domowej. Jak już wspominałem Graham autor książki ma krytyczny stosunek do samego Projektu 2025, jednak potrafi zdobyć się na rzadką u polskich publicystów uczciwość. Mianowicie jeżeli jakieś postulaty Projektu są według niego słuszne to pisze  „Niektóre propozycje Projektu 2025 wydają się rozsądne. Severino [ jeden z autorów Projektu 2025] pisze o zażyłych relacjach agencji zdrowia publicznego z firmami farmaceutycznymi, właścicielami szpitali i firmami ubezpieczeniowymi, które te agencja reguluje. Ostro krytykuje konflikt interesów w Agencji ds. Żywności i Leków oraz Narodowych Instytutach Zdrowia”.

Kolejny obszar to imigracja i bezpieczeństwo granic. Obserwując działania obecnej administracji w tym obszarze widać, że są realizacją tego co zapisano w Projekcie 2025. Interesujące jest również prześledzenie trzeciego obszaru dotyczącego gospodarki i handlu. Dzieje się tak ponieważ autorzy Projektu 2025 nie są tutaj zgodni. Trwa w obrębie różnych instytutów, które przygotowywały treść publikacji spór pomiędzy liberałami gospodarczymi a zwolennikami protekcjonizmu. Spoglądając na działania Trump zdecydowanie mu bliżej to tych rozwiązań protekcjonistycznych. Myślę, że Graham trafnie puentuje ten fragment książki pisząc „ w sumie rozdział dotyczący gospodarki i handlu sugerują, że populizm ruchu MAGA nie jest ani taki płytki, jak to sugerują jego niektórzy liberalni krytycy, ani tak przemyślany i konkretny, jak twierdzą jego zwolennicy”.

Środowisko naturalne i energia to czwarty rozdział drugiej części tej książki. W nim to Graham chyba najmocniej krytykuje autorów Projektu 2025.  Dzieje się tak ponieważ autor książki jest gorącym orędownikiem tezy o antropologicznych przyczynach zmian klimatycznych natomiast Projekt 2025 stoi wobec tych poglądów w opozycji. Wydaje się, że Graham myli się pisząc „gwałtowne porzucenie nauki, regulacji i egzekwowania prawa związanego ze zmianą klimatu jest konieczne do osiągnięcia prawdziwego celu polityki energetycznej przedstawionej w Raporcie 2025, a mianowicie potężnego impulsu mającego wesprzeć przemysł paliw kopalnych”. Cóż wydaje się, że wojna Izraela z Iranem wykonywana rękoma Ameryki pokazuje najlepiej, iż najlepszymi źródłami energii są stabilne źródła energii. Swoją drogą zapewne przypadkowo Graham ukazuje również źródło sprzeciwu wobec poglądów wyrażanych przez autorów Projektu 2025. Mianowicie z „polityką klimatyczną” związanych jest wiele instytucji, co za tym idzie miejsc pracy. Bo gdzie indziej znajdą pracę pracownicy takiego Biura Demonstracji Czystej Energii.

Wreszcie polityk zagraniczna i obronna. Tutaj celem ma być „zatrzymanie ekspansji Chin, zarówno w Azji, jak i na całym świecie. Natomiast drugim [cele] ma powstrzymać rozpowszechnienie się progresywizmu i wokeizmu „. Czy te cele udało się zrealizować. Tutaj zwłaszcza w kontekście ostatniej wojny [ z Iranem] odpowiedź wydaje się oczywista. To Chiny wychodzą zwycięsko z tego konfliktu. A wydaje się [ na kwiecień 2026 gdy piszę te słowa], że wojna ta zatopi również całą prezydenturę Trumpa i poważnie osłabi ruch MAGA.

Czytając tę książkę natrafiłem na jeszcze jedną ciekawostkę. Mianowicie w USA instytucją w obszarze pomocy socjalnej jest Departament Rolnictwa, który nadzoruje programy bonów żywnościowych i programów żywnościowych oferowanych dla najuboższych Amerykanów.

Choć nic nie wskazuje na to by Program 2025 miał na trwałe zmienić obraz Ameryki warto zapoznać się z krytyczną jego analizą przedstawioną przez Davida Grahama.

Ameryka przeżywa historyczny rozwój bazy przemysłowej. Pierwsza taka ekspansja od początku wieku. Po latach stagnacji i offshoringu, amerykański przemysł przechodzi obecnie fazę określaną jako "manufacturing renaissance" (renesans przemysłowy). Inwestycje ogłoszone w 2025 roku przekroczyły 1,2 bln USD, co przy uwzględnieniu wcześniejszych projektów z lat 2022–2024 tworzy największą falę inwestycji przemysłowych od dziesięcioleci. Rozwój jest najsilniejszy w branżach wspierających samą produkcję (tzw. "back into production"), co sugeruje budowę głębokich fundamentów pod dalszy rozwój. To nie jest argument za protekcjonizmem na dłuższą metę, ale z całą pewnością agresywna polityka gospodarcza Trumpa a przed nim Bidena daje efekty

niedziela, 19 kwietnia 2026

Przeczytane

 


Adam Leszczyński „Ludowa historia Polski. Historia wyzysku i oporu. Mitologia panowania”.

Dzieje Polski to permanentne czasy wyzysku. Najpierw chłopów, później robotników a cały czas żydów. Przez kogo? Przez pazernych władców, kler i kapitalistów. Nie wiedzieliście tego? Teraz dzięki demaskatorskiej książce Adama Leszczyńskiego mamy szansę się o tym dowiedzieć.

Publikacja ta to element narracji, która zalała rynek księgarski która stara się udowodnić, iż dzieje Polski to pasmo strasznych prześladowań. By było jasne, nie zamierzam bronić tezy, iż życie chłopów w I Rzeczypospolitej było usłane różami a robotnicy w XIX wieku żyli w krainie mlekiem i miodem płynącej. Jednak uważam, iż podstawą warsztatu są źródła i na ich bazie należy pracować. Dobrze byłoby podchodzić do jakiegoś zagadnienie bez gotowej tezy. Niestety taka postawa w oczach p. Leszczyńskiego zasługuje na pogardę. On jest przedstawicielem nowej „historiografii”. Wielka szkoda, że niewiele ma ona wspólnego z warsztatem pracy historyka i jego podstawowym zadaniem. Starać się odkryć prawdę.

Prawda niestety ograniczałaby tylko autora. Pisząc obszernie o strasznym losie chłopów w państwie pierwszych Piastów nagle stwierdza „ nie sposób […] oszacować skali eksploatacji i ustalić, jaką część wytworzonych przez chłopów zasobów przejmowała elita […]. Pierwsze bardzo ostrożne hipotezy dotyczą czasów późniejszych”. Czyli praktycznie nic nie wiemy o tych czasach jednak nie przeszkadza to autorowi dalej snuć swojej narracji „Nie można mieć wątpliwości, że był to kościec samego państwa i rdzeń jego gospodarczej organizacji, a kreatywność władzy w tworzeniu kolejnych obciążeń była imponująca”. Tak więc drogi czytelniku pamiętaj nie można mieć wątpliwości i niech ciebie nie zwiedzie, że autor na pokrycie swoich tez nie ma danych.

Temu snuciu opowieści o tragicznym losie chłopów nie przeszkadzają Leszczyńskiemu dane, które sam przytacza. „szacunki, mówią jednak, że z gospodarstwa łanowego nawet duża rodzina chłopska mogła się utrzymać. Dwa lata urodzaju umożliwiały jej wyprodukowanie takich nadwyżek zboża, która pozwalała spłacić zobowiązanie wobec państwa, pana i Kościoła”.  To, że przytaczane fakty nie pasują do ogólnie kreślonego obrazu zupełnie nie przeszkadza autorowi. Ba wręcz się tylko rozwija. Bo tak należy zinterpretować stawianie znaku równości pomiędzy chłopami pańszczyźnianymi a niewolnikami w Ameryce.

Jednym z koronnych świadków przywołanych przez autora jest Ulryk von Werdum, który spisał swoje refleksje po podróży po ziemiach I rzeczypospolitej. Tam padają słowa „polscy panowie z chłopami swymi obchodzą się gorzej niż z niewolnikami albo psami”. Skąd von Werdum wiedział jak obchodzono się z niewolnikami nie wiem. Wiem natomiast, iż do obowiązków historyka należy krytyka wewnętrzna źródła. Czyli między innymi motywów jakimi kierował się autor takiego dokumentu. Czy nieskrywana niechęć do katolicyzmu, polskiej szlachty artykułowana przez von Werduma nie wpłynęły na jego sądy? Bardzo możliwe, na tyle prawdopodobne by z ostrożnością posługiwać się nim w celu uzasadnienia takich hipotez.

Takiej sytuacji przeczy też proces przechodzenia przez zamożnych kmieciów do stanu szlacheckiego istniejący przez cały czas trwania Rzeczypospolitej a zaciekle potępiany przez szlachtę ( choćby Wacława Potockiego). Czytając bardzo popularny podręcznik do gospodarowania Anzelma Gostomskiego ze zdziwieniem odkrywamy, że chłopów należy szanować bo ich praca wzbogaca szlachcica. Przykłady te stoją trochę w poprzek forsowanej przez Leszczyńskiego tezie o tym, że los chłopa w Polsce nie różnił się niczym od losu niewolnika.

W zasadzie można tak się pastwić nad większością poglądów dotyczących przeszłości forsowanych przez Adama Leszczyńskiego. Zachęcam do osobistego wyrobienia sobie zdania w tym zakresie. Choć tkwi tutaj pewna pułapka zręcznie zastawiona przez autora książki. Nie każdy ją czytający ma wystarczającą wiedzę dotyczącą prezentowanych zdarzeń by poddać suflowane poglądy krytyce i ewentualnie je zweryfikować.

Dla mnie najciekawszym bo wnoszącym coś nowego do mojej wiedzy był fragment poświęcony pismu „Głos”, które w latach 80 i 90-tych XIX skupiało na swoich łamach tak odległych od siebie publicystów jak Ludwik Krzywicki ( komunista) czy Roman Dmowski.

Jeszcze na koniec jedna uwaga dotycząca tej publikacji. Mianowicie na jej końcu Leszczyński umieścił esej „Jak trzeba napisać ludową historię Polski; esej o metodzie” gdzie przedstawia swoje poglądy dotyczące warsztatu pracy historyka. Stoją one w ostrej opozycji do tego co twierdził jeden z ojców nowoczesnej polskiej historiografii Marceli Hendelsman który twierdził „ wiedzę o przeszłości […]historyk czerpie przede wszystkim ze źródeł”. Dla Leszczyńskiego pogląd taki jest przestarzały, przeciwstawia on temu poglądy Haydena White’a i Michela Foucaulta , które można sprowadzić w obrębie historii do zacierania różnicy pomiędzy wydarzeniem a jego przedstawieniem. Stąd już tylko krok do uznania narracji za najważniejszego zadania historyka. To oczywiście prowadzi do takich kwiatków jak „Ludowa historia Polski musi stawiać interesy i potrzeby ludzi podporządkowanych na pierwszym miejscu i stanowić całkowitą reinterpretację narodowej historii z ich perspektywy”. Cóż czy to ma coś wspólnego z warsztatem historyka pozwolę sobie napisać – nie. Historyk ma jak już wspominałem tylko jeden obowiązek. Pieczołowicie odtwarzać fakty z przeszłości i na ich podstawie rekonstruować dzieje. Ale co ja tam mogę wiedzieć?

W innym fragmencie tego eseju przytacza w kontrze do „właściwego” pisania o przeszłości fragment I tomu „Dziejów Polski” Andrzeja Nowaka „ Królestwo niemieckie i jego wschodni reprezentanci mieli wciąż na głowie walki ze Słowianami między Łabą i Odrą, aż do 950 r prowadzili także walkę z Czechami, wiążąc jednocześnie siły władcy Pragi, Bolesława Srogiego”. Jak Leszczyński komentuje tą rekonstrukcję faktów? „Wprawne oko dostrzeże w tej opowieści zarówno wpływy poglądów Romana Dmowskiego „ . Niestety jak się okazuje nie mam wprawnego oka tak więc może moje uwagi są podyktowane zwykłą zawiścią wobec wielkiego umysłu Adama Leszczyńskiego.

sobota, 18 kwietnia 2026

Półka z płytami.

 


Loonypark „Sad Songs For The Upcoming Days” Lynx Music 2025

W interesującą podróż po świecie muzyki progresywnej zabiera nas ta polska grupa. Jej najbardziej znanym muzykiem jest Krzysztof Lepiarczyk. ponieważ taka muzyka znajduje się na obrzeżach zainteresowań szerokiej publiczności. Ponieważ taka muzyka znajduje się na obrzeżach zainteresowań szerokiej publiczności to nie powinno dziwić, iż nazwisko lidera grupy nie jest specjalnie rozpoznawalne. 

Nie ma też co oszukiwać, iż jest to najwspanialsze dzieło w obszarze tego gatunku muzycznego. Dwa pierwsze utwory wręcz mogłyby posłużyć za ilustrację wszystkich wad tego gatunku. Jednak później zaczyna być ciekawie. Zwłaszcza w „In New World” , „Road To Hell”  czy „After All..” zespół tworzy muzyczną ucztę z tym wszystkim co najlepsze w tego typu muzyce. Odpowiednia harmonia pomiędzy klawiszowymi pasażami, rytmem, gitarowymi solówkami, ładnym wokalem i ciekawą melodią. Wszystko to sprawia, że słucha się tej płyty z dużym zainteresowaniem. Nawet w obiektywnie nie najlepszych kompozycjach  jak "Strong Woman” wstawka na instrumentach klawiszowych podnosi odbiór tego utworu. Interesująca muzyka do wieczornego słuchania.

Lista utworów;

1 Tough love
2 Questions
3 Breakin’ free
4 In New World
5 Strong woman
6 Memory of You
7 Road to hell
8 After all...

niedziela, 22 marca 2026

Przeczytane

 


Nicholas D. Kristof, Sheryl WuDunn „ Biedni w bogatym kraju. Przebudzenie z amerykańskiego snu”.

Myślę, że jest to bardzo dobra książka dla tych wszystkich, którzy chcą zajrzeć poza pocztówkowe wizje jakiegoś kraju. Przy wszystkich swoich wadach książka ta pomoże również zrozumieć dlaczego Donald Trump wygrał 2 razy wybory w Stanach Zjednoczonych.

Autorzy będący dziennikarzami New Yorke Timesa zabierają nas w podróż do miasteczka Yamhill w Stanach Zjednoczonych by pokazać czytelnikom dlaczego „poziom negatywnych emocji w ostatnich kilku latach jest nawet wyższy niż w czasach recesji” jak również „przekonaliśmy się, że w przypadku zamożnych wykształconych rodzin podróż przez życie przypomina spacer szeroką ścieżką, która wybacza błędy. Życie ludzi z niższych warstw społecznych coraz bardziej kojarzy się z chodzeniem po linie”.

Próba odpowiedzi na tą pierwszą kwestię jest też próbą zrozumienia dlaczego w wyborach Amerykanie głosowali tak a nie inaczej. Natomiast ta druga konkluzja jest największą wadą tej książki. Może nie samo to stwierdzenie w gruncie rzeczy jest aktualne pod każdym zakątkiem globu. Jest nim dobór przykładów mających uzasadnić tę tezę. Rozumiem koncepcję autorów, by główną osnową opowieści były losy pasażerów szkolnego autobusu numer sześć, którym Kristof [ jeden z autorów] też jeździł do szkoły. Jednak dobór grupy reprezentatywnej niestety nie pozwoli na udzielenie odpowiedzi na pytanie dlaczego tym ludziom z niższych warstw społecznych żyje się gorzej.

Dzieje się tak ponieważ autorzy koncentrują się na osobach pokroju Keylana Knappa. Robienie z niego i jemu podobnych ofiary systemu jest w moim odczuciu zamazywaniem problemu. Bo to nie system a Keylan „będąc w złym humorze, przewrócił biurko nauczyciela”. Poważnie? Mamy się rozczulać nad kimś kto się tak zachowuje. Dlaczego nikt z tych wrażliwców z wielkich miast nie pomyśli jak musiała się czuć w tej klasie cała reszta uczniów skoro Keylan potrafił zrobić coś takiego nauczycielowi. To co robił innym uczniom? To, że w wyniku tego typu czynów, handlu narkotykami w szkole został z niej wyrzucony to raczej przejaw tego, że organizm społeczny jeszcze się potrafi bronić.

 Właśnie z tego powodu książka ta bardzo długo nie potrafi znaleźć odpowiedzi na realny problem. Spadku poziomu życia w Ameryce. Można mieć uwagi co do wskaźnika HDI jednak to, iż USA są na 41 miejscu w świecie pod względem śmiertelności dzieci, a długość życia począwszy od 2015 roku co najmniej przez 3 lata spadała [ dane z książki, nie wiem jak wygląda sytuacja pod tym względem obecnie]. Dochodzą do tego jeszcze te wszystkie ideologiczne fiksacje. Bo jak to, że politycy z południa broniąc pomników Konfederacji i sprzeciwiając się prawom osób transpłciowych przyczyniają się do „większego uwstecznienia gospodarczego” wiedzą chyba tylko autorzy książki.

Trochę szkoda tych fragmentów bo problem biedy to także jak słusznie piszą autorzy „ to poczucie degradacji, bycia zaszufladkowanym jako ktoś gorszy” co wielu ludzi prowadzi do świata uzależnień czy przestępczości.

Gdy wydaje się, że będzie to w pewien sposób stereotypowa książka lewicowo – liberalnych autorów dotycząca zjawiska ubóstwa, zaczyna robić się ciekawie.

Za ten zwrot w narracji jakże sprzeczny z poglądami środowiska, z którego wywodzą się autorzy należy im się ogromny szacunek. Choć nie odkrywają jakieś prawdy objawionej pisząc o roli rodziny w życiu człowieka.

By dociec dlaczego w tym samym pozbawionym przemysłu mieście problem biedy dotknie tą a nie inną część populacji odwołują się do raportu Daniela Patricak Moyninhana, który pisał tak „od dzikich irlandzkich slumsów XIX wiecznego Wschodniego Wybrzeża po wstrząsające zamieszki na przedmieściach Los Angeles płynie z amerykańskiej historii jedna niezaprzeczalna nauka; społeczność, która dopuszcza do tego by ogromna liczba młodych mężczyzn dorastała w niepełnych rodzinach nigdy nie znajdzie dobrego męskiego wzorca […]- taka społeczność prosi o chaos i go dostaje”. Jakże ponuro z tym współgra fakt, iż większość amerykańskich dzieci mieszka przed ukończeniem osiemnastego roku życia z samotną matką. Tak stabilna rodzina ma ogromne znaczenie również w tak wydawałoby się odległej dziedzinie jak poziom życia dzieci w ich dorosłym życiu. Autorzy potwierdzają to zarówno danymi statystycznymi „ Instytut Brookingsa pokazał, że gdy dzieci przychodzą na świat w rodzinach z dolnego kwartyla dochodów, a rodzice pozostają małżeństwem do końca ich dzieciństwa, idzie im dobrze; tylko 17% zostaje w tym kwartylu, a 19% osiąga w dorosłości górny kwartyl dochodów. Jednak w przypadku dzieci urodzonych w dolnym kwartylu, których rodzice nie biorą ślubu, 50% zostaje w tym samym kwartylu w dorosłości i tylko 5% dociera do górnego kwartylu” Liczby te są takie wymowne i jednocześnie tak uniwersalne, że w interesie wszystkich nie tylko tych żyjących w Ameryce powinny być zabiegi by pielęgnować rodzinę, by ją wzmacniać. Licznie przytaczane w książce przykłady tylko potwierdzają tą tezę. Niewątpliwie wyrwanie się ze środowiskowych schematów gdzie ceni się głównie indywidualizm i „samorealizację” to duży atut tej książki. Liczne przykłady z książki ale i z życia potwierdzają tylko ten pogląd. Stabilna sytuacja rodzinna zwiększa szanse życiowe jej członków.

Spoglądając na środowisko z jakiego się wywodzą [ dla niezorientowanych NYT to taka tamtejsza Gazeta Wyborcza] jeszcze większe uznanie należą się za dostrzeżenie jeszcze jednej korelacji. Mianowicie wpływu religijności na życie, zwłaszcza młodzieży. Wg badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Harvardzki „dzieci wychowane w praktykujących rodzinach rzadziej cierpią z powodu trzech poważnych zagrożeń dojrzewania; depresji, narkotyków oraz ryzykownych zachowań seksualnych. Prawdopodobieństwo, że zachorują na depresję, było o 20% niższe, że będą zażywały narkotyki 30% niższe; a że zarażą się chorobą weneryczną o 40% niższe.”

Tak więc w pewien sposób książka ta nie przynosi nowej wiedzy. Rodzina dająca wsparcie, opiekę i kontrolę nad zachowaniem plus religia, która uczy samodyscypliny to najskuteczniejsze recepty na uniknięcie biedy w społeczeństwie. Tak więc może czas na zmianę polityk społecznych i promowanie tych obszarów które realnie mają szansę zmniejszyć biedę i wynikające z niej konsekwencje społeczne. Nie tylko w Ameryce ale może i w Polsce i Europie.

Książkę tę niewątpliwie warto przeczytać.

Przeczytane

  David A. Graham „Projekt 2025. Ameryka Donalda Trumpa”. Chyba trzeba zacząć od pewnej parafrazy. Śpieszmy się czytać książki , tak s...