Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Waterboys. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Waterboys. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 sierpnia 2025

Półka z płytami

 

The Waterboys „Karma To Burn” Puck Records Ltd 2005

Trudno napisać coś obiektywnego o tej płycie. Dlaczego ? Generalnie powody są trzy. Pierwszym jest ten, iż The Waterboys należy do tzw zespołów życia. Tak jakoś się potoczyły moje dzieje, iż od czasu gdy Piotr Kaczkowski zaprezentował w październikowe popołudnie roku 1983 utwór „A Girl Called Johnny” muzycznie przepadłem w studnię bez dna z napisem Waterboys. Cokolwiek z niej zaczerpnę będę pod większym lub mniejszym urokiem.

Drugim powodem jest to, iż „Karma To Burn” jest albumem koncertowym. I to jest dla mnie w odbiorze tej płyty największym problemem. Niby słychać od czasu do czasu publiczność jednak brak tej magi jaka towarzyszy występom artystów na żywo. Miałem w swoim życiu to szczęście i brać udział w koncercie Waterboys. Było to w pewien sposób mistyczne przeżycie. Na tym albumie tego nie ma, być może fakt, że powstał w trakcie występów w Irlandii i Zjednoczonym Królestwie od października 2003 do listopada 2004 się do tego przyczynił? Niestety realizatorowi nie udało się zachować tej niepowtarzalnej atmosfery towarzyszącej występom tej grupy.

Trzecim powodem jest to, że jeżeli potraktować ten album jako zbiór typu the best of to nie można się do niczego przyczepić. Jasne nie ma wszystkich najlepszych utworów grupy ale takie albumy w przypadku takich wykonawców nigdy nie powstaną. Z jednego dość prostego powodu, The Waterboys ma zbyt wiele takich utworów by je pomieścić na płycie mającej nawet 75 minut. Tak więc pomijając ten fakt do zestawu utworów nie ma się co przyczepić i w zasadzie powinienem napisać, że to znakomity album. Jednak ten drugi powód hamuje moje zapędy w tym zakresie.

Lista utworów; 

1 Long Way To The Light
2 Peace of Iona
3 Glastonbury Song
4 Medicine Bow
5 The Pan Within
6 Open
7 The Return Of Jimi Hendrix
8 My Dark Side
9 A Song For The Life
10 Bring’em All In
11The Whole Of The Moon
12 Fisherman’s Blues
13 Come Live With Me

sobota, 13 lipca 2024

Półka z płytami

 

Waterboys „Book Of Lightning” Cooking Vinyl 2006

Waterboys należy w moim przypadku do elitarnego grona zespołów, których mam wszystkie płyty. Zdaję sobie sprawę, że w największym stopniu wynika to z fascynacji tą grupą sięgającą jeszcze połowy lat 80-tych XX wieku. Obiektywnie też muszę przyznać, iż wszystkie następne płyty nie mogą równać się poziomem do ich pierwszych trzech płyt. Tylko czy może to być zarzut, iż Mike Scott bo tak naprawdę to lider grupy ma decydujący wpływ na jej twórczość nie był w stanie sprostać w dalszych latach działalności, arcydziełom które stworzył na początku kariery.

Płyta „Book Of Lighning” ma szansę spodobać się tym, którzy lubią gitarowe granie z pewną domieszką innych instrumentów. Ot choćby w „Love Will Shoot You Down” fortepianu czy „Nobody’s Baby Anymore” skrzypiec. Zresztą one towarzyszą większości utworów na płycie. Początek płyty może budzić pewne obawy ponieważ zaczyna się co trzeba uczciwie przyznać od  dość średnich  kompozycji. Jednak gdy nadchodzi czwarty utwór „Strange Arranement” stosunkowo spokojna kompozycja, gdzie głos Scotta tworzy niesamowity nostalgiczny nastrój to zmienia się z tym i cała płyta. Następne utwory są dobrymi kompozycjami z których wyróżnia się zwłaszcza przedostatni na płycie „Everybody Takes A Tumble”. Co ciekawe jest to utwór skomponowany obok Scotta również przez Anthony Thistlethwaita, który był współautorem repertuaru na pierwszych płytach grupy. Od pierwszego taktu słychać w tym utworze tę magię grupy z początkowego jej okresu działania.

W całości całkiem dobry album grupy.

Lista utworów;

1.The Crash Of Angel Wings
2.Love Will Shoot You Down
3.Nobody's Baby Anymore
4.Strange Arrangement
5.She Tried To Hold Me
6.It's Gonna Rain
7.Sustain
8.You In The Sky
9.Everybody Takes A Tumble
10.The Man With The Wind At His Heels

sobota, 11 marca 2023

Półka z płytami. 

 Waterboys „All Souls Hill”  Cooking Vinyl 2022

 Waterboys ile ta nazwa znaczy dla mojego muzycznego życia. Jest to przecież jeden z pięciu najważniejszych wykonawców którzy ukształtowali moje odczuwanie muzyki. Pamiętam jak dzisiaj październik 1983 roku gdy pierwszy raz usłyszałem utwór "A Girl Called Johnny". Powoduje to, że trudno zachować mi obiektywizm pisząc o muzyce tworzonej przez Mika Scotta bo to on od lat w tej grupie całkowicie dominuje w tym obszarze.

 Pierwsze wrażenie z obcowania z płytą „All Souls Hill” jest całkiem pozytywne. Bardzo ładna okładka zachęca wręcz by sięgnąć po tę płytę. Pierwszy, tytułowy utwór trzyma poziom do jakiego przyzwyczaił swoich odbiorców zespół. Niestety w następnym utworach można obserwować pewne niepokojące rzeczy.  Może nie są to zupełnie nowe kwestie bo pojawiły się już na poprzedniej płycie „Good Luck, Seeker”. Muzyka z gitarowej staje się co raz bardziej przesycona instrumentami elektronicznymi. Myślę, że wystarczy posłuchać sobie takich utworów jak: „The Liar” czy „The Southern Moon” by wyrobić sobie zdanie o tym wcieleniu artysty. Na tym tle może nie rewelacyjny „Blackberry Girl” ale w dużej mierze oparty na gitarach utwór pozytywnie się wyróżnia. „Hollywood Blues” może również nic nadzwyczajnego w dorobku grupy ale słucha się tego przyjemnie zwłaszcza jak pojawia się saksofon. Tutaj chyba dotykamy największego problemu obecnego Waterboys. Cieszy duża aktywność na rynku wydawniczym, trzy płyty na przestrzeni czterech lat. Jednak zbyt wiele jest  na nich tzw. wypełniaczy bo gdyby z tych wybrać najlepsze utwory mielibyśmy całkiem dobry album Waterboys. Niestety „All Soul Hill” jest tylko kolejną pozycją w dorobku grupy, która jak wyląduje na półce zapewne niezbyt szybko pojawi się ponownie w odtwarzaczu. Z tego elektronicznego oblicza Waterboys chyba najlepszym utworem jest „In My Dreams”. Po nim następuje spokojny, balladowy „Once Were Brothers”.

Lista utworów;

1. All Souls Hill
2. The Liar
3. The Southern Moon
4. Blackberry Girl
5. Hollywood Blues
6. In My Dreams
7. Once Were Brothers
8. Here We Go Again
9. Passing Through

wtorek, 27 kwietnia 2021

 Półka z płytami.


The Waterboys „Good Luck, Seeker” Cooking Vinyl Limited 2020

 Niewiele jest w moim muzycznym życiu zespołów wobec, którym jestem tak oddany jak The Waterboys. Od październikowe soboty w 1983 gdy w MiniMaxie Piotr Kaczkowski zaprezentował utwór „A Girl Called Johnny” do dnia dzisiejszego śledzę dokonania tego zespołu. Mówimy wprawdzie Waterboys ale myślimy Micke Scott bo on jest liderem tej formacji. Wiele zmieniło się w ich muzyce na przestrzeni tych lat, co raz mniej jest gitar w to miejsce pojawia się co raz więcej instrumentów elektronicznych, od lat nie ma już saksofonu Anthonego Thistlethwaite zastąpionego skrzypcami Steva Wickhama jednak przez lata pozostaje niezmienny  ten tak charakterystyczny głos lidera grupy. Jak jest ich ostatnia płyta? Z mojej perspektywy długo musiałem się do niej przyzwyczajać głównie ze względu na dominację brzmienia elektronicznego co przy pierwszym kontakcie było dużym zaskoczeniem. Wprawdzie zapowiedzi takiej ewolucji grupy były już na ich poprzedniej płyty  jednak tak mała ilość gitarowego grania zaskoczyła. Niewątpliwie płyta zyskuje z każdym następnym przesłuchaniem, odkrywamy co raz więcej tego starego Waterboys a i ten nowy wydaje się w wielu momentach całkiem interesujący. W zasadzie w pewnym momencie dochodzę nawet dość nieoczekiwanie, że zdecydowana większość zawartych na płycie utworów mi się podoba. 

Lista utworów;

1 The Soul Singer

2 (You’ve Got To) Kiss A Frog Or Two

3 Low Down In The Broom

4 Denis Hopper

5 Freak Street

6 Sticky Finger

7 Why Should I Love You?

8 The Golden Work

9 My Wanderings In The Weart Land

10 Postcard From The Celtic Dreamtime

11 Good Luck, Seeker

12 Beauty In Repetion

13 Everchanging

14 The Land Of Sunset

Przeczytane

  Waldemar Łysiak „Malarstwo białego człowieka. Tom IV” Kolejna odsłona dzieła Waldemara Łysiaka poświęcona historii malarstwa. Tym ra...