Mike Gonzalez, Katharine Cornell Gorka, „Marksizm. Nowa
generacja. Jak z nim walczyć”.
Choć treść książki w przytłaczającej większości odnosi
się do Stanów Zjednoczonych to jej wymowa jest uniwersalna. Dzieje się tak
ponieważ nadal Ameryka odgrywa ogromną rolę w świecie i parafrazując XIX
wieczne powiedzenie, jeżeli ona ma katar to cały świat kicha.
Tytuł a co dopiero treść książki mogą wydawać się dla
większości szokujące. W XXI wieku marksizm? W Ameryce? Przecież to mekka
kapitalizmu. Dla tych, którzy znają dzieje szkoły frankfurckiej nie będzie
treść tej książki wielkim szokiem. Zawsze stoję co do zasady na stanowisku, że
wobec książki najlepiej wyrobić sobie opinię poprzez samodzielną lekturę.
Myślę, że wszyscy, którzy doczytali to co piszę do tego
miejsca mają już świadomość, iż książka będzie dotyczyć świata polityki. Tak
więc jeżeli kogoś ten obszar nie interesuje to nie znajdzie tutaj a tym
bardziej w książce wiele ciekawego. Co jest oczywistym błędem ponieważ to, że
Ty szanowny czytelniku nie interesujesz się polityką nie oznacza, że polityka
nie interesuje się Tobą. Tak w rzeczywistości wszystko jest polityką.
Generalnie książka stara się odpowiedzieć na pytania;
skąd w Ameryce wzięli się miłośnicy Marksa, jaką przybrali taktykę, jak doszło do opanowania czołowych instytucji
zwłaszcza kultury i nauki w Ameryce przez marksistów i co robić by się im
przeciwstawić.
Oczywistą oczywistością jest stwierdzenie, że od XIX
wieku zmieniły się czasy jednak nie zmienił się zasadniczy cel marksistów jakim
jest chęć przebudowania całego społeczeństwa a być może i naturę ludzką. Kiedyś
rolę taranu rozbijającego stary świat pełnić mieli robotnicy teraz w tej nowej
odmianie tej ideologii w roli tej obsadzani są przedstawiciele innych ras jak
biała, mniejszości seksualne. W swojej smutnej konsekwencji prowadzi to do sprowadzenia
człowieka do koloru skóry czy orientacji seksualnej i tylko na tej podstawie
ocenianiu tego co on robi.
Droga do sytuacji z początków trzeciego dziesięciolecie
XXI ( wtedy powstaje ta książka) zaczyna się w 1989 roku. Roku gdy Polska i
inne kraje dotknięte tym rakiem politycznym próbują się od niego wyzwolić. Wtedy to w
Stanach zaczyna się tryumfalny marsz tej ideologii. W tym roku na łamach The
New York Timsa ukazał się artykuł Felicity Barringer „Edukacja. Marksizm staje
się głównym nurtem w amerykańskich szkołach wyższych” Zauważa ona jakżeż
trafnie, że „jego ideologiczni [ Marksa] spadkobiercy na amerykańskich
kampusach właśnie kończą swoje przeobrażenie z krnąbrnych, zewsząd
krytykowanych outsiderów w zasymilowanych akademickich insiderów”. Tak
rozpoczyna się opanowywanie amerykańskich instytucji przez tę szkodliwą
ideologię. Wprowadzanie do programu nauczania takich przedmiotów jak krytyczna teoria rasy. To
będzie jeden z filarów sukcesu marksizmu w Stanach.
Drugim będzie kultura. W pewien sposób klęska marksistów,
którzy chcieli dokonać rewolucji społecznej na drodze ekonomicznej, ich [ amerykańskich] nawet
cieszyła. Jak mówił John Roemer „cieszę się z tego, co dzieje się w tych
krajach [Europy Środkowo – Wschodniej]. Myślę, że to raczej uratuje socjalizm,
niż go zabije”. To zdyskredytowanie wprowadzania marksizmu drogą przymusu
ekonomicznego utorowało drogę nowej taktyce komunistycznej narzucania go
poprzez kulturę. Cel natomiast tych działań nigdy się nie zmienił „zniszczenie
wszystkiego co istnieje i zastąpienie kapitalizmu centralnym planowaniem”.

W tej nowej odmianie marksizmu są rzeczy niezmienne.
Można by je podsumować określeniem cel jest wszystkim droga niczym. Czyli liczy
się jak dana sprawa służy rewolucji komunistycznej a nie ona sama w sobie. Ta
jakże charakterystyczna cecha marksizmu na przestrzeni dziejów cechuje również
jego współczesną odmianę „ Problemem zawsze jest rewolucja (…) sprawa o którą walczymy
– czy to czarni w centrach miast, czy kobiety – nigdy nie jest tą zasadniczą
sprawą, a jedynie okazją do poczynienia postępu na drodze do osiągnięcia
prawdziwego celu, jakim jest akumulacja władzy niezbędna do wywołania
rewolucji”. Czytając to z łatwością dostrzegamy instrumentalne traktowanie
sprawy co jest wg mnie jedną z immanentnych cech komunistów. Czy to robotnicy i
ich trudności czy problemy mniejszości etnicznych interesują one ich o tyle o
ile mogą je wykorzystać do niszczenia tego co jest.
Można by rzec jakie znaczenie mają te wszystkie spory
ideologiczne często odbywające się tak hermetycznym językiem, że są zrozumiałe
jedynie dla nielicznych. Myślę, że warto tutaj przytoczyć słowa Thomasa
Carlyle’go „ żył kiedyś człowiek o nazwisku Rousseau, który napisał książkę
zawierającą jedynie idee, a drugie wydanie zostało oprawioną w skórę tych,
którzy śmiali się z pierwszego”.
Droga jaka doprowadziła do opanowania świata
akademickiego ( zwłaszcza w obszarze nauk humanistycznych ) i kulturalnego była
długo. Zgodna z taktyką nakreśloną przez Gramasciego, włoskiego marksistę,
który pierwszy dostrzegł słabość tej „ekonomicznej” linii marksizmu. Postawił
na odgórną zmianę rzeczywistości a to zagwarantować mogło tylko opanowanie
instytucji opiniotwórczych. Ponadto jak zauważał „to relacje społeczne nadają
znaczenie rzeczom – innymi słowy, kultura reguluje ludzkie istnienie”. Długi marsz
przez instytucje i opanowanie kultury to droga do władzy wyznaczona przez
Gramasciego. Choć do roku 1989 byli oni zwalczani przez sowieckich marksistów
to cel mieli ten sam. Wyrażony w wierszu „Ludzka duma”
"Wtedy będę stąpał jak bóg
I zwycięzca po ruinach świata,
A nadając swoim słowom siłę tworzenia,
Poczuję się równy stwórcy”
To odwieczne pragnienie człowieka stać się równym Bogu
marksiści w iście szatański sposób chcą spełnić niszcząc najpierw wszystko co
istnieje na świecie. Stąd motywowane wstrząsającymi przykładami ataki na
religię, rodzinę, naród, kulturę. Wszystko to co stworzył człowiek na
przestrzeni dziejów co pozwoliło mu „czynić sobie ziemię poddaną”.
Tym zajmuje się ta książka. Ukazaniem drogi jaką przeszła
ideologia marksistowska i to w podwójnym tego słowa znaczeniu. Drogi jak
zmieniła swoje pojęcia, środowiska jakimi się interesowała, taktykę działania.
Jak również w jaki sposób ideologia ta znalazła się w Stanach Zjednoczonych.
Moim skromnym zdaniem fascynująca lektura pozwalająca zrozumieć zmiany jaki
zachodzą w zachodnim świecie i tryumfu w niej tej ideologii.
Natomiast w samych Stanach raczej nie spełnił się ten
czarny scenariusz kreślony w książce. Siły antykomunistyczne okazały się na
tyle silne, iż podjęły próby powstrzymania marszu tej ideologii. Na ile skuteczne
czas odpowie na to pytanie. Ze względu na zbyt słabą znajomość realiów
amerykańskich trudno mi się odnieść do recept proponowanych przez autów by
przeciwstawiać się marksizmowi. Choć uwzględniając wszystkie różnice czyż wiele
się one różnią od tego co chciał nam powiedzieć na kartach „Drogi donikąd”
Józef Mackiewicz.
Swoją drogą choć to zupełnie inne światy literackie to obydwie
książki są znakomite i ze wszech miar godne polecenia.