Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leszek Jarosz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leszek Jarosz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 stycznia 2026

Przeczytane

 Leszek Jarosz „Historia Mundiali, tom 2; 1978-2022”

Jak sama nazwa wskazuje mamy tutaj do czynienia z  dokończeniem historii Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Ponieważ Mundiale z tej części książki widziałem, to warstwa czysto piłkarska nie była już dla mnie tak odkrywacza jak w części pierwszej. Pomimo tego nadal miałem to przyjemne uczucie bycia dzieckiem w sklepie z cukierkami. Na tych prawie ośmiuset stronach jakbym przeglądał się swemu życiu od dziecka bo człowieka zbliżającego się do schyłku życia. Ileż wspomnień, emocji. Trudno do takich lektur podchodzić spokojnie. Piłka nożna jej śledzenie stało się częścią mojego życia. Dlatego też tak cieszyłem się czytając tą książkę.

Nawet te fragmenty gdzie diametralnie nie zgadzałem się z autorem nie powodowały, że odwracałem się od lektury. Choć nie lubię brazyliocentryczności, peanów nad oszustem Maradoną czy wynoszenia pod niebiosy tej usypiającej gry Hiszpanii to z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę każdemu kto chciałby poznać historię Mistrzostw Świata.

Dobrze byłoby jednak wyprostować kilka faktów, o których pisze autor przez te swoje „południowe” okulary. Wspominając Mistrzostwa Świata we Włoszech w 1990 roku pisze przy okazji reprezentacji Irlandii „nie miała wybitnych piłkarzy”. Jest to tak obraźliwe dla klasy Davida O’Learego, że był to jeden z tych nielicznych momentów kiedy przy tej lekturze się wzburzyłem. Piłkarz mający na koncie 722 występy dla Arsenalu jednak musiał być wybitny. Tutaj zresztą mamy do czynienia z ogromnym problemem przy pisaniu o piłce. Wybitni mogą być tylko napastnicy lub pomocnicy. Obrońcy już nie. Co wydaje mi się fundamentalnym błędem bo i na tej pozycji można grać tak, że ręce same składają się do oklasków. W kontekście tamtej reprezentacji trudno też nie zaliczyć do ponadprzeciętnych graczy Ronniego Whelana i Raya Houghtona, którzy w drugiej połowie lat 80-tych reprezentowali barwy Liverpoolu z którym to stali się dominatorem na angielskich boiskach.

Swoistym znakiem czasu jeżeli chodzi o świat piłki nożnej są fragmenty poświęcone Mundialom w Rosji i Katarze. Znaczna ich część poświęcona jest  korupcji w „rodzinie FIFA”. Cóż choć komercjalizacja piłki nożnej nie jest czymś co wywołuje mój entuzjazm to jednak takie są znaki czasu. Tam gdzie pieniądze to i pokusa korupcji się pojawia. Tym bardziej, że dotyczy to świata piłki nożnej gdzie dla piłkarzy, trenerów czy działaczy ten pieniądz jest często jedyną ważną rzeczą w ich życiu. Tylko kibic nie będzie przeliczał złotówek czy innych walut za te chwile emocji ze swoją drużyną. 

W tych fragmentach zastanawia mnie, że Jarosz jak i znaczna część świata dziennikarskiego i szerzej opinii publicznej ma znacznie więcej zarzutów do Kataru za faktyczne czy domniemane łamanie praw człowieka jak do Rosji, która organizowała Mundial po agresji na Ukrainę i zagarnięciu Krymu.

Na koniec ciekawa myśl jaką dzieli się autor „ Często śmiejemy się, że w 2026 roku w USA/Kanadzie?Meksyku będzie grało, aż 48 zespołów. Spójrzmy na liczby […] W 1982 roku do rozgrywek zgłosiło się 105 federacji. Miejsc było 24, czyli do finałów kwalifikowało się 23% chętnych. O występ w Katarze w 2022 starało się 211 federacji, miejsc było 32, czyli w finałach znalazło się 15 % chętnych. W 2026 będzie to znowu 23 %” czyli tak jak w Hiszpanii. W sumie to jeszcze jeden dowód na to, że statystyką można wszystko uzasadnić.

niedziela, 25 sierpnia 2024

Przeczytane

 

Leszek Jarosz „Historia Mundiali; t1 1930-1974”

Musze zacząć od uwag krytycznych do tej książki. Są one w zasadzie dwie, pierwsza dlaczego musiała się skończyć oraz druga już taka trochę poważniejsza, dlaczego poszczególne rozdziały są co raz krótsze, od prawie 80 stron o pierwszych mistrzostwach w Urugwaju do ledwie 62 o tym z 1974 roku.

Pomijając te dwie „uwagi” książka absolutnie wspaniała, taka przy lekturze, której trawa wydawała się zieleńsza, oranżada bardziej czerwona i generalnie wszystko lepsze. Autor  Leszek Jarosz niestety już świętej pamięci w sposób doskonały poradził sobie z zagadnieniem jakim było przedstawienie w ciekawy sposób historii Mundiali.

Wykonał iście benedyktyńską pracę w zakresie zgromadzenia faktów dotyczący mistrzostw. Szczególnie ich pierwszych edycji gdzie nie ma, a w zasadzie do jego książki nie było 100% pewności nie tylko co do strzelców bramek ale nawet składów poszczególnych ekip. Ustalanie tych wszystkich danych to znakomity przykład pracy historyka, w tym wypadku sportu.

Książka w rewelacyjny wręcz sposób łączy ze sobą faktografię, opis przebiegu rozgrywek oraz masę ciekawostek. Jej strukturę wyznaczają rzecz jasna poszczególne Mundiale i wokół nich koncentruje się narracja. Talent autora spowodował, iż nie mamy tutaj do czynienia tylko z opisem poszczególnych spotkań choć rzecz jasna te ikoniczne dla piłki nożnej ( jak choćby Brazylia vs Urugwaj 1950, Węgry vs RFN 1954 czy Anglia vs RFN w 1966) są potraktowane szeroko. Każdy Mundial ukazany jest na tle epoki w jakiej się rozgrywał jej blasków i cieni. Do tego to wydobywanie różnych „tajemnic” z mistrzostw. Choćby takiej ile w rzeczywistości bramek w meczu Polska vs Brazylia strzelił Ernest Willmowski. Cztery jak się powszechnie uważa czy trzy jak stara się udowodnić autor.

Lektura tej książki jest tak pasjonująca, że człowiek nie dostrzega spędzonego nad nią czasu. Jest ona taka ponieważ jej autor włożył w nią nie tylko swój talent ale i serce.

Z ogromu ciekawych historii jakie się pojawiły w „Historii Mundiali” pozwolę sobie przytoczyć kilka.  Mistrzostwa Świata w Szwecji w 1958 roku to ostatnia impreza gdzie interes telewizji nie zdominował zawodów. Ba mecz półfinałowy pomiędzy Szwecją a RFN nie był transmitowany w szwedzkiej telewizji. Widzowie urywki tego spotkania rozegranego we wtorek wieczorem zobaczyli dopiero w czwartek ponieważ w środy telewizja miała dzień przerwy. I jeszcze anegdota z tamtego meczu. Mianowicie Niemcy oskarżyli Szwedów o to, że z trybun rozlegał się dla nich doping takie to były czasy!

Czasami wielkie gesty rodzą się zupełnie przypadkowo, wszyscy przyzwyczaili się do wznoszenia pucharu do góry przez zwycięzcę rozgrywek. Sam gest narodził się dość przypadkowo gdy kapitan Brazylijczyków Bellini wzniósł go do góry właśnie po dekoracji w 1958 roku.

Trudno sobie współcześnie wyobrazić, iż trener reprezentacji opuszczą ją w trakcie Mundialu by dowodzić drużyną klubową, której równocześnie jest również trenerem. W 1974 roku nie byle kto bo Rinus Michels trener Holandii opuścił Niemcy i udał się do Hiszpanii na dwa dni by poprowadzić Barcelonę w meczach półfinału Pucharu Króla z Atletico Madryt.

Nawet w książce o piłce nożnej można spotkać ciekawe fakty dotyczące innych dziedzin życia. W dobie histerii związanej ze zmianami klimatycznymi gdzie wiedza zastępowana jest emocjami nich fakty będą kubłem zimnej wody wylanym na tych rozgrzanych od emocji. Mamy roku 1954, ćwierćfinał Mistrzostw Świata w Szwajcarii, mecz Austria – Szwajcaria „Było ponad 40 st C i prawdopodobnie żaden mecz mistrzostw świata nie był rozegrany w wyższej temperaturze. (…) Bramkarz Austrii Kurt Schmied już na początku doznał udaru słonecznego, (…) wtedy doszło do niespodziewanego zwrotu akcji – z powodu udaru słonecznego na ziemię upadł szwajcarski obrońca Bocquet”.

Książka, którą powinien przeczytać każdy kto choć trochę lubi piłkę nożną.

Półka z płytami

  Wings Of Steel „Winds Of Time” HR Records 2025 Wspaniale słucha się tej płyty. Choć jak najbardziej współczesna przenosi słuchacza d...