Jak sama nazwa wskazuje mamy tutaj do czynienia z dokończeniem historii Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Ponieważ Mundiale z tej części książki widziałem, to warstwa czysto piłkarska nie była już dla mnie tak odkrywacza jak w części pierwszej. Pomimo tego nadal miałem to przyjemne uczucie bycia dzieckiem w sklepie z cukierkami. Na tych prawie ośmiuset stronach jakbym przeglądał się swemu życiu od dziecka bo człowieka zbliżającego się do schyłku życia. Ileż wspomnień, emocji. Trudno do takich lektur podchodzić spokojnie. Piłka nożna jej śledzenie stało się częścią mojego życia. Dlatego też tak cieszyłem się czytając tą książkę.
Nawet te fragmenty gdzie diametralnie nie zgadzałem się z autorem nie powodowały, że odwracałem się od lektury. Choć nie lubię brazyliocentryczności, peanów nad oszustem Maradoną czy wynoszenia pod niebiosy tej usypiającej gry Hiszpanii to z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę każdemu kto chciałby poznać historię Mistrzostw Świata.
Dobrze byłoby jednak wyprostować kilka faktów, o których pisze autor przez te swoje „południowe” okulary. Wspominając Mistrzostwa Świata we Włoszech w 1990 roku pisze przy okazji reprezentacji Irlandii „nie miała wybitnych piłkarzy”. Jest to tak obraźliwe dla klasy Davida O’Learego, że był to jeden z tych nielicznych momentów kiedy przy tej lekturze się wzburzyłem. Piłkarz mający na koncie 722 występy dla Arsenalu jednak musiał być wybitny. Tutaj zresztą mamy do czynienia z ogromnym problemem przy pisaniu o piłce. Wybitni mogą być tylko napastnicy lub pomocnicy. Obrońcy już nie. Co wydaje mi się fundamentalnym błędem bo i na tej pozycji można grać tak, że ręce same składają się do oklasków. W kontekście tamtej reprezentacji trudno też nie zaliczyć do ponadprzeciętnych graczy Ronniego Whelana i Raya Houghtona, którzy w drugiej połowie lat 80-tych reprezentowali barwy Liverpoolu z którym to stali się dominatorem na angielskich boiskach.
Swoistym znakiem czasu jeżeli chodzi o świat piłki nożnej są fragmenty poświęcone Mundialom w Rosji i Katarze. Znaczna ich część poświęcona jest korupcji w „rodzinie FIFA”. Cóż choć komercjalizacja piłki nożnej nie jest czymś co wywołuje mój entuzjazm to jednak takie są znaki czasu. Tam gdzie pieniądze to i pokusa korupcji się pojawia. Tym bardziej, że dotyczy to świata piłki nożnej gdzie dla piłkarzy, trenerów czy działaczy ten pieniądz jest często jedyną ważną rzeczą w ich życiu. Tylko kibic nie będzie przeliczał złotówek czy innych walut za te chwile emocji ze swoją drużyną.W tych fragmentach zastanawia mnie, że Jarosz jak i znaczna część świata dziennikarskiego i szerzej opinii publicznej ma znacznie więcej zarzutów do Kataru za faktyczne czy domniemane łamanie praw człowieka jak do Rosji, która organizowała Mundial po agresji na Ukrainę i zagarnięciu Krymu.
Na koniec ciekawa myśl jaką dzieli się autor „ Często śmiejemy się, że w 2026 roku w USA/Kanadzie?Meksyku będzie grało, aż 48 zespołów. Spójrzmy na liczby […] W 1982 roku do rozgrywek zgłosiło się 105 federacji. Miejsc było 24, czyli do finałów kwalifikowało się 23% chętnych. O występ w Katarze w 2022 starało się 211 federacji, miejsc było 32, czyli w finałach znalazło się 15 % chętnych. W 2026 będzie to znowu 23 %” czyli tak jak w Hiszpanii. W sumie to jeszcze jeden dowód na to, że statystyką można wszystko uzasadnić.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz