Z historii angielskich klubów.
![]() |
| grafika; google |
Walsall F.C.
Jeden z wielu
klubów, które tworzą solidne fundamenty piramidy futbolowej w Anglii. Bez
większych sukcesów, ledwie 6 sezonów na drugim poziomie rozgrywek w Anglii. O
tym jakie miejsce w świecie brytyjskiej piłki zajmują najlepiej świadczy fakt,
iż pierwszy raz w jej świątyni czyli na stadionie Wembley mieli okazję zagrać
dopiero w 2015 roku. Jednak swoją bazę
kibicowską na poziomie 5 tysięcy kibiców średniej meczowej frekwencji mają.
Gdyby choćby w Polsce tak było to mniej klubów wisiałoby na kroplówce z miasta
a w rodzimej Ekstraklasie jest takich klubów osiem. Wracając jeszcze na chwilę
do tego meczu na Wembley to w podróż do Londynu wybrało się prawie 30 tysięcy
kibiców „The Saddlers”. Niestety musiała im pozostać tylko satysfakcja, że
oglądali swój klub w takim miejscu ponieważ sam finał League Throphy zakończył
się porażką Walsall z Bristol City 0:2.
zdjęcie; saddlers co uk
Skoro jesteśmy
przy stadionach to klub w swojej 135 letnie historii miał ich dwa. Pierwszy Hillary
Street przemianowany w 1930 na Fellows Park i ten obecny Bescot Stadium
użytkowany od 1990 roku. Fellows Park choć dzielnie służył gospodarzom był
obiektem nie tylko nie przystającym do futbolu z XXI wieku ale mającym pewną
dość paskudną przypadłość. Mianowicie
dość często ulegał zalaniu tak, że gra na nim była niemożliwa. Zdarzało się to
raz na kilka sezonów ale taka przypadłość jest dość uciążliwa. Tym bardziej, iż
zdarzały się takie historie jak ta z sezonu 1967-70 gdy mecz z Brighton musiał
być przekładany czterokrotnie z powodu zalanej murawy i finalnie rozegrany
został na stadionie West Bromwich. Wyjazd do pobliskiego miasta musiał być dla
kibiców The Saddlers pewną atrakcją skoro na The Hawthorns pojawiło się ich
7535 co stanowiło drugą najwyższą frekwencję w sezonie na meczu Walsall. 
zdjęcie; facebook com fellowspark
Ostatnim
meczem na Fellows Park było spotkanie z Rotherham i zakończyło się remisem 1:1.
Nie byłoby w tym zapewne nic ciekawego gdyby nie historia zdobywcy ostatniej
bramki dla Walsall na ich starym stadionie, Andy Dornana. Zagrał on dla The
Saddlers 149 meczów ale zdobył tylko jedną bramkę. Właśnie tą kończącą historię
Walsall na ich pierwszym obiekcie.
zdjęcie; twitter com WCFOfficial
Jeżeli zapytać kibiców Rymarzy co było największym sukcesem klubu to znaczna ich część bez wahania wskaże na rozgrywki o Puchar Ligi w sezonie 1983-84 gdy piłkarze Walsall dotarli do półfinału. Po wyeliminowaniu Blackpool, Barnsley i Shrewsbury w IV rundzie udali się na wyjazd na Highbury czyli na dawny stadion Arsenalu.
W zasadzie wynik wydawał się przesądzony po jednej stronie Pat Jennings, David O’Leary czy Charlie Nicholson a z drudiej strony Mark Rees czy Ally Brown. A jednak ci dwaj ostatni zostali bohaterami spotkania i autorami jednaj z największej sensacji w dziejach klubu. A sen trwał dalej nie tylko, że w ćwierćfinale pokonali Rotherham to wynik pierwszego półfinału mógł budzić wielkie nadzieje. Mianowicie mecz zakończył się wynikiem 2:2 a rewanż piłkarze Walsall grali na własnym obiekcie. Był tylko jeden problem ich rywal – Liverpool. Rewanż zakończył się sukcesem The Reds. Sen dobiegł końca jednak w pamięci kibiców The Saddlers został już na zawsze.
W obecnych czasach piłkarze w wieku około 40 lat nie budzą już tak wielkiego zdziwienia. Jednak w czasach przed II wojną światową występy 44 letniego Harrego Waita były nie lada sensacją. Tym bardziej, iż przez sześć poprzednich sezonów nie rozegrał żadnego meczu i tak w zasadzie skoncentrował się na byciu trenerem. Jednak czasami okoliczności kreują nieoczekiwanych bohaterów. W trakcie wzmiankowanego sezonu dwóch pierwszych bramkarzy klubu Peter McSevich i Billy Bryan doznało kontuzji. W takiej sytuacji na ostatnich pięć spotkań w kampanii między słupkami stanął Harry Wait. Bilans jak na okoliczności miał całkiem przyzwoity, 4 bramki wpuszczone ale 3 mecze wygrane.
![]() |
| zdjęcie; premierfootballcards org uk |



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz