Bruce Dickinson „ The Mandrake Project” BMG 2024
Spośród wszystkich legend muzyki rockowej, które jeszcze kontynuują karierę w mojej opinii najwyższy poziom zachowują Iron Maiden. Ta uwaga przekłada się również na frontmena tej grupy Bruce’a Dickinsona. Jego ostatnie dzieło „The Mandrake Project” tylko potwierdza tę opinię.
Muzyka na solowym albumie wokalisty Iron Maiden nie jest specjalnie odległa od obecnego oblicza grupy bardziej progmetalowego jak heavy metalowego, dla jednych będzie to zarzut dla mnie niekoniecznie. Jest to pewną umiejętnością nagrać album mieszczący się w ramach „muzycznej rodziny” jednak mający wiele oryginalnych smaczków. Choćby solówka w „Many Doors To Hell”, skandowany „Rain On The Graves”.
Jasne wiele elementów w tych utworach przypomina patenty stosowane w Iron Maiden jednak jak dla mnie nie jest to żaden zarzut. Wręcz zaliczam to jako atut, jeszcze jedna płyta ze znanego i lubianego „uniwersum”.
Wyróżniające się utwory czasami rozpoznaje się już od
pierwszego dźwięku a takim dla mnie jest kompozycja „Ressurection Men”
zaczynająca się lekko orientalnych gitar i wyłaniającego się z nich rytmu, po
chwili wszystko ulega uspokojeniu by w dalszej części powrócić to rytmu i
gitarowej solówki. Resztę dopełnia głos
Dickinsona. Gdy emocje po tej kompozycji ledwie opadły zaczyna się „Fingers In
The Wounds” majestatycznie płynący utwór wzbogacony orkiestracją w środkowej
części. Jednocześnie jest on bardzo melodyjny, oczywiście jak na standardy
Dickinsona. Dalej następny mocna kompozycja „Eternity Has Failed”, zaczynający
się spokojnym intro by przejść w średnie tempo gdzie najlepiej może swoje
umiejętności wokalne zaprezentować artysta. Znakomity jest to fragment płyty.
Dodatkowym atutem tego albumu jest pojawiająca się na nim od czasu do czasu
melancholia, która najpiękniejsze oblicze ukazuje w utworze „Face In The
Mirror”. Zresztą w podobnym nastroju rozpoczyna się też następny utwór „Shadow
Of The Gods” z różnymi ciekawymi smaczkami w środkowej jego części, która
prowadzi do soczystego fragmentu
momentami nawiązującego prawie do numetalu by na koniec powrócić do
nastroju jak z początkowego fragmentu. Trudno na tej płycie wyróżniać
poszczególne utwory bo za wyjątkiem „Mistress Of Mercy” wszystkie są co
najmniej dobre.
2. Many Doors to Hell
3. Rain on the Graves
4. Resurrection Men
5. Fingers in the Wounds
6. Eternity Has Failed
7. Mistress of Mercy
8. Face In the Mirror
9. Shadow of the Gods
10. Sonata (Immortal Beloved)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz