niedziela, 23 lutego 2025

Przeczytane

 

Katherine Ashenburg „Historia brudu”

W książce Katherine Ashenburg możemy zapoznać się z ciekawym elementem dziejów ludzkości a mianowicie z historią tych wszystkich środków jakie ludzie używali na przestrzeni wieków do utrzymania swoich ciał w czystości. Choć w tym miejscu muszę przyznać się do pewnego nadużycia bo był taki etap w dziejach kultury europejskiej gdzie wiele wysiłków poświęcano zabiegom nad czystością odzienia niespecjalnie przejmując się samym ciałem.

Ponieważ epoką która jako pierwsza dostarcza nam sporo źródeł o życiu codziennym jest starożytna Gracja i Rzym tam też rozpoczyna swoją opowieść autorka książki. Choć są to zbliżone światy to jednak do spraw kąpieli podchodziły w sposób zupełnie odmienny. Wprawdzie i jedni i drudzy przywiązywali do kwestii  higieny dużą wagę to w świecie greckim była ona sprawą domową.W związku z tym kąpielami cieszyli się w domowym zaciszu. Zupełnie inaczej do tej sprawy podchodzili Rzymianie. Chyba nie było w historii ludzkości drugiej takiej epoki, w której kąpiel zyskałaby tak publiczny charakter. Choć słowo kąpiel w naszym dzisiejszym rozumieniu nie oddaje tego czym była ona w świecie rzymskim. Była wręcz instytucją a jej najwspanialszą formą stały się łaźnie. Były one odpowiednikiem współczesnych centrów handlowych.

Upadek starożytnego Rzymu zabrał ze sobą jego cywilizacyjne osiągnięcia. Dość wspomnieć, iż minie ponad 1300 lat gdy mieszkańcy europejskich miast będą mogli cieszyć się bieżącą wodą w swoich domach. Resztki rzymskiej spuścizny pozostały na wschodzie początkowo w Bizancjum a stopniowo również w świecie arabskim. W Europie nastał czas umartwiania ciała a jednym z jego sposobów było odmawianie mu wody. Zresztą autorka przytacza wiele  zaleceń ówczesnych autorytetów medycznych mówiących o szkodliwości kąpieli. Spowodowało to na kontynencie europejskim odsunięcie się od tego niebezpiecznego procederu mycia się na kilka stuleci. Niewielkie wyłomy w tych praktykach uczyniły kontakty z Lewantem w dobie wypraw krzyżowych. Jednak trzeba z Ashenburg uczciwie stwierdzić, iż renesans kąpieli i wszelakich środków do higieny Europa zawdzięcza Ameryce. Tam z różnych względów choć najczęściej z dość przyziemnych jaką z jednej strony był brak barier architektonicznych, który umożliwił budowanie tak nowatorskich pomieszczeń jak łazienki a z drugiej chęć zysku, która napędzała producentów mydła i innych tego typu produktów sprawy higieny ciała nabrały nowej dynamiki. Ponieważ sukcesywnie kultura amerykańska zdobywał przyczółki na całym świecie tak też stało się  w dziedzinie walki z brudem.

Książka Katherin Ashenburg przynosi wiele ciekawych historii z tego wycinka dziejów ludzkości. Wszyscy, którzy w historii szukają bardziej ludzkich elementów powinni być zadowoleni z lektury tej książki.

sobota, 22 lutego 2025

Półka z płytami

 

Snowy White „Unfinished Business”  SWWF 2024

Artysta o takim dorobku jak Snowy White niczego nikomu już nie musi udowadniać. Każdy kto ma uszy otwarte na muzykę spotkał się z jego twórczością. Tych „zasłuchanych” we współczesne dźwięki jego muzyka nie przekona. Dlatego też może tworzyć płyty z muzyką, którą on chce grać. My jako odbiorcy mamy oczywiście wybór, możemy jego twórczości nie słuchać. Jednak będzie to tylko ze stratą dla nas samych czego najlepszym dowodem jest płyta „Unfinished Business”. Płyta w pewien sposób rodzinna ponieważ Snowy White na niej śpiewa, gra na gitarze, basie, instrumentach klawiszowych a na perkusji wspiera go Thomas White jego syn. Oni grają we wszystkich utworach zamieszczonych na płycie. W czterech kompozycjach pojawiają się inni muzycy tacy jak ; Juan van Emmerloot, Ferry Lagendijk, Walter Latupeirissa i Max Middelton.

Muzyka jaką proponuje nam na tym albumie Snowy White to mieszanina rocka, blues – rocak i bluesa czyli gatunków w których mistrz ostatnio gustuje. Cóż jest natomiast największym atutem płyt sygnowanych nazwiskiem Snowy White? Niewątpliwie jego gitara zwłaszcza jego solówki. One powodują, że nawet słabsze w całości kompozycje wiele zyskują gdy nadchodzi czas popisów mistrza gitary. I to te solówki gitarowe powodują, że chce się sięgać po płytę „Unfinished Business”.

Lista utworów;

1.Unfinished Business
2.Evening Blues
3.Alone With Me
4.Overland & See
5.Long Time
6.Endless Green, Deepest Blue
7.White Cloud
8.Sweet Little Secret
9.All The Way Home

niedziela, 16 lutego 2025

Przeczytane

 

Mike Bayly „British Football’s Greatest Grounds”

Przewodnik? Album? Książka? Zapewne coś z każdego z tych elementów ma ta publikacja. Jest ona opatrzona jeszcze podtytułem „One hundred must-see football venues” co razem z tytułem stanowi potężną obietnicę jeżeli chodzi o zawartość. Zaczyna się też stosownie jako obiekt nr 100 ukazany został nowy stadion Tottenhamu a ponieważ miałem przyjemność widzieć ten obiekt na własne oczy,  robi on rzeczywiście ogromne wrażenie i w pełni zasługuje na to by znaleźć się w takiej publikacji. Tym bardziej rozbudziło to moje oczekiwania wobec całej publikacji. 

Jednak zagłębiając się dalej w kontemplację tej publikacji nachodzą mnie refleksje. Czy oczekiwania rozbudzone tytułem zostały spełnione? Co gorsza na to pytanie trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Nie chodzi tutaj nawet o pewien schemat dotyczący ukazywania poszczególnych piłkarskich obiektów. Zawierał on krótki rys historyczny dotyczący klubu oraz stadionu wraz ze wskazaniem najważniejszych zmian jakie na nich zachodziły. Myślę, że jest to dobre rozwiązanie taka podstawowa wiedza, jeżeli kogoś dany obiekt zainteresuje ma ogromne możliwości jej uzupełnienia. Tak więc ta część nazwijmy ją historyczna jest jak najbardziej w porządku. Gorzej wypada dobór samych obiektów gdzie w co najmniej 50 % przypadków zabierani jesteśmy na obiekty klubów z niższych lig. Nie mam nic przeciwko stadionom z 6 czy 8 poziomu rozgrywkowego w Anglii. Jednak sytuacja gdy na kartach publikacji nie ma choćby Stamford Bridge czy The Den a jest miejsce dla The Ewe Camp stadionu klubu Northend Thistle czyni wybory autora dość ekscentrycznymi. Rozumiem jeszcze nostalgię autora za czasami industrialnej Brytanii i wynikający stąd wybór wielu obiektów w dawnych ośrodkach przemysłowych jak Iodine Park, Cappielow czy Bracken Moor jednak proporcję pomiędzy tymi obiektami są w moim odczuciu lekko zachwiane.

Innym kryterium doboru obiektów do tej publikacji było ich położenie. Ma to miejsce choćby w przypadku The Rock, Seel Park czy Gayfield Park  i jest to wybór w pełni akceptowalny. Czasami walorem stadionu może być przecież jego tło czy też widok jaki się z jego trybun rozciąga.

Lektura tych, krótkich notek poświęconych poszczególnym obiektom czy też klubom dostarcza wielu ciekawostek choćby o byłym szefie FIFY, stadionie wybudowanym przez Richarda i George’a Cadbury założycieli znanej na wyspach fabryki czekolady. Stadionie wybudowanym dla pracowników swojej fabryki. Tego typu przykładów, przedsiębiorców budujących dla swoich pracowników obiekty sportowe – stadiony na kartach tej publikacji znajdziemy zresztą więcej.

Dowiemy się z jakim stadionem związane są początki kariery słynnego managera Billa Shankleya czy też zobaczymy najstarsze boisko piłkarskie w Londynie.

Tak więc pomimo pewnych wątpliwości dotyczącej doboru stadionów nic jak tylko zabrać się do oglądania i czytania.

sobota, 15 lutego 2025

Półka z płytami

 

Gary Moore „Dark Days In Paradise” Virgin Records 2003

W świecie muzyki niestety lepiej już było. Bo tak należy spojrzeć na czasy gdy Gary Moore brylował na listach przebojów grając muzykę bluesową. Dzisiaj nie ma już wśród żywych Garego Moora nie ma też tego świata, w którym to taka muzyka miała szansę przyciągnąć szerokie rzesze słuchaczy. Całe szczęście, że po złotych czasach szeroko rozumianej muzyki rockowej została muzyka. Paradoksalnie płyta „Dark Days In Paradise” nie jest zbytnio poważana przez fanów artysty. Wszystko przez to, że wdał się on w bliskie relacje w instrumentami elektronicznymi. Ponieważ staram się w świecie muzycznym chodzić własnymi ścieżkami mój odbiór tej płyty jest całkowicie przeciwny. Nie wiem czy nie jest to mój ulubiony album artysty. Nawet nie chodzi mi o poszczególne kompozycje bo lepsze znajdziemy na innych płytach. Jednak ten album ma to niewymierne coś powodujące, że gdy zastanawiam się jakiego albumu Garego Moore’a posłuchać pierwszą moją myślą jest właśnie ten krążek. W dużej mierze to zasługa pracy panów Magnusa Fiennesa i Phila Nicholasa odpowiedzialnych za instrumenty klawiszowe i elementy programowania . Oczywiście główną gwiazdą jest Gary Moore ale te zabiegi kompozycyjne powodują, że utwory na tej płycie wykraczają poza świat bluesa. Choć trzeba uczciwie przyznać, że spod tej elektroniki wydobywa się właśnie ten gatunek muzyczny. Może właśnie to połączenie elektroniki z bluesem powoduje ten efekt. Przynajmniej ja nie znam innego wykonawcy z obszaru blues rocka, który nagrałby tak przesycony elektroniką album. Ba czasami znajdujemy się na nowych dla artysty wodach a przyznam, że dla mnie też niezbyt często odwiedzanych gdzie króluje soul. Wystarczy posłuchać „I Have Found My Love In You” czy „Like Angels” by docenić kunszt artysty łączącego umiejętnie te różne światy. Mając w pamięci te uwagi nie należy zapominać, iż Gary Moore był mistrzem gitary czego dowody wielokrotnie przedstawia na tej płycie.  Bardzo lubię słuchać tę płytę w zasadzie o każdej porze roku czy dnia bo jest bardzo dobra.

Lista utworów;

1. One Good Reason 3:05
2. Cold Wind Blows 5:29
3. I Have Found My Love In You 4:56
4. One Fine Day 5:00
5. Like Angels 7:31
6. What Are We Here For 5:45
7. Always There For You 4:34
8. Afraid Of Tomorrow 6:43
9. Where Did We Go Wrong 6:35
10. Business As Usual 17:11
Bonus Tracks 
11. Burning In Our Hearts 6:03
12. There Must Be A Way 4:05 

niedziela, 9 lutego 2025

Przeczytane

 

Zbigniew Lewicki „Igrzyska demokracji. Amerykańska kultura wyborcza”.

Choć książka profesora Lewickiego została napisana przy okazji wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych w 2016 roku to nic nie straciła na swojej aktualności. Jest dobrym wprowadzeniem do świata amerykańskiej demokracji. Ta oparta jest na wyborach, dość stwierdzić, iż elekcji podlega ponad 500 tysięcy stanowiska. Od tych najważniejszych jak prezydent po hycla skończywszy. Nie ma drugiego na świecie państwa gdzie istnieje taki system.

Książka ukazuje jak ukształtował się system wyborczy w USA. Możemy zapoznać się z podstawowymi regułami procesu wyborczego za oceanem. System ten w historii USA, aż ośmiokrotnie ulegał zmianom tak, że prawie połowa nowel konstytucji po 1804 dotyczy prawa wyborczego. Zaletą pracy profesora Lewickiego jest ilustrowanie zagadnień prawnych w obszarze wyborów konkretnymi przykładami. Czy to mającymi wpływ na zmiany tego prawa czy też ukazujące różne jego słabe strony. Choćby w stanie Maryland można być pozbawionym czynnego prawa wyborczego za czyny haniebne do których zalicza się oszukiwanie przy ważeniu liści tytoniowych.

Ciekawą specyfiką amerykańskiego systemu wyborczego jest fakt, iż aby wziąć udział w wyborach trzeba się uprzednio zarejestrować. Tylko jeden stan Dakota Południowa nie ma tego wymogu w swoim prawie wyborczym. Znając procedury wyborcze w Polsce dla czytelników książki dużym zaskoczeniem może być fakt, iż w niektórych stanach nie potrzeba wylegitymować się dokumentem ze zdjęciem, wystarczy np. wyciąg z banku z ostatnich 90 dni przed wyborami.

Podobnie ma się z kartami do głosowania i różnego rodzaju maszynami za pomocą, których wyborcy oddają swoje głosy na kandydatów. Można stwierdzić, że co stan to inne zasady. Do tego dochodzą możliwości głosowania za pomocą poczty. Całkiem sporo możliwości. Przez te meandry amerykańskiego systemu prowadzi nas autor książki nie tylko klarownie wyjaśniając jego zasady ale uprawniając narrację stosownymi przykładami.

Wybory prezydenckie w USA są wyborami pośrednimi. Cały ten skomplikowany system od wyłaniania kandydatów do roli elektorów w procesie wyborczym można również prześledzić na łamach tej publikacji. Jak zmieniała się kampania wyborcza to również zagadnienie, które znajdzie swoje odbicie na kartach tej książki.

Lewicki wyjaśnia i pokazuje na odpowiednich przykładach zjawisko gerrymanderingu powszechnie występujące w wyborach zarówno na szczeblu stanów jak i hrabstw. Jeżeli możemy pomóc wygranej dlaczego tak nie uczynić zmieniając odpowiednio granice okręgów wyborczych.

 Dobra książka dla osób chcących dowiedzieć się czegoś o mechanizmach wyborczych w Stanach Zjednoczonych. Rzecz jasna dobra jako wprowadzenie do dalszych poszukiwań w tym zakresie.

Półka z płytami

  TRK Project „Odyssey9999” LynxMusic 2025 Reedycja wydanej zaledwie dwa lata wcześnie płyty projektu Ryszarda Kramarskiego zabiera na...