sobota, 31 maja 2025

Półka z płytami

XIII Stoleti „Noc vlku” Warner Music 2024

Już niestety nie pamiętam jak rozpoczęła się moja muzyczna przygoda z tą czeską grup. Jednak musiała to być jeszcze w minionym stuleciu. Wtedy też za sprawą Tomka Beksińskiego grupa miała w Polsce chyba największą popularność. Pomimo tego, że czasy szczytu popularności ( o ile o tego typu grupach można w ogóle tak mówić) minęły to działa on cały czas.

W 2024 roku XIII Stoleti nagrali swoją nową płytę „Noc vlku”. Zaczyna się ona dość powoli bo zarówno intro jak i dwie pierwsze kompozycje nie wyróżniają się czymś specjalnym. Przełom w odbiorze tej płyty zaczyna się w trakcie czwartej kompozycji „Ze stromu listi uz pada”, która niepostrzeżenie staje niezwykle wciągającym utworem. Tak bardzo, że żal tej wyciszonej solówki gitarowej na końcu utworu. Następnie mamy nawiązanie do najlepszych wzorców ballady wypracowanych przez XIII Stoleti „Cerna kocka”. Piękna nastrojów kompozycja z tym tak bliskim nam szeleszczącym językiem. „Smrtihlav” w zasadzie dopiero przy tym utworze możemy zrozumieć dlaczego grupa ta wrzucana jest czasami do szufladki heavy metal. Dodam od siebie, iż całkowicie nietrafnie. Jest to ostry ale rockowy kawałek mający przyjemną dynamikę zarówno jeżeli chodzi o rozwój kompozycji jak i w zakresie wykonania. Następnie dostajemy nostalgiczny utwór „Pan havranu” by przejść do „Golgothy”. Prostej w sferze instrumentarium ale bardzo pięknego utworu. By przywrócić słuchacza do świata muzyki rockowej mamy następny utwór „Muj bratne muj”. Znakomicie pasujący do grupy gdzie grają bracia Peter i Pavl Stepan. Jeszcze tylko outro, tym razem udane, składające się z wycie wilka i koniec tej 40 minutowej płyty. Rozpoczyna się powoli i nie jest od pierwszego taktu zachęcająca do słuchania jednak najważniejsze, że kończy się tak, iż zachęca do ponownego posłuchania.

Lista utworów;

Cháronův dech
Noc vlků
Alchymistův dům
Ze stromů listí už padá
Černá kočka
Smrtihlav
Pán havranů
Golgotha
Můj bratře můj
L’amour e’st éternel

sobota, 24 maja 2025

Półka z płytami

 

Stray Gods „Olympus” Rock Of Angels Records 2023

Tylko muzyka daje okazję do podróży w czasie za tak niewielką cenę. Wystarczy nabyć płytę greckiej grupy Stray Gods „Olympus” by przenieść się do lat 80-tych. Czasów gdy heavy metal był muzyką niezwykle popularną. Więcej możemy przenieść się do czasów początków kariery Iron Maiden. Słuchając tego albumu nie trudno odkryć, iż ta grupa stanowi inspirację dla Greków co dodatkowo ułatwia sposób śpiewania Artura Almeidy do złudzenia przypominającego Bruca Dickinsona. Kompozycje nie tylko, że są podobne pod względem muzycznym to wierność oryginałowi idzie tak daleko, iż struktura płyty jest bliźniaczo podobna do tych płyt Ironów z początku lat 80-tych XX wieku. Płytę wieńczy ponad 10 minutowa kompozycja ‘Olympus” czyli najdłuższy utwór na końcu płyty podobnie jak to było u wzorca dla Greków. Czy to wszystko o wtórności muzyki Stray Gods jest zarzutem. Absolutnie nie, energia jaka cechuje ten album jest na takim poziomie, że chce się tej płyty słuchać i słuchać. Tym bardziej, że wzorzec jest z najwyższej muzycznej półki a wykonanie niczego sobie. Dodatkowo warto mieć na uwadze, że Iron Maiden obecnie już gra trochę inaczej tak więc dla wszystkich miłośników twórczości grupy z lat 80-tych zapoznanie się z płytą „Olympus” powinno być nie lada atrakcją. Przecież słuchamy prawie Iron Maiden a jeżeli zapomnimy co włożyliśmy do odtwarzacza to dużymi fragmentami nie ma większej różnicy. Dla zespołu muzycznego nie ma większego komplementu jak sytuacja gdy trudno jest odróżnić  oryginał od kopi.

Lista utworów;

1. Out Of Nowhere (04:16)
2. Ghost From The Future (04:07)
3. The Other Side Of The Mirror (06:44)
4. The Sign (06:22)
5. Abel & Cain (04:00)
6. Fortune Favors The Bold (04:15)
7. Angels Of The Light (05:15)
8. Olympus (10:09)

niedziela, 18 maja 2025

Przeczytane

 

Andrzej Andrysiak „Lokalsi. Nieoficjalna historia pewnego samorządu”.

 „Jedno z tych pięknych miast
Co dzień piwo, co pół roku cyrk
Na ulicy zapytałem w nim
Co się stało z …”

To początek słów w jednego z najbardziej wstrząsających utworów w historii polskiej muzyki rockowej. Słowa te mogłyby być również mottem opowieści Andrysiaka o Radomsku. W dawnych czasach gdy do edukacji podchodzono solidnie na studiach miałem przedmiot dotyczący analizy źródeł. Wiem dzięki temu oraz doświadczeniu życiowemu, iż opieranie osądu na podstawie jednego źródła jest nad wyraz niebezpieczne. Wyciąganie z jednostkowego przypadku wniosków ogólnych również. Jednak nie mogę opędzić się od natrętnej myśli, iż Andrysiak swoją książką – reportażem trafił w punkt. Szczególnie w mniejszych miastach mechanizmy ukazane przez niego wydają się wręcz modelowe. Po pierwsze głównym kryterium podziałów „politycznych” jest kwestia przynależności do takiego bądź innego środowiska towarzysko – biznesowego. Dla niego władza w samorządzie jest tylko kolejnym narzędziem do zarabiania pieniędzy. Cała reszta jest dla naiwnych.

Po drugie ten quasi mafijny system  gdzie o naszych dbamy a wrogów zwalczamy. Jeżeli jesteś wierny to możesz być jednocześnie mierny a biedy cierpieć nie będziesz. Miało to fundamentalne znaczenie zwłaszcza do 2005 roku gdy jedną z zapomnianych plag gnębiących Polskę było strukturalne bezrobocie. Takie miast jak Radomsko mogą wręcz uchodzić za wzorcowy model takiego zjawiska. Tak więc zaczepienie się w instytucjach samorządowych dawało minimalną stabilizację życiową. Co politykom dawało do ręki straszny środek nacisku z którego oczywiście ochoczo korzystali.

Po trzecie wszelkie procedury są tylko po to by móc je obejść. Ponieważ w zdecydowanej większości przypadków lokalne media są na garnuszku samorządu to nie ma obaw, iż takie sprawy przebiją się do świadomości społecznej. Choć trzeba uczciwie przyznać, iż pojawienie się mediów społecznościowych choć trochę rozbiło ten system. Jednak nawet to nie specjalnie zmieniło życia samorządu a przynajmniej w Radomsku. Wejście do lokalnej polityki tego niszczącego duopolu tylko umocniło te patologie.

Andrysiak zdecydowanie przeciwstawia się dominujące w życiu publicznym narracji mówiącej o tym, iż samorząd jest jednym z największych sukcesów polskiej transformacji po 1989 roku. Niestety przykłady zawarte w książce ale również te dostępne w domenie publicznej ( choćby toalety po 700tys czy ławki po 300 tys, zasiadanie w radach nadzorczych miejskich spółek w innych miastach) potwierdzają tylko tę diagnozę. I obawiam się tylko, że dobrze działające samorządy gdzie nie dochodzi do tego typu patologii opisanych w książce są tylko wyjątkiem a nie regułą naszej samorządowej rzeczywistości.

niedziela, 11 maja 2025

Przeczytane

 


Marcin Piątkowski „Złoty wiek. Jak Polska została europejskim liderem wzrostu i jaka czeka ją przyszłość”.

Książki o gospodarce czy ekonomii nie są z reguły zbyt pasjonującymi lekturami. Raczej czyta je się z przykrego obowiązku w związku z koniecznością zaliczenia przedmiotu, etc. Muszę tutaj od razu zaznaczyć, że w tym przypadku jest inaczej. Zwłaszcza pierwszą część książki Marcina Piątkowskiego czyta się bardzo dobrze.

Ta część jest poświęcona wyjaśnieniu dlaczego Polska zarówno w czasach I Rzeczypospolitej jak i 20-lecia międzywojennego wlekła się w ogonie rozwoju ekonomicznego. Autor stawia tutaj kilka wydaje się trafnych diagnoz. Oligarchiczna struktura społeczeństwa, która przekładała się na taką samą strukturę państwa była jednym z powodów dla, których rozwój ekonomiczny Polski był tak wolny i to zarówno na tle sąsiadów jak i państwa Zachodu. W części tej autor zajmuje się również omówieniem przyczyn wzrostu gospodarczego. Do istotnych czynników mających na niego wpływ zalicza m.in. instytucje, kulturę czy ideologię. Niestety spojrzenie w przeszłość Polski przez Piątkowskiego jest po tym względem bardzo krytyczne. Instytucja państwa w I Rzeczypospolitej praktycznie nie istniała, również ocena II Rzeczypospolitej mocna odbiega od obiegowych opinii. Jednak autor potrafi konkretnymi przykładami uzasadnić swoje twierdzenia. Bardzo często odwołuje się do danych, opracowań, wykresów. Jest to zabieg, który w moim odczuciu nie tylko ułatwi a lekturę ale podnosi jej merytoryczną wagę.

Podobnie krytycznie ocenia kulturę polską w obszarze wartości sprzyjających rozwojowi gospodarczemu. Niestety kształtowana pod przemożnym wpływem szlachty a następnie inteligencji ( która w ogromnej mierze wywodziła się ze zdeklasowanej szlachty) nie wnosiła do naszej spuścizny wartości dotyczących szacunku do pracy, oszczędności, ekonomicznej zaradności. Można rzecz iż było wręcz przeciwnie. Trafnie dostrzega „kultura ma wpływ na to co ludzie myślą o sobie i o innych, jak postrzegają otaczający ich świat (…) To zaś wpływa na podejmowanie przez nich decyzje dotyczące oszczędzania, edukacji i przedsiębiorczości, a także przyczynia się do tego czy gospodarka rozwija się, czy cofa”.

Warto zapoznać się z tymi fragmentami książki bo pokazują obraz naszej przeszłości trochę odmienny od wizji wyniesionej ze szkoły.

Przeszłość nie wyjaśnia jednak dlaczego  obecnie Polska po uwzględnieniu różnic w sile nabywczej, osiągnęła poziom prawie 80% średnich dochodów UE. Wg autora kluczowe znaczenie miała zmiana struktury polskiego społeczeństwa z oligarchicznego na inkluzywne. Nie budzi to większych kontrowersji. Jednak takie pojawią się przy wyjaśnieniu jak do tego doszło i oceny tego zjawiska. Piątkowski przedstawiając ten wywód umieszcza go w szerszym kontekście mechanizmu przechodzenia od typu społeczeństwa oligarchicznego do inkluzywnego. Zwraca uwagę, iż prawie zawsze dokonuje się to na drodze przemocy i to najczęściej pochodzącej z zewnątrz. To prowadzi autora do sformułowania najciekawszej intelektualnie koncepcji zawartej w książce. Mianowicie czynnikiem sprawczym tych zmian w Polsce były rządy komunistów i w tym aspekcie ocenia on je pozytywnie. Nie zamyka oczu na przemoc polityczną na biedę jednak uważa, iż bez tych rządów nie byłby możliwy rozwój Polski po 1989 roku.

Znaczna część książki poświęcona jest ukazaniu transformacji gospodarczej jaka dokonała się w Polsce po upadku systemu komunistycznego. Ponieważ Piątkowski związany był w swojej karierze z Międzynarodowym Funduszem Walutowym nie dziwi jego entuzjazm przy ocenie tej transformacji. Zresztą patrząc na przytoczone dane dotyczące rozwoju ekonomicznego Polski trudno się autorowi dziwić.

Jako osobną część publikacji należy natomiast potraktować prognozy na przyszłość. Oryginalnie książka napisana została w 2018 roku. Od tego czasu wydarzyły się co najmniej dwa zjawiska, których te prognozy nie przewidziały. Mianowicie covid i wojna na Ukranie. Tak więc tę część można sobie podarować. Jednak całość jest ciekawą lekturą wzbogacającą naszą wiedzę nie tylko w obszarze ekonomii ale również historii Polski.

sobota, 10 maja 2025

Półka z płytami

 

Vanden Plas „The Empyrean Equation Of The Long Lost Things” Frontiers 2024

 Rock progresywny a już zwłaszcza jego metalowa odmiana to bardzo ciężki kawałek chleba. Trzeba w swojej twórczości zadowolić tych wszystkich mistrzów gitar, którzy oczekiwać będą skomplikowanych technicznie solówek. Nie można zapomnieć o miłośnikach łamanych lini melodycznych i tym podobnych wynalazków, oni z wypiekami na twarzy czekają czy są jakieś muzyczne połamańce. W tym wszystkim można zapomnieć o zwykłych miłośnikach muzyki, którzy oczekują od niej emocji. Całe szczęście, iż ostatnia płyta Vanden Plas „The Empyrean Equation Of The Long Lost Things” pamięta o tej kategorii odbiorców. Ten niemiecki zespół stworzył dzieło łączące te wszystkie oczekiwania „techniczne” z dynamiką, melodią a fragmentami nawet pewną przebojowością , oczywiście jak na warunki gatunku w, którym się porusza. Ponieważ kompozycje zawarte na albumie są z reguły długie to ważnym wyzwaniem dla muzyków było to aby przy ich odbiorze słuchacz nie czuł znużenia. Stephan Lill odpowiedzialny za muzykę na tym albumie poradził sobie z tym zadaniem bardzo dobrze. Czasami jak choćby w „Sanctimonarium” utworze ponad 10 minutowym mamy prawie akustyczną wstawkę z ładnym wokalem Andy Kuntza. Niby drobna rzecz a powoduje, że utwór taki lepiej się zapamiętuje. Dobrym rozwiązaniem stosowanym na tym albumie jest postawienie na rytmiczność i dynamiczność kompozycji ponad ich komplikowanie. Ponieważ śledzę poczynanie tej grupy od ponad 10 lat to mogę pokusić się o stwierdzenie, że jest to ich jeden z najlepszych albumów w dorobku. Pokazujący moc tego gatunku muzycznego. Warto go sobie posłuchać tym bardziej, że wszystkie sześć zawartych na nim kompozycji są dobre i nie ma tutaj jakiś niepotrzebnych wypełniaczy.

Lista utworów;

1. The Empyrean Equation Of The Long Lost Things
2. My Icarian Flight
3. Sanctimonarium
4. The Sacrilegious Mind Machine
5. They Call Me God
6. March Of The Saints

Półka z płytami

  TRK Project „Odyssey9999” LynxMusic 2025 Reedycja wydanej zaledwie dwa lata wcześnie płyty projektu Ryszarda Kramarskiego zabiera na...