niedziela, 30 listopada 2025

Przeczytane

 

Mike Gonzalez, Katharine Cornell Gorka, „Marksizm. Nowa generacja. Jak z nim walczyć”.

Choć treść książki w przytłaczającej większości odnosi się do Stanów Zjednoczonych to jej wymowa jest uniwersalna. Dzieje się tak ponieważ nadal Ameryka odgrywa ogromną rolę w świecie i parafrazując XIX wieczne powiedzenie, jeżeli ona ma katar to cały świat kicha.

Tytuł a co dopiero treść książki mogą wydawać się dla większości szokujące. W XXI wieku marksizm? W Ameryce? Przecież to mekka kapitalizmu. Dla tych, którzy znają dzieje szkoły frankfurckiej nie będzie treść tej książki wielkim szokiem. Zawsze stoję co do zasady na stanowisku, że wobec książki najlepiej wyrobić sobie opinię poprzez samodzielną lekturę.

 Myślę, że wszyscy, którzy doczytali to co piszę do tego miejsca mają już świadomość, iż książka będzie dotyczyć świata polityki. Tak więc jeżeli kogoś ten obszar nie interesuje to nie znajdzie tutaj a tym bardziej w książce wiele ciekawego. Co jest oczywistym błędem ponieważ to, że Ty szanowny czytelniku nie interesujesz się polityką nie oznacza, że polityka nie interesuje się Tobą. Tak w rzeczywistości wszystko jest polityką.

Generalnie książka stara się odpowiedzieć na pytania; skąd w Ameryce wzięli się miłośnicy Marksa, jaką przybrali taktykę,  jak doszło do opanowania czołowych instytucji zwłaszcza kultury i nauki w Ameryce przez marksistów i co robić by się im przeciwstawić.

Oczywistą oczywistością jest stwierdzenie, że od XIX wieku zmieniły się czasy jednak nie zmienił się zasadniczy cel marksistów jakim jest chęć przebudowania całego społeczeństwa a być może i naturę ludzką. Kiedyś rolę taranu rozbijającego stary świat pełnić mieli robotnicy teraz w tej nowej odmianie tej ideologii w roli tej obsadzani są przedstawiciele innych ras jak biała, mniejszości seksualne. W swojej smutnej konsekwencji prowadzi to do sprowadzenia człowieka do koloru skóry czy orientacji seksualnej i tylko na tej podstawie ocenianiu tego co on robi.

 Droga do sytuacji z początków trzeciego dziesięciolecie XXI ( wtedy powstaje ta książka) zaczyna się w 1989 roku. Roku gdy Polska i inne kraje dotknięte tym rakiem politycznym próbują się od niego wyzwolić. Wtedy to w Stanach zaczyna się tryumfalny marsz tej ideologii. W tym roku na łamach The New York Timsa ukazał się artykuł Felicity Barringer „Edukacja. Marksizm staje się głównym nurtem w amerykańskich szkołach wyższych” Zauważa ona jakżeż trafnie, że „jego ideologiczni [ Marksa] spadkobiercy na amerykańskich kampusach właśnie kończą swoje przeobrażenie z krnąbrnych, zewsząd krytykowanych outsiderów w zasymilowanych akademickich insiderów”. Tak rozpoczyna się opanowywanie amerykańskich instytucji przez tę szkodliwą ideologię. Wprowadzanie do programu nauczania takich przedmiotów jak krytyczna teoria rasy. To będzie jeden z filarów sukcesu marksizmu w Stanach.

Drugim będzie kultura. W pewien sposób klęska marksistów, którzy chcieli dokonać rewolucji społecznej na drodze ekonomicznej, ich [ amerykańskich] nawet cieszyła. Jak mówił John Roemer „cieszę się z tego, co dzieje się w tych krajach [Europy Środkowo – Wschodniej]. Myślę, że to raczej uratuje socjalizm, niż go zabije”. To zdyskredytowanie wprowadzania marksizmu drogą przymusu ekonomicznego utorowało drogę nowej taktyce komunistycznej narzucania go poprzez kulturę. Cel natomiast tych działań nigdy się nie zmienił „zniszczenie wszystkiego co istnieje i zastąpienie kapitalizmu centralnym planowaniem”.

W tej nowej odmianie marksizmu są rzeczy niezmienne. Można by je podsumować określeniem cel jest wszystkim droga niczym. Czyli liczy się jak dana sprawa służy rewolucji komunistycznej a nie ona sama w sobie. Ta jakże charakterystyczna cecha marksizmu na przestrzeni dziejów cechuje również jego współczesną odmianę „ Problemem zawsze jest rewolucja (…) sprawa o którą walczymy – czy to czarni w centrach miast, czy kobiety – nigdy nie jest tą zasadniczą sprawą, a jedynie okazją do poczynienia postępu na drodze do osiągnięcia prawdziwego celu, jakim jest akumulacja władzy niezbędna do wywołania rewolucji”. Czytając to z łatwością dostrzegamy instrumentalne traktowanie sprawy co jest wg mnie jedną z immanentnych cech komunistów. Czy to robotnicy i ich trudności czy problemy mniejszości etnicznych interesują one ich o tyle o ile mogą je wykorzystać do niszczenia tego co jest.

Można by rzec jakie znaczenie mają te wszystkie spory ideologiczne często odbywające się tak hermetycznym językiem, że są zrozumiałe jedynie dla nielicznych. Myślę, że warto tutaj przytoczyć słowa Thomasa Carlyle’go „ żył kiedyś człowiek o nazwisku Rousseau, który napisał książkę zawierającą jedynie idee, a drugie wydanie zostało oprawioną w skórę tych, którzy śmiali się z pierwszego”.

Droga jaka doprowadziła do opanowania świata akademickiego ( zwłaszcza w obszarze nauk humanistycznych ) i kulturalnego była długo. Zgodna z taktyką nakreśloną przez Gramasciego, włoskiego marksistę, który pierwszy dostrzegł słabość tej „ekonomicznej” linii marksizmu. Postawił na odgórną zmianę rzeczywistości a to zagwarantować mogło tylko opanowanie instytucji opiniotwórczych. Ponadto jak zauważał „to relacje społeczne nadają znaczenie rzeczom – innymi słowy, kultura reguluje ludzkie istnienie”. Długi marsz przez instytucje i opanowanie kultury to droga do władzy wyznaczona przez Gramasciego. Choć do roku 1989 byli oni zwalczani przez sowieckich marksistów to cel mieli ten sam. Wyrażony w wierszu „Ludzka duma”

"Wtedy będę stąpał jak bóg

I zwycięzca po ruinach świata,

A nadając swoim słowom siłę tworzenia,

Poczuję się równy stwórcy”

To odwieczne pragnienie człowieka stać się równym Bogu marksiści w iście szatański sposób chcą spełnić niszcząc najpierw wszystko co istnieje na świecie. Stąd motywowane wstrząsającymi przykładami ataki na religię, rodzinę, naród, kulturę. Wszystko to co stworzył człowiek na przestrzeni dziejów co pozwoliło mu „czynić sobie ziemię poddaną”.

Tym zajmuje się ta książka. Ukazaniem drogi jaką przeszła ideologia marksistowska i to w podwójnym tego słowa znaczeniu. Drogi jak zmieniła swoje pojęcia, środowiska jakimi się interesowała, taktykę działania. Jak również w jaki sposób ideologia ta znalazła się w Stanach Zjednoczonych. Moim skromnym zdaniem fascynująca lektura pozwalająca zrozumieć zmiany jaki zachodzą w zachodnim świecie i tryumfu w niej tej ideologii.

Natomiast w samych Stanach raczej nie spełnił się ten czarny scenariusz kreślony w książce. Siły antykomunistyczne okazały się na tyle silne, iż podjęły próby powstrzymania marszu tej ideologii. Na ile skuteczne czas odpowie na to pytanie. Ze względu na zbyt słabą znajomość realiów amerykańskich trudno mi się odnieść do recept proponowanych przez autów by przeciwstawiać się marksizmowi. Choć uwzględniając wszystkie różnice czyż wiele się one różnią od tego co chciał nam powiedzieć na kartach „Drogi donikąd” Józef Mackiewicz.

 Swoją drogą choć to zupełnie inne światy literackie to obydwie książki są znakomite i ze wszech miar godne polecenia.

 

sobota, 29 listopada 2025

Półka z płytami

 


Distant Dream „End OF The World We Know”  2024

Trudny gatunek w obrębie muzyki rockowej uprawia gdańska grupa Distant Dream. Poruszają się oni w obrębie postrocka. Nazwa zapewne niewiele mówiąca nawet osobie trochę zorientowanej w muzyce rockowej. By przybliżyć wszystkim ten gatunek pozwolę sobie na parafrazę cytatu jaki usłyszałem w rozmowie na jednym z festiwali muzycznych. „Rozpoczyna się łagodnie by później przyładować [ to moja zmiana oryginalnie użytego słowa]”.

Coś w tym jest, postrock łączy elementy heavy metalu z przestrzennym graniem gitarowym. Ten drugi komponent jest niezwykle ważny w kontekście budowania klimatu poszczególnych kompozycji. Trudność tego gatunku przejawia się również w tym, iż jest on w większości przypadków instrumentalny. Potrzeba dużej muzycznej wyobraźni by skomponować utwory różnorodne tak by całość nie stała się przytłaczającą ścianą dźwięku.

Po raz kolejny Distant Dream udało się wyjść z tej próby zwycięsko. Na albumie mamy dziewięć kompozycji, które oczywiście trzymają się założeń gatunku a jednak na tyle różnią się między sobą by nie czuć znużenia przez te ponad 40 minut. Słuchając tej płyty zastanawiałem się co mnie urzekło w tej grupie i szerzej w tym nurcie muzyki rockowej. Chyba najbardziej to połączenie ciężaru z lekkością zawarte w obrębie jednego utwory, robione tak zmyślnie, iż pomimo tak dużych wewnętrznych różnic stanowi on jedną całość. Zachęcam do przesłuchania tego ciekawego albumu.

Ciekawostką z nim związaną jest udział znanych postaci ze świata muzyki heavy metalu czy rocka jak Jeff Loomis, Henrik Danhage czy Maciej Meller.

Lista utworów:

1 When Life Meets the Void
2 Spotlight
3 Celestial Horizon
4 Fragments of Eden
5 Dark Matter
6 Pulse of the Fading Light
7 Whispers
8 Quantum Sky
9 Where All Things End

sobota, 22 listopada 2025

 


Tiamat „A Deeper Kind Of Slumber” Century Media 1997

Przenosimy się do roku 1997 bo właśnie wtedy ukazuje się płyta „A Deeper Kind Of Slumber” będąca kolejną na nowej drodze tego zespołu. Zespołu który zaczynał od black metalu ( występował wtedy pod niezbyt mądrą nazwą Treblinka)by  przy na albumie Wildhoney osiągnąć arcymistrzostwo w dziedzinie atmosferycznego metalu. Wiem nie ma takiego podgatunku muzycznego jednak Tiamat gra właśnie taką muzykę. Czy utwory są rockowe, industrialne, elektroniczne czy heavy metalowe to wszystkie one przesycone są niesamowitą atmosferą. Tajemniczości, grozy, czarodziejskich misteriów. Wystarczy posłuchać „Atlantis As A Lover” czy „Mount Marilyn” by zrozumieć o co chodzi w twórczości Johana Edlunda niekwestionowanego lidera grupy. Tak jak wspominałem album ten jest mocno eklektyczny co według mnie stanowi jego zaletę. Takie zróżnicowanie pozwala jeszcze mocniej uwypuklić tę zasadniczą cechę muzyki Tiamat jaką jest wzmiankowana atmosfera. Czasami tworzą ją industrialne odgłosy, dźwięki sitar czy saksofony by innym razem było to zwolnienie tempa prawie do obszarów doom metalu. Nawet w utworze Only In My Tears It Lasts” mogącym z powodzeniem znaleźć się na jakieś płycie z mocno alternatywnymi dźwiękami doświadczymy wspomnianej niezwykłej atmosfery. Bardzo dobry album tego co tu dużo ukrywać niespecjalnie znanego w Polsce zespołu. Warto poświęcić godzinę by go uważnie przesłuchać.

Lista utworów:

1.Cold Seed
2.Teonanacatl
3.Trillion Zillion Centipedes
4.The Desolate One
5.Atlantis As A Lover
6.Alteration X 10
7.Four Leary Biscuits
8.Only In My Tears It Lasts
9.The Whores Of Babylon
10.Kite
11.Phantasma De Luxe
12.Mount Marilyn
13.A Deeper Kind Of Slumber

sobota, 15 listopada 2025

Półka z płytami

 

Ten „Something Wicked This Way Comes” Frontiers 2023

Z całą pewnością album ten nie zmieni historii muzyki. Co nie przeszkadza w tym, że słucha się go z dużą przyjemnością. Wtórne jest przy tym rozważanie do jakiej muzycznej szufladki należy włożyć tę płytę. Zapewne podobnych albumów powstaje każdego roku całkiem sporo jednak ten przykuł moją uwagę. Zapewne z tego powodu, iż słuchając go nie tylko miło kiwa się nogą w takt granej muzyki, melodie refrenów zachęcają do nucenia, solówki gitarowe przyjemnie dźwięczą w uszach. Jednak najważniejszą kwestią, która powoduje, że słucha się go tak dobrze jest to , iż jest przepełniony radością grania. To ten niewymierny element muzyki, który przekłada się później na jej odbiór, to dotknięcie ręką bożą. Co ciekawe dzieje się tak pomimo tego, że same utwory nie mają jakiegoś pozytywnego przesłania a i pierwsze cztery są mocno sztampowe. Spoglądając tylko na walory muzyczne należałoby zacząć słuchać płyty od utworu tytułowego. Bujającej i melodyjnej kwintesencji tego co najlepsze w muzyce oferowanej przez grupę Ten. Ot paradoks muzyki płyta obiektywnie niespecjalnie porywająca w odsłuchu brzmi całkiem dobrze.

Lista utworów;

  1. Look For The Rose
  2. Brave New Lie
  3. The Tidal Wave
  4. Parabellum
  5. Something Wicked This Way Comes
  6. The Fire And The Rain
  7. New Found Hope
  8. The Only Way Out
  9. When The Darkness Comes
  10. The Greatest Show On Earth

 

sobota, 8 listopada 2025

Półka z płytami

 

Amorphis „Skyforger” Nuclear Blast 2009

Absolutnie porywający album. Jedna z najlepszych płyt jakie nagrano w XXI wieku. Cudowne połączenie dynamiki z melodyjnością, energii z nastrojowością. Gdybym znał więcej pozytywnych przymiotników to mógłbym tak bez końca pisać o tym albumie fińskiej grupy Amorphis. „Skyforger” to ten moment gdy muzyków dotknęła iskra boża i pozwoliła im stworzyć znakomity album. Wspaniały przykład jak melodyjną i radosną może być muzyka heavy metalowa. Ile może dać energii każdemu niezależnie od wieku czy pory dnia. „Sampo” doskonale sprawdza się jako budzik. ‘Silver Bridge” cudowna radosna pełna energii kompozycja. „From The Heaven Of My Heart” roztacza wkoło pogodny nastrój. „Sky Is Mine” poprzez swoją energię, dynamikę wręcz wysyła słuchacza w okolice nieba. „Majestic Beast” przypomina jakie są korzenie Amorphis jednocześnie pokazując jak w obrębie jednej kompozycji można zmienić nastrój a wystarczy „tylko” by wokalista zamiast growlingu zaczął śpiewać. „My Sun” to paradoksalnie pewne uspokojenie kipiących na tym albumie emocji, nadal jest rzecz jasna heavy metalowo ale w takim bujającym się opakowaniu. „Highest Star” to miły dynamiczny heavy metalowy utwór, który dość zaskakująco urywa się w momencie gdy słuchacz ma zobaczyć gwiazdy. Wreszcie przychodzi czas na tytułowy „Skyforger” ciekawe instrumentalne intro wprowadza do tego z jednej strony bardzo dynamicznego utworu przeplatającego się z „dość” spokojnymi fragmentami. W pewnym momencie całość łączy się w jeden strumień energii przerwany delikatną gitarą słyszalną na tle sekcji rytmicznej, by zakończyć się ponowną galopadą. Powoli kończy się ten album „Course Of Fate” kompozycja utrzymana w średnim jak na standardy albumu tempie nadal w tym heavy metalowym świecie. I na koniec rozbrzmiewa „From Earth  I Rose” łączący to dawne brutalne oblicze Amorphis z tym co narodziło się na tym albumie ze stworzeniem muzyki jednocześnie łagodnej i brutalnej, pełnej mocy i delikatności.

„Skyforger” to płyta na której nawet growling zawsze wydaje się na swoim miejscu. Solówki gitarowe nie są po to by gitarzyści popisywali się swoimi wirtuozerskimi umiejętnościami ale po to by dodać utworom zwiewności i melodyjności. Wokalista Tomi Joutsen pokazał, że w heavy metalu dla osiągnięcia efektu nie trzeba koniecznie zdzierać gardło. Gdybym ze wszystkich swoich płyt heavy metalowych z XXI wieku mógł uratować tylko jedną byłby to ten album.

Lista utworów;

1.Sampo
2.Silver Bride
3.From The Heaven Of My Heart
4.Sky Is Mine
5.Majestic Beast
6.My Sun
7.Highest Star
8.Skyforger
9.Course Of Fate
10.From Earth I Rose

Półka z płytami

  TRK Project „Odyssey9999” LynxMusic 2025 Reedycja wydanej zaledwie dwa lata wcześnie płyty projektu Ryszarda Kramarskiego zabiera na...