niedziela, 23 marca 2025

Przeczytane

 

Jacek Bartosiak „Oczy szeroko otwarte. Polska strategia na czas wojny światowej”.

„Jednocześnie wraz z odejściem Amerykanów z kontynentu pojawi się oportunistyczna koniunkcja niektórych interesów Ameryki i Rosji i perspektywa wielkiej gry amerykańskiej w Eurazji, mającej na celu poluzowanie relacji Moskwy z Pekinem”.

Pozwalam sobie zacząć te kilka słów refleksji nad ostatnią książką Jacka Bartosiaka od cytatu. Nie ukrywam, że jeżeli chodzi o pisanie o relacjach międzynarodowych jestem zwolennikiem tego typu języka niż niczego nie wyjaśniającego odwoływania się do wartości i moralnego nadymania się na …. Tutaj można sobie wpisać w zależności od okoliczności dowolne nazwisko czy państwo. W polskim dyskursie o przeszłości niejednokrotnie gościło słowo zdrada, oszustwo, etc. Lektura książek Bartosiak pozwala wyzbyć się tego typu skojarzeń na rzecz analizy układu sił w relacjach międzynarodowych i wynikających z tego działań.

Przywołany cytat opisujący sytuację rozmów amerykańsko-rosyjskich w związku z wojną na Ukrainie powstał jeszcze przed zaprzysiężeniem na prezydenta USA Donalda Trumpa. Czy w związku z tym Bartosiak jest jasnowidzem posiadającym tajemniczą kulę i mający wgląd w przyszłość? Oczywiście, że nie. Jest on natomiast jednym z bardziej przenikliwych analityków sytuacji międzynarodowej. Z tej analizy wyciąga tylko wnioski. Pamiętam jak te ponad 7 lat temu na łamach „Kanału Sportowego” przedstawił tezę, iż jesteśmy w czasie wojny systemowej. Dzisiaj gdy jest to już oczywistością, takie twierdzenie jest banałem ale wtedy było wręcz szokującym stwierdzeniem.

Z tego powodu wszyscy, którzy interesują się stosunkami międzynarodowymi powinni z uwagą zapoznać się z najnowszym dziełem Bartosiaka „Oczy szeroko otwarte. Polska strategia na czas wojny światowej”. Układ książki sposób narracji jest tak przystępny, iż będzie ona zrozumiała również dla tych, którzy po prostu chcieliby poznać odpowiedź na pytanie dlaczego świat zmierza ku wojnie i co czeka w niej Polskę.

Pierwsza część książki wyjaśnia dlaczego jest jak jest. Czyli dlaczego słabnie w świecie pozycja Stanów Zjednoczonych, jakie są tego konsekwencje dla sytuacji międzynarodowej.

Wydaje się słusznym wywód autora wyjaśniający dlaczego dochodzi do wojen systemowych „ Za wojnę systemową odpowiada bowiem zróżnicowanie produktywności różnych społeczeństw i pojawiająca się wraz z nią zróżnicowana sprawczość organizmów politycznych, która umożliwia (…) obsługiwanie interesów silniejszego”. Cóż natomiast takiego działo się w ostatnich latach, że taka sytuacja zaistniała. Autor jest zwolennikiem koncepcji sporu dwóch kapitalizmów. Finansowego w uproszczeniu reprezentowanego przez USA i produkcyjnego którego reprezentantami są Chiny. Niedające się pogodzić pomiędzy nimi sprzeczności prowadzą do konfliktu pomiędzy tymi państwami a w jego następstwie do wojny systemowej. Warto sobie uświadomić przy tej okazji, że Chiny są nie tylko dostawcą ogromnej rzeszy dóbr konsumpcyjnych ale co ważne dla ewentualnej reindustrializacji szeroko rozumianego Zachodu około 80% dóbr inwestycyjnych. Dodatkowo wcale nie są całkowicie zależne od niego eksportując znaczną część swojej produkcji na Globalne Południe.

Po pierwszej części gdzie mamy wyjaśnienie czym jest wojna systemowa, wykazaniem co do niej prowadzi oraz jak rysuje się potencjał stron w niej uczestniczących autor przechodzi do najważniejszej części.

Druga wg mnie ta ważniejsza poświęcona jest Polsce. Jej miejscu w systemie międzynarodowym ale przede wszystkim Bartosiak przedstawia różne scenariusze sytuacji jakie mogą się wydarzyć w związku z sytuacją na świecie w jakiej się znajdujemy. Zanim jednak do tego przechodzi stawia dość mocną tezę dotyczącą odzyskania wolności w 1989 roku. „Nie wywalczyliśmy niepodległości sami”. W pewien sposób ją otrzymaliśmy jako efekt zwycięstwa USA w konflikcie z Rosją Sowiecka w latach zimnej wojny.

 Jeżeli pierwsza część nie jest zbyt optymistyczna, trudno by takową były rozważania o wojnie systemowej. To ta część poświęcona Polsce nie poprawi nikomu nastrojów. Począwszy od wydawałoby się banalnego ale w gruncie rzeczy fundamentalnego pytania po co nam państwo? Tym bardziej, iż „wielu naszych polityków nie traktuje państwa polskiego jako wartościowego bieguna siły, na który trzeba się orientować, wobec którego trzeba być lojalnym (…) To charakterystyczna cecha w państwach peryferyjnych. Dla nich źródłem siły może być Waszyngton, Bruksela czy Berlin”. Patrząc na naszą scenę polityczną trudno nie przyznać racji temu stwierdzeniu. Bo przecież po co te „słitfocie” z ambasadorem Brzezińskim, kolejki do zdjęcia z von der Leyen czy skandowanie w sejmie „Donald Trump”. A przecież jakoś tego państwa, jakość klasy politycznej rozstrzygnie jakie miejsce Polska zajmie po wonie systemowej w układzie sił w nowym ładzie. Temu jak mamy jako kraj przejść przez ten konflikt poświęcona jest w znacznej mierze druga część książki Bartosiak.

Czy wszystkie te oceny formułowane na kartach „Oczy szeroko otwarte. Polska strategia na czas wojny światowej” są trafne? Z pewnością nie. Warto podjąć z poglądami autora spór bo tylko w ten sposób można podnieść poziom dyskursu publicznego w Polsce. Nawet jeżeli polityką interesuje się garstka ludzi to dobrze by wzbogacili swoją wiedzę o świecie poprzez lekturę najnowszej książki Jacka Bartosiaka.

 

sobota, 22 marca 2025

Półka z płytami

 

Black Sabbath „Forbidden” BMG 2024

Trochę szkoda, że ogólnie udany okres współpracy Black Sabbath z Tonym Martinem zamyka album „Forbidden” wydany oryginalnie w 1995 roku. Moim głównym zarzutem wobec niego jest zbyt duży eklektyzm w jego obrębie. Tony Iommi lider grupy stanął na rozdrożu odnośnie tego jaki kierunek nadać dalszej karierze Black Sabbath. Czy podążać drogą wyznaczoną przez okres gdzie znakim firmowym był Ozzy Osbourne. Czy może podążyć w kierunku firmowanym przez Ronniego Jamesa Dio.  Swoje piętno wywarły też wpływy lat 90-tych, nu-metalu. Co w efekcie końcowym rozbiło kompozycyjnie album i nie pozwoliło wykorzystać w pełni potencjału zgromadzonych muzyków ( Tony Martin, Cozy Powell, Neil Murray, Geoff Nichols). Prowadzi to do tego, że poszczególne utwory pochodzą jakby z zupełnie innych muzycznych światów. „Illusion of Power” znakomicie pasowałby na album „Dehumenizor”, „Get a Grip”, „Shaking off the Chains” jakby z ówczesnego modnego świata nu-metalu zupełnie nie pasujący do muzyki gdzie dobrze sprawdza się głos Tonego Martina. „Can't Get Close Enough” chyba najlepszy na płycie utwór znakomicie odnalazłby się w okolicach labumu „Technical Ecstasy”. Tak tę wyliczankę można poprowadzić poprzez cały album.

Szkoda, że w tym muzycznym galimatiasie giną naprawdę dobre utwory takie jak choćby „I Won’t Cry For You” zdecydowanie wyróżniająca się na tym albumie kompozycja utrzymana w charakterystycznym dla „martinowskiego” okresu w historii Black Sabbath stylistyce.

Dalsze losy zespołu pokazały, że Iommi rzeczywiście był niezdecydowany co do dalszej muzycznej drogi. Black Sabbath przybrało dwie postacie jedna z Ronim Jamesem Dio to „Heaven and Hell” a druga z Ozzym została przy oryginalnej nazwie. Natomiast epoka Martina poszła w zapomnienie. Czego należy żałować bo choć ostatnia płyta jako całość broni się dość słabo to jednak pozostały po nim dobre albumy jak choćby „Headles Cross” czy „Tyr”.

 Lista utworów;

1. Illusion of Power
2. Get a Grip
3. Can't Get Close Enough
4. Shaking off the Chains
5. I Won't Cry for You
6. Guilty as Hell
7. Sick and Tired
8. Rusty Angels
9. Forbidden
10. Kiss of Death
11. Loser Gets It All

niedziela, 16 marca 2025

Przeczytane

 

Elżbieta Cherezińska „Sydonia. Słowo się rzekło”

Bardzo lubię powieści historyczne Cherezińskiej niezależnie czy jest to cykl o córce Mieszka I czy saga poświęcona Władysławowi Łokietkowi. Dlatego też z dużymi nadziejami przystępowałem do lektury powieści poświęcone Sydoni von Bork.

Akcja książki rozgrywa się na przełomie XVI i XVII wieku. Tak więc autorka opuściła znane sobie uniwersum świata średniowiecznego by opowiedzieć historię swojej bohaterki. Niestety choć losy Sydoni wydają się ciekawe to powieść zawodzi. Być może oczekiwałem więcej wątków związanych z dziejami politycznymi Pomorza Zachodniego w tamtym czasie. Rosnące wpływa Hohenzollernów splatają się z dziejami rodu Gryfitów władającym tamtymi terenami od setek lat. W tle losy wpływowego rodu Borków. Wydaje się, że wszystkie składniki na wciągającą opowieść są przygotowane. Jednak jak już wspominałem mam duży niedosyt po lekturze tej powieści. Być może zdecydował o tym wybór głównego wątku jakim były liczne spory sądowe prowadzone głównie z krewnymi przez Sydonię. Powoduje to, iż powieść ta w zbyt wielu miejscach stacza się w stronę opowieści obyczajowej. O krzywdzie jakiej doznała bohaterka i jej siostra od swojego brata i innych krewnych. 

Historia sama w sobie interesująca jednak w moim odczuciu nie na główny wątek powieści. Czasami wręcz odnosiłem wrażenie, iż powieść pisana była przez Cherezińską „na metry”. Ponad 400 stron jest pewnego rodzaju wprowadzeniem do najciekawszej części powieści, opowieści o procesie, w którym to Sydonia von Brok oskarżona została o czary. Rozumiem, że aby osadzić ten proces w kontekście zarówno dynastycznym jak i wyjaśnić dlaczego padło to oskarżenie potrzebne było osadzenie go wśród konkretnych ludzi i czasie. Jednak czy potrzeba było na to tych ponad 400 stron? Oczywiście prawem autora jest prowadzenie swoich bohaterów ścieżkami które oni nakreślają. Jednak prawem czytelnika jest ocena tego wyboru. W sumie książka mnie rozczarowała i obok „Gry w kości” należy do najsłabszej w pisarskim dorobku autorki. Trochę szkoda zważywszy na okoliczności w jakich otrzymałem tę książkę. Może to one i generalnie oczekiwania co do powieści spowodowały moje rozczarowanie. Może warto samemu ocenić tę książkę Cherezińskiej?

sobota, 15 marca 2025

Półka z płytami

 

Gilmour David „Luck And Strange” Sony Music 2024

Mistrz Gilmour przemówił. Piękna to płyta choć wcale nie jakaś wybitna(ta być może surowa ocena wynika z prostego faktu, stworzył on tak wiele dzieł wybitnych, że nie ma co na siłę dopisywać do tej listy dzieł, które są po prostu dobre).  Piękna choćby z tego powodu, że została stworzona przez artystę, który nic nie musi. Ma zarówno taki status materialny jak i artystyczny, iż może sobie pozwolić na tworzenie tego co chce i kiedy chce. Tak więc cieszmy się, że możemy posłuchać gitary mistrza. Niby takiej znajomej a jednak za każdym razem czymś zaskakującej. Gitary, która każdemu utworowi dodaje artyzmu. Nawet w tych relatywnie słabszych ( wielu artystów nawet w swoich najlepszych utworach nie zbliża się do tego poziomu) podnosi wartość kompozycji. W większości są one nasycone pewnego rodzaju melancholią co w moim odczuciu dodaje tylko albumowi uroku. Jedynie „Dark And Velvet Nights” jest utworem dynamicznym osadzonym mocno na bluesie z pojawiającą się od czasu do czasu ostrą gitarą.

Jeżeli coś na tej płycie mi się nie podoba to koszmarna okładka. Jak dobrze, iż każdy kto coś wie o muzyce rockowej zna nazwisko autora tej płyty. Bo gdyby kierować się tylko czynnikiem estetycznym to zapewne nigdy bym się nie zdecydował kupić tę płytę.

Natomiast dodatkowym smaczkiem na tej płycie jest to, iż spotykamy starych znajomych ze świata Pink Floyd jak ich długoletniego klawiszowca Richarda Wrighta czy basisty, który pojawił się w latach 90-tych jako muzyk wspomagający – Guya Pratta.

Całkiem zgrabna płyta mistrza muzyki rockowej.

Lista utworów;

1. Black Cat
2. Luck and Strange
3. The Piper’s Call
4. A Single Spark
5. Vita Brevis
6. Between Two Points
7. Dark and Velvet Nights
8. Sings
9. Scattered

Bonus tracks:
10. Yes, I Have Ghosts
11. Luck and Strange (Original Barn Jam)

niedziela, 9 marca 2025

Przeczytane

 

Eric Vuillard „Porządek dnia”

Co mnie zwykłemu zjadaczowi chleba oceniać książkę, która otrzymała Literacką Nagrodę Goncourtów a BBC pisze o niej „Nadzwyczajna powieść, niedająca spokoju”. A jednak, widocznie nie znam swojego miejsca w szeregu i napiszę kilka słów o tej powieści.

Może to kwestia moich preferencji literackich gdzie z biegiem czasu co raz rzadziej sięgam po powieści generalnie preferuję literaturę faktu, naukową, publicystyczną. Może to być też kwestia braku ogłady, że podnoszę rękę na taką świętość jak nagrodzona i wychwalana książka. Jednak muszę stwierdzić, iż nie spodobała mi się powieść „Porządek dnia” Erica Vuillarda. Ta ocena nie wynika ze sposobu narracji, konstrukcji czy tego typu elementów. Czyta się ją dobrze.

Nie lubię natomiast książek, które w gruncie rzeczy są agitkami w dobrym sowieckim stylu dla trochę bardziej ogarniętego odbiorcy.  Takiego co będzie cmokać nad obcowaniem z wybitnym dziełem na co dowodem ma być wspominana już nagroda.

Sama powieść przenosi nas do lat 30 i 40 –tych XX wieku. Konkretnie do Niemiec z tamtych lat. Zaczyna się od spotkania przemysłowców niemieckich z Hitlerem i ich decyzji o sfinansowaniu kampanii wyborczej NSDAP. Ci przemysłowcy są pewnego rodzaju klamrą spajająca tę powieść, bo jeden z nich pojawi się w ostatnim rozdziale. Większą część narracji Vuillard poświęca kwestii, która nazwana zostanie później Anschlussem Austrii. Pojawiają się w tej części ci wszyscy źli czyli kapitaliści, katolicy, Anglicy oraz straszna idea narodu. Dodatkowo ci groteskowi Niemcy ze zdezelowanym sprzętem. Aż chce się zapytać jak byli w stanie 4 lata później w trzy tygodnie zdmuchnąć wspaniałą Francję. By ci źli byli jeszcze bardziej źli potrzebni są jak śnieg bielejący bohaterowie pozytywni. To związkowcy, socjaliści oraz Alma Biro, Leopold Bien, Helene Kuhner. Tym sposobem po przeczytaniu książki odbiorca ma już wiedzieć co mam myśleć o kapitalizmie, katolicyzmie czy narodzie. Tak układa się mebelki w głowach. Każdemu według jego gustów. I jest to chyba jedyna zaleta z przeczytania tej książki. Spojrzenie w mechanizm indoktrynacji ludzi.

Półka z płytami

  TRK Project „Odyssey9999” LynxMusic 2025 Reedycja wydanej zaledwie dwa lata wcześnie płyty projektu Ryszarda Kramarskiego zabiera na...