niedziela, 31 sierpnia 2025

Przeczytane

 

Henryk Biegeleisen „ U kolebki, przed ołtarzem, nad mogiłą”.

Reprint książki wydanej oryginalnie w roku 1929 we Lwowie  a dotyczącej obyczajów jakie towarzyszyły ludziom na świecie. Wbrew tytułowi zainteresowania autora nie ograniczają się tylko do tych trzech jakże ważnych momentów w życiu człowieka.

Biegeleisen dokonuje w swojej prawie sześciuset stronicowej pracy próby zebrania najróżniejszych zwyczajów jakie towarzyszyły człowiekowi. Bardzo często autor wskazuje na prehistoryczne początki różnorakich przesądów funkcjonujących jeszcze w XX wieku. Ba niektóre echa tych przesądów widoczne są nawet w XXI wieku.

Lektura jest fascynującą podróżą po świecie, którego już nie ma choć jak już wspominałem jego pozostałości trwają do współczesności ( choćby powiedzenie do trzech razy sztuka, które ma swój początek w przeświadczeniu o wyjątkowym znaczeniu liczby 9 i jej dzielników).

Czytając tę książkę początkowo nie mogłem powstrzymać się od rozbawienia przy różnego rodzaju opisach obyczajów, przesądów jakie towarzyszyły ludziom. Bo czyż nie jest to uzasadniona reakcja na opisy wywieszania końskich łbów na płotach przeciwko gąsienicom i szkodliwym owadom. Jaki związek stał za tym przeświadczeniem to w pewien sposób fascynująca sprawa. Podobnie można reagować na właściwości żelaza, odpędza złe duchy, leczy a także odpędza chmury tutaj poprzez odwrócenie na „drugą stronę” bron a gradu można się ustrzec wyrzucając na dwór siekierę takie przekonania mieli ludzie 200 lat temu.

Oczywiście wiele z różnych przesądów miało jakieś uzasadnienie. Choćby cześć jaką darzono piejącego kura. Jeżeli chwilę się zastanowić i uzmysłowić sobie, że pieje on zapowiadając świt to w czasach gdy nie było zegarów, jak również praktycznie lamp to ten zwiastun światła i dnia cieszył się zasłużoną estymą.

Wiele ciekawych przykładów przesądów, wierzeń i przekonań znajduje się na kartach książki. W świecie opisywanym przez autora choroba i śmierć były rzeczami powszechnymi. Dlatego niespecjalnie dziwi fakt, że starano się w najróżniejszy sposób przed tego typu rzeczami zabezpieczyć. Choć sposoby mogą wywoływać przywołany już uśmiech. Uważano np., że na jajko można przenieść chorobę.

Tutaj dochodzimy do drugiego etapu w lekturze gdy śmiech zamienia się w pewnego rodzaju przerażenie. Nie nad tymi zwyczajami choć jakże okrutnymi czasami ( zostawianie zimą śmiertelnie chorych dzieci pod progiem aby się nie męczyło) ale światem w którym one występowały. Praktycznie w dawnych czasach aby przeżyć trzeba było utrzymywać przynajmniej poprawne relacje ze wspólnotą. Tak więc wyobraźmy sobie, że przyszło nam żyć w tamtym świecie, uważamy wiele z tych zwyczajów za dziwne ale praktycznie nie jesteśmy w stanie się im przeciwstawić. Wiem większość ludzi podchodzi dzisiaj bezrefleksyjnie do rzeczywistości i tak było też w przeszłości. Jednak o ile łatwiej mają dzisiaj wszyscy ci, którzy tę rzeczywistość kontestują. Nasi przodkowie nie mieli takiego komfortu. Jeżeli rzeczą powszechnie akceptowaną było to, że woda jako żywioł święty odrzuca od siebie zło. To skoro oskarżona o czary kobieta nie tonęła to znaczy że jest czarownicą. To że nie tonęła bo różnego rodzaju koszule, spódnice trzymały ją na wodzie to nikomu do głowy nie przyszło a nawet jak przyszło to lepiej te wątpliwości było zachować dla siebie.

Fascynująca lektura pozwalająca wejrzeć w mentalność ludu głównie z obszarów dawnej Rzeczypospolitej choć nie tylko. Świata w, którym prawie wszystkie gesty, czynności miały znaczenie a siły przyrody oraz zwierzęta traktowane były z nabożną czcią. Jak już wspominałem niby tego świata już nie ma ale choćby do dzisiaj uczy się dzieci tego by nie pokazywały palcem. Zachęcam do lektury by znaleźć odpowiedź dlaczego pokazywanie palcem było uważane za rzecz niebezpieczną. Na to i wiele innych pytań dotyczących zachowań człowieka dawniej a w wielu kwestiach również i dzisiaj znajdziemy odpowiedzi w tej fascynującej lekturze.

sobota, 30 sierpnia 2025

Półka z płytami

 

Mythosphere „Pathological” Cruz Del Sur 2022

Muzyczna wyprawa do świata stworzonego przez zespół Black Sabbath. Tak najkrócej można podsumować album „Pathological” grupy Mythosphere. By być precyzyjnym do świata z początków słynnej grupy z Birmingham. Czyli mamy tutaj średnie tempa utworów, duży „ciężar” kompozycji momentami przytłaczający słuchacza. Ponieważ o Black Sabbath słyszał prawie każdy choć trochę interesujący się muzyką rockową a o Mythosphere raczej nikt to muszą być jakieś różnice w muzyce tych grup.

Pierwszą jest czas. Nie do się ukryć, iż obecnie nie ma mody do takiego grania. I niezależnie co grałaby grupa Mythosphere to nie ma szans się przebić.

Drugą są umiejętności. Nawet jeżeli umiejętności muzyków są spore to brakuje im tej iskry „bożej” jaką mieli Ozzy i Tony Iommi. Dana Otta daleko do „umiejętności” Ozzego. Natomiast Victor Azduini zapewne wznosi się na wyżyny swoich umiejętności grając solówki na tym albumie jednak nie ma również talentu Iommiego. Co więcej nie chodzi tutaj tylko o ich muzyczne umiejętności. Wbrew obiegowej opinii kompozycje Black Sabbath z czasów z Ozzym były jednak zróżnicowane, przecież znajdowały się tam również ballady. Tutaj niestety otrzymujemy równo jadący przez 35 minut walec. To nawet dla miłośnika takiego grania jak ja może być fragmentami nużące.

Lista utworów;

1  Ashen Throne
2  King’s Call to Arms
3  For No Other Eye
4  Pathological
5  Walk in Darkness
6  Star Crossed
7  No Halo
8  Through the Night

niedziela, 24 sierpnia 2025

Przeczytane

 

Barbara Demick „Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej”.

Wciągająca opowieść o losach kilku mieszkańców Korei Północnej w latach gdy zapanował tam głód. Myślę, że tego typu książki są dla zdania sobie sprawy z okropności życia w jakimś miejscu znacznie bardziej przydatne jak różnego rodzaju podręczniki. Niestety jak czytamy o milionach ofiar to mamy przed oczyma tylko liczby. Natomiast jeżeli to dotyczy męża, dziecka bohatera opowieści to odbiór tego typ zdarzeń jest znacznie silniejszy. Nawet jeżeli jesteśmy związani z tymi osobami tylko przez te kilka chwil poświęconych lekturze opisujących ich dzieje.

Jest to też opowieść o determinacji powodującej, że człowiek czasami jest w stanie przezwyciężyć sytuacje obiektywnie go przerastające. O tym jak wielka jest w człowieku chęć życia i do czego jest  on w jej imię zdolny.

Poznając bohaterów tej książki poznajemy też ułamek dziejów Korei Północnej i realiów życia w ramach tamtejszej dyktatury. Są w niej rzeczy unikatowe jak choćby dynastia Kimów ale są i rzeczy uniwersalne dla tego typu ustrojów. Jednym z tego typu przykładów jest traktowanie głodu jako narzędzia do dyscyplinowania ludzi do uzyskiwania nad nimi jeszcze większej kontroli. Dlatego tylko w pierwszej chwili absurdalne mogą wydawać się działania północnokoreańskich władz w celu zdławienia prywatnej inicjatywy. Co ciekawe działania takie nigdy nie są w 100% skuteczne. Dzieje się tak ponieważ nawet w tak opresyjnym państwie egzekwowanie zarządzeń spoczywa na jednostkach, które mają swoje partykularne interesy. Mogą one być zaspokojone przez przymknięcie oka na drobny prywatny handel oficjalnie przez władze potępiany.

Proszę się nie niepokoić książka nie skupia się na żadnych wielkich mechanizmach, nie dokonuje wyszukanych analiz. Te wnioski to moje własne wnioski pewien można rzec efekt uboczny lektury. Można ją spokojnie potraktować jak dramatyczną opowieść o ludzkich losach. Znalazł się tutaj i wątek miłosny, dość specyficzny ale patrząc na Koreę Północną wszystko w niej jest specyficzne.

Warto przeczytać tę książkę nie tylko by poznać ciekawe historie ludzi ale również by nabrać pewnego dystansu do otaczającej nas rzeczywistości i docenić miejsce i czas w jakich się znaleźliśmy. A przede wszystkim to, że możemy czytać o takich bohaterach a nie być inspiracją do ich stworzenia.

sobota, 23 sierpnia 2025

Półka z płytami

 

The Waterboys „Karma To Burn” Puck Records Ltd 2005

Trudno napisać coś obiektywnego o tej płycie. Dlaczego ? Generalnie powody są trzy. Pierwszym jest ten, iż The Waterboys należy do tzw zespołów życia. Tak jakoś się potoczyły moje dzieje, iż od czasu gdy Piotr Kaczkowski zaprezentował w październikowe popołudnie roku 1983 utwór „A Girl Called Johnny” muzycznie przepadłem w studnię bez dna z napisem Waterboys. Cokolwiek z niej zaczerpnę będę pod większym lub mniejszym urokiem.

Drugim powodem jest to, iż „Karma To Burn” jest albumem koncertowym. I to jest dla mnie w odbiorze tej płyty największym problemem. Niby słychać od czasu do czasu publiczność jednak brak tej magi jaka towarzyszy występom artystów na żywo. Miałem w swoim życiu to szczęście i brać udział w koncercie Waterboys. Było to w pewien sposób mistyczne przeżycie. Na tym albumie tego nie ma, być może fakt, że powstał w trakcie występów w Irlandii i Zjednoczonym Królestwie od października 2003 do listopada 2004 się do tego przyczynił? Niestety realizatorowi nie udało się zachować tej niepowtarzalnej atmosfery towarzyszącej występom tej grupy.

Trzecim powodem jest to, że jeżeli potraktować ten album jako zbiór typu the best of to nie można się do niczego przyczepić. Jasne nie ma wszystkich najlepszych utworów grupy ale takie albumy w przypadku takich wykonawców nigdy nie powstaną. Z jednego dość prostego powodu, The Waterboys ma zbyt wiele takich utworów by je pomieścić na płycie mającej nawet 75 minut. Tak więc pomijając ten fakt do zestawu utworów nie ma się co przyczepić i w zasadzie powinienem napisać, że to znakomity album. Jednak ten drugi powód hamuje moje zapędy w tym zakresie.

Lista utworów; 

1 Long Way To The Light
2 Peace of Iona
3 Glastonbury Song
4 Medicine Bow
5 The Pan Within
6 Open
7 The Return Of Jimi Hendrix
8 My Dark Side
9 A Song For The Life
10 Bring’em All In
11The Whole Of The Moon
12 Fisherman’s Blues
13 Come Live With Me

niedziela, 17 sierpnia 2025

Przeczytane

 

Jacques Le Goff „Średniowiecze i pieniądz”

Jeden z najwybitniejszych propagatorów średniowiecza zmarły w 2014 roku francuski historyk zabiera tym razem swoich czytelników do swojego ulubionego okresu historycznego by ukazać jaką rolę pełnił wtedy pieniądz.

Nawet dla tych znających historię dość pobieżnie nie powinno być jakimś wielkim zaskoczeniem, że w tym czasie a zwłaszcza we wczesnym średniowieczu nastąpił regres w używaniu pieniądza. Ba nie on stanowił podstawę podziałów społecznych. Te opierały się na dychotomii potentes i humiles co można przetłumaczyć jako możnych i słabych. Można było mieć pieniądze i należeć do tej drugiej grupy społecznej co powodowało, że nie miało się wiele do powiedzenia w życiu społecznym.

Lektura tej książki ukazuje nam rzeczywistość trudną do zrozumienia współcześnie. Wskazując na zależność pomiędzy ponownym pojawieniem się pieniądza a rozwojem handlu Le Goff ukazuje na barierę do pojawienie się większej jego ilości. Tą barierą były możliwości pozyskiwania kruszcu ( srebra i złota) bo z niego bite były w zdecydowanej większości monety w średniowieczu.

Ciekawa jest ukazana przez autora etymologia słowa rachunkowość. Pochodzi ono od łacińskiego ratio i oznaczało pierwotnie dwie rzeczy, właśnie tę rachunkowość jak i rozum. Upowszechnienie się zwłaszcza w północnych Włoszech pieniądza zmuszało do prowadzenie ksiąg kontrolujących jego obrót, stąd rozwój rachunkowości.

Zmaganie się władców zwłaszcza francuskich ze zjawiskiem prywatyzacji bicia monety to następny interesujący fragment tej książki. W tym zakresie duże zasługi do centralizacji emisji monet miały ordonanse wydane w latach 1262-1270 przez Ludwika Świętego. Wzrost znaczenia pieniądza powodował konieczność jego posiadania przez najważniejsze instytucje ówczesnego świata. Monarchia francuska uzyskiwała go nie tylko nakładając opłaty na podróżnych, towary czy pojazdy poruszające się po drogach. Nie gardzono oczywiście mytem ale również za prawo wykonywania zawodu należało uiszczać stosowną opłatę dla króla.

W książce dotyczącej średniowiecza i pieniądza nie mogło zabraknąć miejsca do problemu lichwy. Dlaczego była potępiana przez kościół? Autor przytacza wyjaśnienie odwołujące się do XIII wiecznego kodeksu prawa kanonicznego gdzie pisano „Lichwa jest kradzieżą czasu, który jedynie należy do Boga, ponieważ nakazuje ona płacić za czas, który upłynął od pożyczki do spłaty”. Jednak wbrew dość powszechnemu przekonaniu wobec zagadnienia lichwy, kredytu, etc. cały czas trwała w średniowieczu dyskusja, która przecież doprowadziła do zmiany postrzeganie tego zjawiska przez Kościół Katolicki. Zwłaszcza zysk stosunkowo szybko został zdjęty z listy rzeczy zakazanych ponieważ dostrzeżono, że jest to pewnego rodzaju rekompensata za pracę jaką wykonuje kupiec jak również bankier.

Zmiany jakie zachodziły w średniowieczu w obszarze związanym z pieniądzem prowadziły czasami do niezamierzonych skutków. Od XIII wieku mieliśmy do czynienia z jego zwiększoną podażą, prowadziło to do bogacenia się części ludzi. Dopiero jak mamy do czynienia z ludźmi bogatymi może wykształcić się cnota ubóstwa. W tym czasie największymi beneficjentami tego typu postaw były szpitale, które zaczęły w tym okresie powstawać. Bogaci mogli przekazywać swoje datki, które trafiały m.in. do tego typu instytucji. Ogromna w tym rola rzecz jasna zakonów żebrzących, które tego typu postawy propagowały.

Rozwój handlu, co raz większa ilość pieniędzy w obiegu prowadzi do rozwoju „sektora bankowego” co ciekawie opisuje autor w swojej książce. Stawia on w niej również interesującą tezę dotyczącą przyczyn reformacji. Widzi on je w fiskalizmie papiestwa w jego awiniońskim okresie, kiedy to szukano uzupełnienia dochodów uszczuplonych przez epidemię czarnej śmierci.

Z pewnym rozbawieniem czyta się natomiast fragmenty poświęcone walce królów ze zbytkiem. Oczywiście ze zbytkiem u mieszczan. Zakazy dotyczące butów, sukien ich kroju jak ten świat w swojej istocie niewiele się przez te wszystkie wieki zmienił. Zwykli ludzie mają ponosić w nim ciężary by władza mogła żyć w dostatku i luksusie.

Interesująca książka wzbogacająca naszą wiedzę o tej niezwykłej epoce jaką było średniowiecze.

Półka z płytami

  TRK Project „Odyssey9999” LynxMusic 2025 Reedycja wydanej zaledwie dwa lata wcześnie płyty projektu Ryszarda Kramarskiego zabiera na...