Waldemar Łysiak „Malarstwo białego człowieka. Tom IV”
Kolejna odsłona dzieła Waldemara Łysiaka poświęcona historii malarstwa. Tym razem wraz z autorem zatrzymujemy się w czasach od końca renesansu by poprzez manieryzm dotrzeć do twórców barokowych.
Dzieło Łysiaka ma niezmienną strukturę. Autor wybiera artystę według niego ważnego dla dziejów malarstwa. Choć czasami może to być tylko jeden czy dwa obrazy. Przedstawia podstawowe fakty z jego życiorysu, charakteryzuje technikę malarską. Często wchodzi w polemikę z innymi krytykami sztuki by wreszcie przejść do wybranych przez siebie najwybitniejszych dzieł w dorobku omawianego artysty.
Wystarczy spojrzeć na nazwiska jakie pojawiają się na łamach tej książki by uzmysłowić sobie jak ważny to był okres czasu dla rozwoju kultury. Na łamach „Malarstwa białego człowieka” znajdziemy omówienie dzieł : Breugela, Tycjana, Tintoretto, Veronese, El Greco, Caravaggio, Rubensa, van Dycka czy Hogartha by zdać sobie sprawę jakie wybitne dzieła wtedy powstawały.
Rzecz jasna książka tego typu powinna być inspiracją do poszerzania swojej wiedzy o danych artystach. Konfrontacją sądów autora ( jak to u Łysiaka często bywa – kontrowersyjnych) z własnymi odczuciami. Wreszcie też zachętą by artystom i ich dziełom przyjrzeć się osobiście. Odnoszę wrażenie, iż dzisiaj tego typu „turystyka” jest najłatwiejsza w dziejach.
Zapewne to, że mam swoich malarskich faworytów powoduje, że z jednymi sądami autora się zgadzam. Zwłaszcza z docenieniem „kinowości” Tintoretto z innymi natomiast polemizowałbym. Zwłaszcza z pomniejszaniem kunsztu Paolo Veronese. Żartobliwie zauważę, że nie dosyć, iż „Wesele w Kanie Galilejskiej” znajduje się w Luwrze w tej samej Sali co „Mona Lisa”. Łatwo można się domyśleć, iż nie ma specjalnie szansy by ktoś dłużej się zatrzymał przy tym dziele. To jeszcze Łysiak miażdży tego twórcę. Nie pozostaje nic innego jak zapoznać się z tym bardzo starannie wydanym dziełem i skonfrontować opinie autora z własnymi przemyśleniami.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz