sobota, 22 listopada 2025

 


Tiamat „A Deeper Kind Of Slumber” Century Media 1997

Przenosimy się do roku 1997 bo właśnie wtedy ukazuje się płyta „A Deeper Kind Of Slumber” będąca kolejną na nowej drodze tego zespołu. Zespołu który zaczynał od black metalu ( występował wtedy pod niezbyt mądrą nazwą Treblinka)by  przy na albumie Wildhoney osiągnąć arcymistrzostwo w dziedzinie atmosferycznego metalu. Wiem nie ma takiego podgatunku muzycznego jednak Tiamat gra właśnie taką muzykę. Czy utwory są rockowe, industrialne, elektroniczne czy heavy metalowe to wszystkie one przesycone są niesamowitą atmosferą. Tajemniczości, grozy, czarodziejskich misteriów. Wystarczy posłuchać „Atlantis As A Lover” czy „Mount Marilyn” by zrozumieć o co chodzi w twórczości Johana Edlunda niekwestionowanego lidera grupy. Tak jak wspominałem album ten jest mocno eklektyczny co według mnie stanowi jego zaletę. Takie zróżnicowanie pozwala jeszcze mocniej uwypuklić tę zasadniczą cechę muzyki Tiamat jaką jest wzmiankowana atmosfera. Czasami tworzą ją industrialne odgłosy, dźwięki sitar czy saksofony by innym razem było to zwolnienie tempa prawie do obszarów doom metalu. Nawet w utworze Only In My Tears It Lasts” mogącym z powodzeniem znaleźć się na jakieś płycie z mocno alternatywnymi dźwiękami doświadczymy wspomnianej niezwykłej atmosfery. Bardzo dobry album tego co tu dużo ukrywać niespecjalnie znanego w Polsce zespołu. Warto poświęcić godzinę by go uważnie przesłuchać.

Lista utworów:

1.Cold Seed
2.Teonanacatl
3.Trillion Zillion Centipedes
4.The Desolate One
5.Atlantis As A Lover
6.Alteration X 10
7.Four Leary Biscuits
8.Only In My Tears It Lasts
9.The Whores Of Babylon
10.Kite
11.Phantasma De Luxe
12.Mount Marilyn
13.A Deeper Kind Of Slumber

sobota, 15 listopada 2025

Półka z płytami

 

Ten „Something Wicked This Way Comes” Frontiers 2023

Z całą pewnością album ten nie zmieni historii muzyki. Co nie przeszkadza w tym, że słucha się go z dużą przyjemnością. Wtórne jest przy tym rozważanie do jakiej muzycznej szufladki należy włożyć tę płytę. Zapewne podobnych albumów powstaje każdego roku całkiem sporo jednak ten przykuł moją uwagę. Zapewne z tego powodu, iż słuchając go nie tylko miło kiwa się nogą w takt granej muzyki, melodie refrenów zachęcają do nucenia, solówki gitarowe przyjemnie dźwięczą w uszach. Jednak najważniejszą kwestią, która powoduje, że słucha się go tak dobrze jest to , iż jest przepełniony radością grania. To ten niewymierny element muzyki, który przekłada się później na jej odbiór, to dotknięcie ręką bożą. Co ciekawe dzieje się tak pomimo tego, że same utwory nie mają jakiegoś pozytywnego przesłania a i pierwsze cztery są mocno sztampowe. Spoglądając tylko na walory muzyczne należałoby zacząć słuchać płyty od utworu tytułowego. Bujającej i melodyjnej kwintesencji tego co najlepsze w muzyce oferowanej przez grupę Ten. Ot paradoks muzyki płyta obiektywnie niespecjalnie porywająca w odsłuchu brzmi całkiem dobrze.

Lista utworów;

  1. Look For The Rose
  2. Brave New Lie
  3. The Tidal Wave
  4. Parabellum
  5. Something Wicked This Way Comes
  6. The Fire And The Rain
  7. New Found Hope
  8. The Only Way Out
  9. When The Darkness Comes
  10. The Greatest Show On Earth

 

sobota, 8 listopada 2025

Półka z płytami

 

Amorphis „Skyforger” Nuclear Blast 2009

Absolutnie porywający album. Jedna z najlepszych płyt jakie nagrano w XXI wieku. Cudowne połączenie dynamiki z melodyjnością, energii z nastrojowością. Gdybym znał więcej pozytywnych przymiotników to mógłbym tak bez końca pisać o tym albumie fińskiej grupy Amorphis. „Skyforger” to ten moment gdy muzyków dotknęła iskra boża i pozwoliła im stworzyć znakomity album. Wspaniały przykład jak melodyjną i radosną może być muzyka heavy metalowa. Ile może dać energii każdemu niezależnie od wieku czy pory dnia. „Sampo” doskonale sprawdza się jako budzik. ‘Silver Bridge” cudowna radosna pełna energii kompozycja. „From The Heaven Of My Heart” roztacza wkoło pogodny nastrój. „Sky Is Mine” poprzez swoją energię, dynamikę wręcz wysyła słuchacza w okolice nieba. „Majestic Beast” przypomina jakie są korzenie Amorphis jednocześnie pokazując jak w obrębie jednej kompozycji można zmienić nastrój a wystarczy „tylko” by wokalista zamiast growlingu zaczął śpiewać. „My Sun” to paradoksalnie pewne uspokojenie kipiących na tym albumie emocji, nadal jest rzecz jasna heavy metalowo ale w takim bujającym się opakowaniu. „Highest Star” to miły dynamiczny heavy metalowy utwór, który dość zaskakująco urywa się w momencie gdy słuchacz ma zobaczyć gwiazdy. Wreszcie przychodzi czas na tytułowy „Skyforger” ciekawe instrumentalne intro wprowadza do tego z jednej strony bardzo dynamicznego utworu przeplatającego się z „dość” spokojnymi fragmentami. W pewnym momencie całość łączy się w jeden strumień energii przerwany delikatną gitarą słyszalną na tle sekcji rytmicznej, by zakończyć się ponowną galopadą. Powoli kończy się ten album „Course Of Fate” kompozycja utrzymana w średnim jak na standardy albumu tempie nadal w tym heavy metalowym świecie. I na koniec rozbrzmiewa „From Earth  I Rose” łączący to dawne brutalne oblicze Amorphis z tym co narodziło się na tym albumie ze stworzeniem muzyki jednocześnie łagodnej i brutalnej, pełnej mocy i delikatności.

„Skyforger” to płyta na której nawet growling zawsze wydaje się na swoim miejscu. Solówki gitarowe nie są po to by gitarzyści popisywali się swoimi wirtuozerskimi umiejętnościami ale po to by dodać utworom zwiewności i melodyjności. Wokalista Tomi Joutsen pokazał, że w heavy metalu dla osiągnięcia efektu nie trzeba koniecznie zdzierać gardło. Gdybym ze wszystkich swoich płyt heavy metalowych z XXI wieku mógł uratować tylko jedną byłby to ten album.

Lista utworów;

1.Sampo
2.Silver Bride
3.From The Heaven Of My Heart
4.Sky Is Mine
5.Majestic Beast
6.My Sun
7.Highest Star
8.Skyforger
9.Course Of Fate
10.From Earth I Rose

sobota, 11 października 2025

Półka z płytami

 

Negura Bunget „Zau” Prphecy 2021

Potworzyło się w obrębie muzyki całkiem sporo różnego rodzaju gatunków, podgatunków, nurtów a i tak czasami trudno zakwalifikować twórczość danego artysty do konkretnego obszaru. W przypadku rumuńskiej grupy Negura Bunget mamy do czynienia niby z atmospheric black metal. Czy pojawiający się od czasu do czasu growling wystarcza do takiej klasyfikacji? Niewątpliwie jest tutaj sporo tajemniczej atmosfery kreowane przez dźwięki, głównie gitar i pojawiający się w wielu fragmentach damski głos. Dobrą ilustracją tego zjawiska jest pierwsza kompozycja, która właśnie w ten sposób się zaczyna, praktycznie przez pierwszych 7 minut mamy do czynienia z kreowaniem nastroju bez gwałtowniejszych rytmów czy śpiewu. Następnie mamy trochę growlingu, przesterowanych gitar, perkusji by pod koniec tego prawie 16 minutowego utworu wszystko ponownie się uspokaja. Niewątpliwie na kreowany przez grupę nastrój w dużym stopniu wpływa wykorzystanie przez grupę różnych ludowych instrumentów. Można wręcz rzec, iż jest to swego rodzaju znak rozpoznawczy grupy. Długie wstępy do utworów oparte na dźwiękach dud, trąb, fletni i dopiero po jakimś czasie wchodzące gitary i ten cały rockowy ekwipunek. Nastrój tajemniczości potęguje również wykorzystywanie szeptu czy „trzymanie” wokalu w tle poszczególnych kompozycji.

Wiele jest również w tej muzyce z obszarów postrocka, te plamy dźwięku, stosunkowo spokojne i nastrojowe fragmenty przechodzące  znienacka w ostrą rockową muzykę.

Ciekawa to muzyka, niełatwa w obiorze jednak mocno wciągająca.

Lista utworów;

1 Brad
2 Iarba Fiarelor
3 Obrazar
4 Tinerete Fara Batranete
5 Poaca Din Cer

sobota, 4 października 2025

Półka z płytami

 

Metal Church „ The Final Sermon. Live in Japan 2019” Reaper Entertaiment 2024

Płyta wydana w 2024 przenosi nas na koncerty Metal Church, które odbyły się w Kawasaki 24 i 25 sierpnia 2019 roku. Wydawnictwo to jest pewnego rodzaju hołdem oddanym poprzedniemu wokaliście grupy Mike’owi Howe, który zmarł w 2021 roku. Muszę od razu zaznaczyć, iż jest to hołd bardzo udany. Każdy kto przesłuchał trochę płyt koncertowych wie jak ważną sprawą jest oddanie tego co dzieje się w sali koncertowej. Tutaj ta sztuka udała się bardzo dobrze. Słychać publiczność, słychać, że jesteśmy na koncercie nie tracąc niczego z czystości dźwięku.

Co do dobory utworów to chyba jeszcze nigdy nie powstała płyta, która zadowoliłaby w 100% fanów danej grupy. Zapewne i tak jest w tym przypadku jednak obiektywnie należy stwierdzić, że w tym zakresie nie ma się do czego przyczepić. Jest trochę utworów z nowej płyty ( dokładnie 3) i w większości klasyki grupy. Równomiernie dobrane z całej jakżeż bogatej dyskografii zespołu.

Jednak w tym wszystkim najważniejsza jest muzyka. Metal Church zalicza się do nurtu określanego US Power Metal. Czyli by choć trochę wyjaśnić czego tutaj można się spodziewać jest głośno, rytmicznie jednak bez specjalnych galopad różnego rodzaju instrumentów tak charakterystycznych dla europejskiej odmiany power metal. Słucha się tej płyty bardzo przyjemnie, aż szkoda, że grupa ta nie jest specjalnie popularna w świecie heavy metalu. Muzycznie w pełni na to zasługuje niezależnie czy chcemy posłuchać czegoś współczesnego jak „Damned If You Do” czy czegoś z zamierzchłej przeszłości jak „Beyond The Black”, która to kompozycja ma już ponad 40 lat. Podobnie ma się sytuacja gdy posłuchamy jakieś dynamicznej kompozycji w stylu „Fake Healer” czy czegoś dramatycznego jak „Watch The Children Pray”, swoją drogą jednaj z najwspanialszych kompozycji grupy w jej całej historii.

Bardzo dobry album, nie wiem czy z wydanych przez grupę koncertów nie najlepszy. Zdecydowanie polecam.

Lista utworów;

1. Damned If You Do 
2. Needle and Suture 
3. Fake Healer 
4. In Mourning 
5. Human Factor 
6. Date with Poverty 
7. The Black Things 
8. Gods of A Second Chance 
9. Start the Fire 
10. Watch the Children Pray 
11. Beyond the Black 
12. By the Numbers 
13. No Friend of Mine 
14. Badlands

Przeczytane

  Waldemar Łysiak „Malarstwo białego człowieka. Tom IV” Kolejna odsłona dzieła Waldemara Łysiaka poświęcona historii malarstwa. Tym ra...