czwartek, 18 lutego 2021

 Półka z płytami.


Krokus „The Definitive Collection”  Arista 2000


Składanka ta przypomina najlepsze osiągnięcia szwajcarskiego AC/DC jak czasami określa się zespół Krokus. Grupa ta choć nigdy nie uzyskała jakieś bardzo dużej popularności nie zasłużyła również na całkowite zapomnienie. Tym bardziej, iż pod względem muzycznym w latach 80-tych skąd pochodzą utwory na tej składance  grupa prezentowała mistrzowski poziom. Energia zawarta w znakomicie dobranych na to zestawienie  utworach z łatwością przenosi się na słuchaczy! Znajdują się na niej utwory z pięciu płyt Metal Randez-Vous”, „One Vice At A Time”, „Headhunter”, „The Blitz”, „Change Of Address” nagranych pomiędzy 1980 a 1986 rokiem. Choć grupa działa do dzisiaj to dobór utworów znajdujących się na tej płycie pokazuje wszystko to co najlepszego stworzyli w swojej karierze muzycy grupy Krokus. Jedna z lepszych składanek jakie zdarzyło mi się  na mojej  muzycznej drodze spotkać.

 

Lista utworów;

1 Ballroom Blitz  (4:01), 2 Long Stick Goes Boom  (5:13), 3 Bad Boys-Rag Dolls (3:48),4 Playin' The Outlaw (4:00), 5 American Woman  ( 3:38), 6 Midnite Maniac  (4:02), 7 Night Wolf ( 4:10), 8 Headhunter ( 4:30), 9 Eat The Rich ( 4:14), 10 School's Out (3:15), 11 Bedside Radio (3:18), 12 She's Got Everything ( 3:59), 13 Heatstrokes ( 4:00), 14 Screaming In The Night (6:38),15 Stayed Awake All Night ( 4:24)

piątek, 12 lutego 2021

 Półka z płytami.



Green Carnation „Leaves Of Yesteryear”  Season of Mist 2020

 


Pierwszy od 14 lat album tej progmetalowej norweskiej grupy. Ponieważ Green Carnation zaliczam do absolutnego topu zespołów tak więc w takim przypadku stosuję blokadę na jakiekolwiek dźwięki promujące czy też pojawiające się na platformach streamingowych. Unikam również jakichkolwiek recenzji by mieć czysty umysł na spotkanie z ich muzyką. Cóż napisać po wielokrotnym wysłuchaniu ich ostatniego albumu. Jeżeli ceną za tak oszałamiającą muzykę ma być nawet czternastoletnie czekanie to ja się na to piszę. Począwszy od pierwszego tytułowego utworu „Leaves Of Yesteryear” zabrani zostajemy w podróż gdzie towarzyszyć nam będzie wszystko to co najlepsze w skandynawskim wydaniu muzyki metalowej. Gdy potrzeba jest melodyjnie tak jak w utworze rozpoczynającym album by przejść do brutalnych dźwięków „Sentinels” poprzez absolutnie znakomity „My Dark Reflections Of Life And Death” od tytułu, zmiany nastroju, majestatyczność zdecydowanie najlepsza kompozycja zespołu na płycie. Następny w kolejności utwór „Hounds” tylko pokazuje w jak wysokiej formie jest zespół. Na końcu płyty umieszczony jest najlepszy na niej utwór. Wprawdzie chwilę wcześniej już pisałem o najlepszej kompozycji zespołu ale tym razem mamy do czynienia z coverem utworu Black Sabbath „Solitude” . Jest ona tak zagrana, iż spokojnie można zaliczyć ten utwór do dość wąskiego grona dzieł doskonałych.

Jedyną rzeczą jakiej żałuje to to, iż nie uwierzyłem w ten album dostatecznie mocni i nie nabyłem limitowanej edycji na vinylu.

 Lista utworów:

1. Leaves Of Yesteryear                                (08:03)
2. Sentinels                                                    (05:42)
3. My Dark Reflections Of Life And Death (15:36)
4. Hounds                                                      (10:10)
5. Solitude                                                     (05:05)

środa, 10 lutego 2021

 Półka z płytami.


Lacrimosa „Zeitreise”  Hall of Sermon 2019

 


Na pewne choroby nie ma już żadnego lekarstwa. Niby człowiek ma wszystkie płyty danego wykonawcy to po co mu składanka. Tutaj pojawia się kilka zawsze dobrych odpowiedzi; bo są na niej utwory, których nie ma na regularnych płytach; bo będzie czegoś brakować do kolekcji; bo płyta będzie pamiątką po miłym wyjeździe. W zasadzie te trzy odpowiedzi mają zastosowanie w tym przypadku. Dodatkowo posiadanie takiej składanki wybawia od dylematu jakiej płyty danego wykonawcy posłuchać, można wtedy wybrać właśnie taką składankę zawierające prawie wszystkie najlepsze, najbardziej popularne utwory tego zjawiskowego zespołu jakim jest Lacrimosa. Zwłaszcza tym bardziej, że ta składanka jest bardzo ciekawie skonstruowana. Utwory nie są ułożone chronologicznie  dzięki czemu płyta jest bardziej spójna. Zawiera również kilka rzadkich wersji utworów grupy jak choćby singlowe wersje „Stolzes Herz”, „Schakal” czy hiszpańską wersję „Durch Nacht und Flut”.

 

Lista utworów:

 

CD 1
1. Ich Bin Der Brennende Komet, 2. Lichtgestalt, 3. Bresso, 4. Nach Dem Sturm, 5. Not Every Pain Hurts, 6. Die Unbekannte Farbe, 7. Der Morgen Danach (Metus Version),
8. Irgendein Arsch Ist Immer, 9. Alleine Zu Zweit, 10. Satura, 11. My Pain, 12. Keine Schatten Mehr, 13. Stolzes Herz (Single Version)
  
CD 2
1. Durch Nacht Und Flut (Spanische Version), 2. Seele In Not (Urversion), 3. Der Leise Tod 4. Copycat, 5. Thunder And Lightning, 6. Ich Verlasse Heut' Dein Herz, 7. Feuer, 8. Alles Lüge, 9. Schakal (Single Version), 10. Lass Die Nacht Nicht Über Mich Fallen – Reprise ,11. Drei Sekunden, 12. Im Schatten Der Sonne

niedziela, 7 lutego 2021

 Półka z płytami

 


Kiss „Music From The Elder” Mercury Records 1981

 


 Najbardziej niekissowska płyta Kissów. Zespół kojarzony z prostym rockiem, rock’n’rollem postanowił nagrać płytę z bogatymi aranżacjami częściowo z wykorzystaniem orkiestry symfonicznej. To co się nie spodobało szerokiej publiczności w1981 roku ( dość wspomnieć, iż sprzedaż albumu była tak słaba, że grupa nie ruszyła w zwyczajowe tourne po wydaniu albumu) u mnie spowodowało odmienne reakcje. Ze wszystkich albumów grupy właśnie The Elder jest moim ulubionym i bardzo żałuję, iż Kiss już nigdy nie wrócił do tak „bogatego” grania. Oczywistym jest , że odejście od prostego grania jakie dotychczas charakteryzowało grupę nie zyskało uznania fanów te 40 lat temu jednak zupełnie niezrozumiałym jest fakt jego niedocenienia po upływie właśnie tych lat. Tutaj absolutnie nic się nie zestarzało począwszy od kompozycji  a na produkcji skończywszy. W kategorii albumów zapomnianych jedna z lepszych pozycji. Tak więc zachęcam, uderzmy w kołatkę i otwórzmy drzwi do tej muzyki

 

Lista utworów:

 

1.Fanfare                                                 1:22
2.Just a Boy                                             2:25
3.Odyssey                                                5:36
4.Only You                                              4:17
5.Under the Rose                                     4:51
6.Dark Light                                            4:18
7.A World Without Heroes                      2:40
8.The Oath                                               4:31
9.Mr. Blackwell                                       4:52
10.Escape from the Island Instrumental  2:52
11.I                                                           5:03

piątek, 5 lutego 2021

 Z historii angielskich klubów.

 

Portsmouth F.C.

grafika google


 

Spotkanie szóstki lokalnych biznesmenów w 1898 roku zaowocowało powołaniem klubu piłkarskiego  i zakupem gruntu w Fratton Park gdzie zbudowano stojący do dzisiaj stadion na którym rozgrywają swoje mecze „Pompey”. Takie są początki trochę dzisiaj zapomnianego klubu z południa Anglii. Rzecz jasna można powiedzieć, iż sami zapracowali na to zapomnienie od kilku lat grając na czwartym i trzecim poziomie rozgrywkowym. Jest to konsekwencja życia ponad stan w pierwszej dekadzie XXI wieku. Dobrze z punktu widzenia kibiców, iż z tych czasów pozostało coś więcej jak długi, tym czymś jest Puchar Anglii zdobyty w 2008 roku. Pewną ciekawostką tamtego finału jest fakt, iż do dzisiaj może poszczycić się on najwyższą frekwencją na Nowym Wembley, mecz finałowy z Cardiff oglądało 89874 widzów.

drużyna Portsmouth przed meczem z Boltonem, który zadecydował o pierwszym tytule mistrzowskim zdjęcie ; colorsports co uk

Puchar ten nie jest jedynym osiągnięciem klubu na angielskim podwórku. Szczególnie udane dla Portsmuth były lata przed i po II wojnie światowej kiedy to najpierw ( 1939) zdobyli Puchar Anglii a później (1949, 1950) sięgali po zwycięstwo w lidze i tytuł mistrzów Anglii. Można rzecz, iż wiele jest klubów na wyspach ale niewiele może poszczycić się takimi trofeami.


zdjęcie; footheadlines com

Z początkami klubu wiąże się także historia „The Pompey Chimes” jednaj z najstarszych pieśni kibiców na wyspach, towarzyszy ona piłkarzom w charakterystycznych niebieskich koszulkach od początków ich występów. Choć w początkowym okresie wydawało się, że historia samego klubu nie będzie zbyt długa. Bowiem już w 1912 roku popadł w tarapaty finansowe i został relegowany na najniższy ówcześnie szczebel rozgrywek czyli do Southern League Second Division. Jak widać nie jeden raz w swoich dziejach klub popadał w kłopoty finansowe.

 

Choć jak zawsze przyczyna była ta sama.  Przeinwestowanie w skład, zawodnicy byli zbyt drodzy jak na możliwości klubu. Już w pierwszym okresie swojego istnienia na początku XX wieku dysponowali składem, w którym było 9 graczy mających występy dla reprezentacji czy to Anglii, Szkocji , Irlandii Północnej.

 

zdjęcie ; wikipedia org

Spośród ówczesnych graczy niewątpliwie najsłynniejszym był C.B. Charles Fry. Spoglądając na jego biografię można zadać sobie pytanie kim on nie był? Bo w trakcie sportowego życia zdążył występować z reguły na wysokim poziomie na boisku do krykieta, rugby, na lekkoatletycznej bieżni i rzecz jasna na boisku piłkarskim. Był kapitanem w drużynie Oxfordu, grał w sławnym wtedy klubie Corinthians (brytyjski klub od którego pochodzi nazwa tego brazylijskiego klubu), Southampton i wreszcie niewiele bo 2 występy zaliczył dla Portsmouth. Równie ciekawe były jego losy po zakończeniu kariery piłkarskiej. Nauczyciel, pisarz w pewien sposób polityk. Był sekretarzem reprezentanta Indii przy Lidze Narodów  Ranjitsinhjiego  a o mały włos nie został królem Albanii. Przynajmniej on tak twierdził. Nawet ten dość pobieżny przegląd biografii C.B. Charlesa Fry’a  skłania do refleksji, iż ci dawni piłkarze byli ciekawszymi osobowościami w porównaniu z futbolistami XXI wieku.

 

Wspomniałem chwilę wcześniej o charakterystycznych niebieskich koszulkach w jakich grają piłkarze Portsmouth jednak na samym początku występowali w dość dziwnym kolorze jak na piłkarskie boiska. Mianowicie ich trykoty były w kolorze różowym. Przynajmniej jak dla mnie bo nie za bardzo rozróżniam różowy od łososiowego różu taki był bowiem oficjalnie kolor ich strojów. Nie wiem czy w tym kolorze leżała jakaś specjalna siła ale przez pierwsze trzy lata występów w Southern League nie ponieśli na Fratton Park żadnej porażki. Wracając do kolorów koszulek, na krótki czas w sezonach 1909 do 1911 grali w białych by od roku 1912 występować w tym znanym współczesnym kibicom odcieniu niebieskiego.

 

zdjęcie thejc com

Fakt, iż piłkarze w pierwszej połowie XX wieku łączyli występy na boiskach z innymi rozgrywkami sportowymi wynikał w dużej mierze z tego, iż zarobki ówczesnych piłkarzy nie należały do najwyższych. Choćby za swój pierwszy wielki sukces czyli zdobycie Pucharu Anglii w 1939 roku gracze otrzymali po 42 funty co w przeliczeniu na dzisiejszą wartość stanowiłoby odpowiednik 2300 funtów ( obliczenia na podstawie https://www.measuringworth.com/calculators/ppoweruk/ )  co nie jest jakąś oszałamiającą sumą.  Spójrzmy przez chwilę na jeszcze jednego z jakżeż licznych piłkarzy łączących grę w piłkę z grą w krykieta a mianowicie Mike Barnarda. Co warto wiedzieć były to czasy gdy Pompey występowali w najwyższej klasie rozgrywkowej. Tak więc  116 meczów dla ich barw nie mogły być udziałem przeciętnego piłkarza. W tym czasie znalazł on czas i siły by rozegrać 276 spotkań w krykieta dla drużyny Hampshire. Przyczynił się w tym czasie do zdobycia przez Hampshire pierwszego mistrzostwa Anglii.

 

zdjęcie; theguardian com

Obserwując te dwa światy, futbolu i krykieta trzeba zauważyć, że w pierwszym okresie piłka nożna była uzupełnieniem kariery krykiecisty by z biegiem czasu stawać się do niej dodatkiem. Ostatnim znanym piłkarzem, który dostąpił zaszczytu reprezentowania barw swojego kraju w krykiecie był Phil Neville. Była to wprawdzie reprezentacja w kategorii 15 latków ale jednak musiał mieć talent do tej gry. Jednak gdy przyszło decydować o swojej przyszłej karierze wybrał piłkę nożną. Nie tak zdolny w rej grze był swoją drogą jego starszy brat Gary.

 

zdjęcie; clubsfromabove com

Lata 50-te XX wieku to czas wielkiej rewolucji w angielskim futbolu. Na stadiony zawitały jupitery co pozwalało na rozgrywanie meczów wieczorem w środku tygodnia. Jak to często bywa z  nowościami  jest ona wykorzystywana jako wabik by przyciągnąć dodatkową publiczność. Tak też było na Fratton Park gdy 2 marca 1953 roku zorganizowano pierwszy mecz przy świetle elektrycznym. Starannie dobrano przeciwnika, została nią drużyna z sąsiedztwa czyli Southampton. Nic tak nie przyciąga kibiców jak rywalizacja z lokalnym rywalem. Organizatorzy by frekwencja na tym wydarzeniu była jak największa zapewnili nawet nocny prom na wyspę Wright.  Tym sposobem w poniedziałek na stadionie zgromadziło się ponad 22 tysiące widzów. Co ciekawe gdy kilka lat później Portsmouth rozgrywało jako pierwszy klub w Anglii ligowy mecz przy sztucznym świetle to na spotkanie z Newcastle przyszło niespełna  16 tysięcy widzów co było najniższą frekwencją w tamtym sezonie na Fretton Park.

Przeczytane

  Waldemar Łysiak „Malarstwo białego człowieka. Tom IV” Kolejna odsłona dzieła Waldemara Łysiaka poświęcona historii malarstwa. Tym ra...