niedziela, 11 sierpnia 2024

Przeczytane

 

Siddharth Kara „Krwawy kobalt. O tym jak krew Kongijczyków zasila naszą codzienność”.

Trudna to książka, trudna do czytania, trudna do oceny. Dlaczego? Bo opowiada z jednej strony o losie ubogich mieszkańców Konga zajmujących się czymś co ładnie określa się terminem górnictwo rzemieślnicze a w rzeczywistości jest codziennym ryzykowaniem swojego życia lub zdrowia dla równowartości 8 zł za dzień pracy. Z drugiej strony autor nachalnie narzuca w narracji jedną wizję dziejów, w których złem wcielonym jest biały człowiek i kapitalizm. W tle tego wszystkiego mamy jeszcze transformację energetyczną.

Zielona energia jak to ładnie brzmi, odnawialne źródła energii, samochody elektryczne to w myśleniu większości ludzi same pozytywne rzeczy. Niestety książka ta rozbija ten obraz. Na samym jego dnie znajduje się jakiś mieszkaniec Konga codziennie narażający życie w tym co nazywa się rzemieślniczymi kopalniami.  Czasami by oswoić rzeczywistość brzydkim sprawom nadajemy ładną nazwę. Dokładnie tak jest w tym przypadku bo te kopalnie rzemieślnicze to szyby kopane przy pomocy prostych narzędzi bez większych zabezpieczeń z których ludzie wydobywają kobalt. Surowiec niezbędny we współczesnej gospodarce właśnie w związku z rozwojem zielonej transformacji.

Wydobycie odbywa się tak jak w wielu miejscach świata w XIX wieku, jak najmniejszym kosztem, oszczędzając m.in. na bezpieczeństwie często siłą dzieci bo one są małe wejdą do tych niewielkich szybów. Tak było kiedyś ludzie z biedy, nadziei na bogactwo ryzykowali swoim życiem. Słowo bogactwo brzmi tutaj trochę nie na miejscu bo w Kongu jest nim zarobek rzędu 7 dolarów dziennie czyli około 28 zł. Fakt ten daje do myślenia. W Kongu bogatym jest ten kto zarabia niepełna 30 złotych na dzień. Tyle może zarobić przy dobrym dniu czyli odkryciu miejsca bogatego w kobalt. W zły dzień może stracić życie lub zdrowie i to jest cena tego bogactwa, pośrednio cena każdego smartfonu.

W tle tego wszystkiego wielkie koncerny, NGO-sy oskarżane przez część Kongijczyków o nieuczciwość i państwo. Szkoda, że autor w książce tak mocno koncentruje się na krytyce historii białego człowieka oraz kapitalizmu a tylko pobieżnie zajmuje się państwem czyli Demokratyczną Republiką Konga. Bo przyjrzenie się temu zjawisku pozwoliłoby znaleźć odpowiedź na pytanie dlaczego dzieci zamiast do szkoły udają się do kopalni kobaltu. Państwo w Kongo służy do wzbogacania plemienia, które ma w nim władzę. Ważna jest tożsamość plemienna a nie państwowa. Nie ma czegoś takiego jak naród kongijski są tylko poszczególne plemiona. I one traktują państwo i jego struktury jako łup za pomocą mogą się wzbogacać. Dlatego godzą się na tak niekorzystne dla Konga układy dotyczące koncesji na wydobywanie surowców mineralnych. Dochodzi do tego powszechna korupcja, która powoduje, że państwo nie ma środków na prowadzenie szkół. Teoretycznie darmowych w praktyce trzeba za nie płacić od 5 do 7 dolarów miesięcznie. Może to dla nas nie są duże pieniądze jednak z perspektywy  Kongijczyków „uboga kongijska rodzina dzień po dniu stawia zarobek wyżej niż naukę dzieci, o ile w ogóle uważała, że wykształcenie może się do czegoś przydać. Pieniądze były potrzebne natychmiast; na zakup jedzenie, lekarstw”. Wypisz wymaluj sytuacja ludności chłopskiej choćby na ziemiach polskich w XIX/XX wieku. Tylko zorganizowane państwo ( niemieckie) potrafiło wyegzekwować przymus szkolny. W Kongo państwo w wielu obszarach istnieje tylko na papierze. To powinna być dla każdego czytającego taka szersza lekcja. Jak ważną rolę w naszym życiu odgrywa państwo i jak ważne jest by było jak najwyższej jakości.

Na koniec może drobna uwaga ale generalnie nie lubię takich spraw, autor pisze „ najstarszy, Peter, był ubrany (…) i czerwoną koszulkę z naszytymi z przodu literami AIG. Wyobraźcie sobie odludne miejsce na górzystym pustkowiu w jednej z górniczych prowincji DRK, a w nim kopiącego kobalt dzieciaka w brudnej koszulce z logo amerykańskiego giganta sektora usług finansowych, którego w czasie kryzysu finansowego w 2008 roku rząd federalny poratował kaucją w wysokości 180 miliardów dolarów. Wyobraźcie sobie co mógłby zdziałać w takim miejscu, 1% tej sumy, o ile zostałby wydany na pomoc ludziom, którzy jej potrzebują, a nie schowany do kieszeni przez ich wyzyskiwaczy”.

Rozumiem nie każdy musi znać się na angielskiej piłce i z opisu tego chłopca wyczytać, iż ubrany był w koszulkę Manchesteru United. Gorzej jak autor na bazie swojej niewiedzy posługuje się tym opisem do tyrady przeciwko kapitalizmowi i to w najbardziej prymitywnej formie.

sobota, 10 sierpnia 2024

Półka z płytami

 

Airbourne „Breakin’ Outta Hell” Spinefarm Records 2016

Prawdą jest to, iż grupa ta jest całkowicie wtórna jeżeli chodzi o graną muzykę. Ona nie tylko nie tworzy niczego oryginalnego ale wręcz powielają twórczość jednego zespołu. Jednak skoro tym zespołem jest AC/DC to wszelkie powyższe uwagi nie są żadnym zarzutem. One wręcz wynoszą twórczość tej skądinąd australijskiej grupy na zupełnie inny poziom.

Wystarczy tylko na chwilę (39 minut bo tyle trwa płyta) wyrzucić z głowy całą wiedzę i dać się ponieść tym dźwiękom by poczuć się tak jak słuchacze wczesnych płyt AC/DC w latach 70 tych XX wieku. Płyt przepełnionych energią, agresją w tym pozytywnym znaczeniu i tego wszystkiego z czym kojarzymy zespół braci Young. Co ciekawe w Airbourne również występują bracia, O’Keeffe.

Tak więc wystarczy włączyć płytę „Breakin’ Outta Hell” by otrzymać ogromną dawkę pozytywnej energii a dodatkowo móc przenieść się w czasie prawie o 50 lat. Każdy, kto zna trochę lepiej twórczość AC/DC z łatwością rozpozna w utworach Airbourne nie tylko zwykłą inspirację ale wręcz inne wersje znanych utworów. Jak dla mnie w tym przypadku wtórność jest atutem tej płyty.

 Lista utworów;

1. Breakin' Outta Hell
2. Rivalry
3. Get Back Up
4. It's Never Too Loud For Me
5. Thin The Blood
6. I'm Going To Hell For This
7. Down On You
8. Never Been Rocked Like This
9. When I Drink I Go Crazy
10. Do Me Like You Do Yourself
11. It's All For Rock N' Roll

niedziela, 4 sierpnia 2024

Przeczytane

 

Bjorn Lomborg „Fałszywy alarm”

Zdrada czai się wszędzie. Nawet człowiek, który pisze „ od niedawna denialistom słusznie nie udziela się głosu” krytykuje politykę klimatyczną prowadzoną w USA czy UE.  Książka „Fałszywy alarm” jest wyjaśnieniem dlaczego autor, który zgadza się z tezą o antropologicznych przyczynach zmian klimatycznych stał się przeciwnikiem tzw. polityki klimatycznej.

 

Pierwszą przyczyną wg autora, która powoduje, że podejmujemy złe działania wobec problemu zmian klimatu są media. Tak wiem, można wszystko skwitować, że za złe rzeczy odpowiadają dziennikarze i cykliści. Jednak wydaje się, że zamiast podążać tą ścieżką warto spojrzeć na mechanizmy rządzące mediami. Są one dość proste by utrzymać uwagę odbiorców trzeba trzymać ich w nieustannym napięciu. Temu właśnie służy straszenie zmianami klimatycznymi. Skoro media nakręcą odpowiednią atmosferę do gry wkraczają politycy, którzy przekonują nas, że tylko oni uratują nas oraz świat od zagłady, którą zapowiadają media.

W wytworzonej atmosferę histerii, wyznaczanych deadlinów, nie ma czasu na chwilę zastanowienie się. Zastanowienie się nad tym czy przepowiednie wieszczone przez część środowisk naukowych się spełnią. A przecież mamy z przeszłości przykłady, iż alarmistyczne raporty choćby Klubu Rzymskiego całkowicie rozminęły się z rzeczywistością. Przecież już od 20 lat wg tego raportu nie powinniśmy mieść gazu ziemnego i ropy naftowej o innych surowcach nie wspominając. Jednak w czasach gdy każda burza, temperatura powyżej 30 C przedstawiana jest jako efekt zmian klimatycznych nie mamy chwili do namysłu. Skoro nie ma namysłu to raczej nie jesteśmy w stanie ocenić polityki klimatycznej tak jak postuluje Lomberg „ w taki sam sposób, w jaki oceniamy każdą inną; pod kontem kosztów i korzyści”.

Analiza tych kosztów i korzyści jest główną treścią książki. Autor jakżeż trafnie zauważa, że skoro wydajemy pieniądze na walkę ze zmianami klimatycznymi to nie wydajemy ich na inne obszary choćby ochrony zdrowia, edukacji, etc. Na podstawie licznych przykładów udowadnia, że przeznaczenie środków na te cele uratowałoby znacznie więcej istnień ludzkich jak pozwoli na to polityka klimatyczna.

Czymś co jest w moim odczuciu ogromnym atutem tej książki, to dane, które Lomberg przytacza na poparcie swoich twierdzeń. Ogromnym przemilczanym problemem współczesnego świata w zakresie ochrony środowiska jest fakt, iż „zanieczyszczenia powietrza w pomieszczeniach, które powstaje niemal wyłącznie dlatego, że 2,8 MILIARDA najbiedniejszych ludzi na świecie jest zmuszonych do gotowania i ogrzewania swoich domów poprzez spalanie brudnych paliw, takich jak drewno, obornik i tektura”. Jednak dzięki bogaceniu się świata od 1990 roku wskaźnik zgonów z tego powodu spadł z 8% do 4,7%. Podobnie z dostępem do „wody o podwyższonej jakości” dzięki bogaceniu się świata takich ludzi jest o 2,6 miliarda więcej jak w roku 1990. W związku z tym rodzi się pytanie jeżeli wdrożymy te kosztowne polityki klimatyczne i spowolnimy wzrost gospodarczy to czy zwiększy się liczba ludzi, którzy mogą ogrzewać swoje domy czymś innym jak odpady czy też mogą korzystać z czystej wody? Według autora tak nie będzie tak więc może warto byłoby się zastanowić nad propagowanym modelem walki ze zmianami klimatycznymi.

Wszystkie te czarne wizje nie uwzględniają również aspektu innowacji oraz adaptacji, które człowiek stosuje od początku historii. Jednak aby podążyć tą droga musimy wg Lomberga „Dopiero gdy przestaniemy krzyczeć , będziemy mogli określić najskuteczniejsze sposoby zarówno zajęcia się globalnym ociepleniem , jak i niesieniem faktycznej pomocy ludziom”. Niestety w dyskusji dotyczącej zmian klimatycznych obecna jest tylko jedna narracja, negatywna. Ta jak określa autor „kreskówkowa wersja” czyni w debacie o tym zjawisku więcej szkód jak pożytku.

Tego czego nie lubią aktywiści klimatyczni oraz ci, którzy im wierzą to wspomniane już wcześniej dane. W związku z tym ta książka zupełnie im się nie spodoba ponieważ przepełniona jest właśnie danymi. Począwszy od wykazania, że histeria dotycząca losów Niedźwiedzi Polarnych okazała się fałszywa, ich populacja wzrasta do danych dotyczących ofiar upałów. Okazuje się na podstawie danych z „Lancet” „każdego roku 140 tysięcy osób umierało z powodu upałów, a ponad dwa miliony z powodu zimna”. No ale media o tym nie mówią tak więc w społeczeństwie nie ma świadomości tego stanu rzeczy. Podobnie jeżeli chodzi o pożary. Dominuje histeria bez spojrzenia na kontekst ( choćby w Kalifornii budowa domów w miejscach narażonych na pożary) jak i danych „W porównaniu z rokiem 2000, nierealistyczny najgorszy możliwy scenariusz zakładający znacznie ocieplenie klimatu spowodowałby zwiększenie powierzchni objętej w skali globalnej o 8% w 2050 i 33% w 2100, ale nawet w tak odległej przeszłości byłoby to wciąż mniej niż powierzchnia dotknięta ogniem w roku 1950”

Chcących dostać więcej danych odsyłam do lektury. Kończąc jeszcze dwa wątki. Pierwszy to tzw. OZE. Nie tylko, że „pomimo tak ogromnych nakładów (…) zaspakajają łącznie tylko 1% światowego zapotrzebowania” to jeszcze są niestabilne. Znakomitym tego przykładem był modelowy projekt Greenpeacu zrealizowany w indyjskiej wiosce Dharnai „w której wszystkie aspekty życia zasilane są energią słoneczną. (…) w dniu, w którym włączono prąd baterie uległy rozładowaniu w ciągu kilku godzin. Chłopiec z Dharnai pamięta, że chciał odrabiać lekcji wczesnym rankiem przed wyjściem do szkoły, ale nie było wystarczająco dużo prądu, by zasilić jedną jedyną lampę w domu. (…) Greenpeace zaprosił szefa stanu na uroczyste otwarcie instalacji słonecznej, żeby ten mógł się spotkać z mieszkańcami pełnymi wdzięczności. Kiedy pojawił się, stanął przed tłumem ludzi wymachującymi transparentami, na których widniały żądania prawdziwej elektryczności ( takiej, której można używać do uruchomienia lodówki lub kuchenki)”.

Ten cały wysiłek, te wszystkie koszty, ten zmarnowany potencjał rozwojowy tylko po to by „ zgodnie ze standardowym  modelem panelu klimatycznego ONZ, obniży globalną temperaturę do końca stulecia o 0,004 C”  Tak ma to wszystko wielki sens.

sobota, 3 sierpnia 2024

Półka z płytami.

 

Myrkur „Spine” Relapse Records 2023

Trudno jest oprzeć się urokowi tej muzyki. Tak zgrabnie łączącej w sobie nastrojowość, elementy tradycyjnej muzyki ludowej ze Skandynawii, melodyjność z przebijającą się od czasu do czasu mocą heavy metalu.

W obcowanie z ostatnią płytą Myrkur wprowadza nas utwór Balfaerd pełen tajemniczości znakomicie oddającej duch tej muzyki zaklętej na srebrnym dysku. „Like Humans” fragmentami wręcz przebojowy, popowy utwór niepostrzeżenie pod koniec zmienia się w ognisty metalowy utwór. „Mothlike” rozpoczyna się od melorecytacji by przejść w rytmiczny rockowy utwór, który w pewnym momencie staje się ponownie ognistym heavy metalowym kawałkiem by skończyć prawie dyskotekowym rytmem. Kolejny utwór „My Blood Is Gold” jest znacznie spokojniejszy w zdecydowanej większości oparty o pianino i popisy wokale Myrkur. Połączeniem nastrojowej prawie wokalnej muzyki z potęga heavy metalu jest z kolei utwór tytułowy „Spine”. Zresztą jest to w pewien sposób cecha charakterystyczna ostatnich dwóch płyt artystki. „Valkyriernes Sang” zaczyna się niczym dawna muzyka grana przez Myrkur od ostrego heavy metalu, będzie on w tym utworze co pewien czas powracać w formie refrenów natomiast zwrotki wypełnione są rockowym graniem. To chyba utwór najbliższy temu co artystka grała przed 2020 rokiem i dlaczego nadal umieszczana jest w kategorii heavy metal. Trochę słabszym utworem na płycie jest”Blazing Sky” po którym następuje z lekka hipnotyzujący „Devil In The Detail” ponownie pokazujący wszystko co najlepsze w swojej muzyce ma do zaoferowania artystka. Pewien niedosyt zostawia kończąca płytę kompozycja „Menneskebarn”. Jednak w całości jest to całkiem udana album.

Lista utworów;

1. Bålfærd
2. Like Humans
3. Mothlike
4. My Blood Is Gold
5. Spine
6. Valkyriernes Sang
7. Blazing Sky
8. Devil in the Detail
9. Menneskebarn

niedziela, 28 lipca 2024

Przeczytane

 

Jacek Bartosiak „Zapiski w przededniu wojny. Czyli dzieci morza wzywają swoją matkę”.

Dzisiaj kiedy toczy się wojna na Ukrainie, kiedy jest co raz więcej symptomów odchodzenia Ameryki z Europy wszyscy wydają się tacy mądrzy i wszystko wiedzący. Dlatego tym bardziej  warto poczytać autora, który głosił, iż świat jest już w fazie zamętu i wojny zanim stało się to oczywistością dla wszystkich.

Strukturalnie książka składa się z dwóch części; w pierwszej mamy zaprezentowane chronologicznie rozważania p. Bartosiaka z lat 2020-2024 dotyczące szeroko rozumianej geostrategii, w drugiej wywiady, które autor przeprowadził ze swoimi gośćmi a dotyczą one tej samej tematyki.

Jednak choć głównym motywem przewodnim tej książki jest sytuacja międzynarodowa w świecie widziana z polskiej perspektywy to znajdzie się w niej jeszcze wiele innych interesujących wątków. W moim odczuciu najważniejszym z nich jest kompleks niższości, który mają Polacy wobec Zachodu. Wątek ten pojawia się w książce w wielu miejscach i dotyczy zarówno współczesności jak i przeszłości. Przejawia się to choćby w tym, że jeżeli o jakiś sprawach mówi/pisze Polak nie jest to takie ważne jak to co w tym samym temacie powie ktoś z Zachodu. Genezy tego jeden z rozmówców p. Bartosiaka, prof. Andrzej Nowak dopatruje się „ od wieku XVIII, właśnie od czasów oświecenia, kiedy wmówiono dużej, w każdym razie niemałej części elit Rzeczypospolitej, że oto stoimy na rozdrożu, gdzie jest do wyboru albo polskość albo nowoczesność”.

Jak wyglądać będzie nadchodząca wojna, na ile państwo polskie jest do niej przygotowane to w znakomitej większości treść tej książki. Niewątpliwie patrząc na obecne wydarzenia lepiej rozumiemy zmianę jaka dokonała się w prowadzeniu wojny. Jej rodzaje czyli np. wojna hybrydowa czy w kontekście naszej obecności w NATO wojna poniżej progu artykułu 5 traktatu waszyngtońskiego. Dla nikogo, kto obserwuje choćby pobieżnie sytuację międzynarodową nie powinno być zaskoczeniem, iż państwo polskie było i jest bardzo słabo przygotowane do czekających je wyzwań.

Dodatkowym obciążeniem jest wiara w wartości, które niby spajają politykę Zachodu wobec Rosji czy Chin. To przekłada się na myślenie, że państwa Zachodu błądzą rozmawiając z Rosją. Czy aby na pewno? Warto przeczytać tę książkę aby zobaczyć czy to na historycznych przykładach ( ładu wiedeńskiego) czy współczesnych ( budowa Nord Streamu) jak możnie tego świata realizują swoje interesy. Jak eliminują ze świata niepewności bo one to stanowią zagrożenie dla ładu a z niego mają te potęgi określone korzyści.

Czy rację ma Bartosiak proponując jako remedium na zmieniającą się rzeczywistość wokół Polski, aktywną obronę ? Nie mnie to osądzać. Zdając sobie sprawę ze społecznej rzeczywistości, iż taka debata nie obejmie szerokich mas to z utęsknieniem wypatruję takowej w środowisku eksperckim. Może nie potrafię jej dostrzec ale bardziej obawiam się, że ona nie istnieje. Bo logicznym wydaje się ciąg jaki przedstawia autor. Wybór strategii do niej dobieranie środków czyli zakupy uzbrojenia. Niestety nie tylko Bartosiak ale każdy kto choć trochę śledzi przestrzeń publiczną dostrzega, że jest zupełnie odwrotnie. Zakupy najlepiej czegoś co jest duże, na tle czego będzie można się pokazać w mediach to strategia rządzących w ostatnich latach. Czasy gdy za zakupy amerykańskiego sprzętu dostawało się gwarancję ochrony odchodzą do przeszłości. Dlatego tak ważna była by debata o tej naszej polskiej strategii do której na łamach tej książki nawołuje autor.

Czy istotą naszych obaw nie jest różnica w postrzeganiu Rosji w systemie europejskim? My, Bałtowie chcielibyśmy by była ona poza systemem europejskim. Jednak czy takie plany mają Francuzi czy Niemcy? Jaką w tej sytuacji politykę prowadzić? To kolejne istotne zagadnienia nad którymi pochyla się autor na łamach swojej książki. Warto prześledzić jego rozważania na ten temat, skonfrontować z faktami i wyrobić sobie swoją własną opinię. Pozwoli to na odejście od naiwnej wizji polityki międzynarodowej serwowanej w mediach, gdzie wszyscy ze sobą współpracują dla wspólnego dobra. Jako ludzie lubimy takie opowieści problem w tym, że są one całkowicie oderwane od rzeczywistości.

Tak na marginesie rozważań o strategii, wielkiej polityce w rozmowie przeprowadzonej przez autora i Alberta Świdzińskiego z Louisem-Vinncentem Gave’em pojawia się ciekawy wątek dotyczący zmian jakie wprowadzi w życie ludzi rozwój sztucznej inteligencji. Mianowicie SI wyeliminuje sporo pracy wykonywanej w biurach co spowoduje mniejsze zapotrzebowanie na absolwentów uniwersytetów co z kolei przełoży się na spadek zarobków w szeroko rozumianej biurokracji. Nietrudno dołożyć następne cegiełki mianowicie wzrost rozgoryczenia tej grupy społecznej, która sporo poświęciła by zdobyć wykształcenie a której nadchodzący świat nie oferuje świetlanej przyszłości.

Na koniec cytat pokazujący brutalność polityki międzynarodowej „Tak premier Singapuru przypomniał prezydentowi Filipin tą oczywistość. Oni [Amerykanie] nigdy nie poświęcą Los Angeles dla Manili, wiecie, że tak będzie” Czy poświęcą w razie czego Waszyngton dla Warszawy? Niech każdy odpowie sobie sam na to pytanie.

sobota, 27 lipca 2024

Półka z płytami.

 

Tangerine Dream „Exit”  Virgin Records 1981/2020

Wznowiona przez Virgin Records prawie po 40 latach płyta Exit zabiera nas do świata muzyki elektronicznej. Grupa Tangerine Dream obok Kraftwerk niewątpliwie należała zarówno do pionierów jak i najwybitniejszych przedstawicieli tego nurtu muzycznego. Zapewne nie jest on obecnie zbyt popularnym w swojej kanonicznej wersji jednak w różnych mutacjach dominuje w obecnej muzyce popularnej a zwłaszcza klubowej. Niestety czasy gdy występ grupy potrafił zapełnić słuchaczami poznańską Arenę bezpowrotnie minęły. Nie oznacza to, iż nie warto sięgnąć po tę płytę. Powiedziałbym zwłaszcza po tę płytę ponieważ jest ona w moim odczuciu obok Stratosfeara i Ricochet najlepszą płytą w dorobku grupy. A jest to dorobek niepośredni sięgający przełomu lat 60 i 70 XX w. Przystępując do słuchania tego typu muzyki musimy zdawać sobie sprawę z jej specyfiki polegającej na oparciu jej na syntezatorach i innych instrumentach klawiszowych. W wykonaniu grupy Tangerine Dream mają one zwłaszcza w bardziej dynamicznych, rytmicznych kompozycjach specyficzne brzmienia porównywane przez moją mamę do „wbijania szpileczek pod paznokcie”. A takowych utworów na tej płycie nie brakuje, by nie było, iż nie ostrzegałem przed wrogim przyjęciem tej muzyki. Generalnie nie ma na tej płycie słabych kompozycji, większość jak już wspominałem utrzymanych jest w dość rytmicznych i żywych rytmach. Starsze pokolenie doskonale zna tę grupę natomiast jeżeli ktoś chciałby wejść w świat muzyki Tangerine Dream to płyta stanowi do tego doskonałą okazję.

 Lista utworów;

1 Kiew Mission
2 Pilots of Purple Twilight
3 Chorozon
4 Exit
5 Network 23
6 Remote Viewing

Przeczytane

  Waldemar Łysiak „Malarstwo białego człowieka. Tom IV” Kolejna odsłona dzieła Waldemara Łysiaka poświęcona historii malarstwa. Tym ra...