sobota, 8 lipca 2023

Praying Mantis "Katharsis"

 Półka z płytami

 Praying Mantis „Katharsis” Frontiers 2022

Być może po wysłuchaniu tego albumu nie osiągniemy prawdziwego katharsis jednak czas spełniony przy ostatnim albumie Praying Mantis nie będzie czasem straconym. Zwłaszcza dla tych wszystkich, którzy lubią trochę ostrzejszą muzykę z dużą domieszką melodii. Już otwierający utwór „Cry For The Nations” pokaże wszystko co najlepsze w muzyce grupy. Energia, radość, melodia te trzy słowa najlepiej obrazują to co ma do zaoferowania zespół. Nawet w trochę słabszych utworach jak „Long Time Coming” jest potencjał zwłaszcza do śpiewania i bujania się na koncercie. W połowie płyty mamy trochę oddechu od rockowych szaleństw w postaci ballady „Sacrifice” może trochę topornej ale za to ozdobionej bardzo ładnym solem gitarowym. Jasne podobnie grających bandów są całe tuziny i Praying Mantis mają w tej szufladzie z melodyjnym rockiem mocną konkurencję. Uczciwie trzeba przyznać, że płytą „Katharsis” nie rzucą jej na kolana. Jednak również nie rozczarują wielbicieli tego typu dźwięków. „Wheels In Motion” czy „Masquerade”  a już zwłaszcza „The Devil Never Changes” będą tego dobrymi ilustracjami. Generalnie płyta zapewni spędzenie w miłej atmosferze prawie 50 minut, warto zaryzykować.

 

Lista utworów;

1. Cry For The Nations
2. Closer To Heaven
3. Ain’t No Rock ‘N’ Roll In Heaven
4. Non Omnis Moriar
5. Long Time Coming
6. Sacrifice
7. Wheels In Motion
8. Masquerade
9. Find Our Way Back Home
10. Don’t Call Us Now
11. The Devil Never Changes

piątek, 7 lipca 2023

Swansea City

 Z historii angielskich klubów.

zdjęcie; grafika googla

Swansea City

zdjęcie; mavink.com
Zmiany nazw klubów w Anglii może nie są tak częste jak w innych krajach jednak również się tutaj zdarzają. Tym niemniej najczęściej są efektem ich upadku, połączenie, etc. Przypadek Swansea, klubu założonego w 1912 roku jest na tym tle dość wyjątkowy. Mianowicie zmiana nazwy klubu związana była ze zmianą statusu miasta, jego awansem z town na city. Dokonało się to w roku 1970 i od tamtej chwili mamy do czynienia z nową nazwą Swansea City zamiast wcześniejszej Town. Pierwszy mecz jako City "The Swans" rozegrali 24 lutego 1970 a przeciwnikiem był Exeter Town a sam mecz zakończył się niezbyt pasjonującym wynikiem 0:0.

Warto przy tej okazji nadmienić, iż Swansea jest formalnie klubem walijskim, który w 1920 roku gdy został klubem założycielem ówczesnej III ligi przystąpił do angielskich struktur piłkarskich. Tak więc nic dziwnego, że w klubowych gablotach znajdziemy Puchary Walii, pierwszy z nich wstawiony został już w rok od powstania klubu w kwietniu 1913 roku gdy w finale tych krajowych rozgrywek „The Swans” pokonali Pontypridd 1:0. Jednak gabloty te wypełniają również inne puchary; za zwycięstwo w League Trophy i najcenniejszy z nich Puchar Ligi Angielskiej z 2013 roku gdy klub był u szczytu swojego rozwoju. Nie tylko występując w Premier League ale również grając piłkę, która mogła się podobać wszystkim jej miłośnikom. Trzeba przyznać, iż w ostatnich latach klub stał się miejscem gdzie swoją reputację zaczęli budować managerowie. Zaczęło się to od Brendana Rodgersa, jego następcami byli tam Graham Potter, Steve Cooper czy Russell Martin. Wszystko to są nazwiska znaczące na trenerskiej mapie Anglii i wszystkich ich łączy preferowanie technicznego, ofensywnego stylu grania.

zdjęcie; swanseacity.co.uk
 Niewielu piłkarzy w dziejach dokonało takiego wyczynu jak Billy Ball. Było on autorem pierwszej w dziejach klubu bramki i to zdobytej z odwiecznym rywalem a mianowicie Cardiff City 7 września 1912 roku. Jest on autorem również pierwszego w historii klubu hattricka i to też z ich największym rywalem, tym razem w półfinale Pucharu Walii 15 lutego 1913 roku i to na stadionie Ninian Park czyli Cardiff. Wreszcie zwieńczeniem tych pierwszych razów w historii jest pierwsza czerwona czerwona kartka jaką ujrzał gracz „The Jacks”

 Jeżeli wydaje się komuś, iż moda na pre-seasonowe tourne powstała współcześnie to spojrzenie w dzieje Swansea City rozwieje to przekonanie. Oni takie wyjazdy mieli już w latach 20-tych XX wieku. W 1927 roku udali się na wyprawę do Hiszpanii gdzie pokonali między innymi reprezentację Armii Hiszpańskiej, Bilbao czy Cathaloni Athletic. W przerwie pomiędzy tymi spotkaniami zagrali z trochę bardziej wymagającym rywalem a mianowicie szkockim Mothorwell.

 

 

zdjęcie; premierfootballcards.co.uk
Niewielu jest piłkarzy tak wiernych jednemu klubowi  jak Harry Griffiths, który spędził w klubie ponad 30 lat. Zaczynał od podawania piłek, został zawodnikiem i to z pokaźnym dorobkiem 450 występów w klubowej koszulce. Miał zaszczyt być kapitanem klubu by po zakończeniu piłkarskiej kariery pełnić funkcje scouta, trenera, fizjoterapeuty i wreszcie asystenta managera w latach 70-tych. Jego służbę klubowi przerwała śmierć w 1978 roku.

 

 

 


Wprawdzie większości zainteresowanych piosenka „ I’m forever blowing bubbles” kojarzy się z hymnem West Hamu ale okazuje się, że w latach 20-tych XX wieku tą przyśpiewkę mieli kibice Swansea. Zresztą to nie pierwsza w ich repertuarze pieśń. Już w chwilę po powstaniu klubu kibice mieli pieśń „The Swans War” na melodię wielkiego przeboju music hallowego „ Here Comes The Chocolate Major”

 

 

 

 

zdjęcie; przeglądsportowy
 Ponieważ do niektórych piłkarzy mam niewytłumaczalną słabość to zakończę opowieść o Swansea City postacią Jonjo Shelveya, który jest jedynym piłkarzem Swansea, który reprezentując barwy klubu wygrał mecz grając dla Anglii.

niedziela, 2 lipca 2023

Hejj "Węgry na nowo"

 Przeczytane

Dominik Hejj „Węgry na nowo”

 Dominik Hejj to nie tylko autor tej książki to również bliski krewny Jozsefa Antalla byłego premiera Węgier. Tak więc niewątpliwie ma dużą wiedzę o tym państwie i w książce tej dzieli się tą wiedzą. Walorem jej jest również jasne postawienie tezy jaką będzie chciał w niej udowodnić, „Fidesz podjął próbę zbudowania nowego archetypu Węgra”. Skoro Fidesz i skoro to książka głownie o współczesnych Węgrach to nie może dziwić, iż główne w niej miejsce zajmuje Viktor Orban.

Z mojej perspektywy zaletą tej książki jest ukazanie mechanizmu politycznego działającego na Węgrzech. Funkcjonowania ordynacji wyborczej, specyfiki węgierskich referendów czy też pokazanie zmian w ustawie zasadniczej. Jednak dla szerszego grona odbiorców ciekawe może być również wyjaśnienie znaczenia traktatu w Trianon dla współczesnych Węgier, przedstawienie symboliki związanej z Turulem legendarnym ptakiem, jednym z symboli Węgier mającym również ponad  regionalne znaczenie. Pokazanie drogi Fideszu do władzy na Węgrzech. Nie uzyskałby Orban tej władzy ponownie gdyby nie skrajnie nieudolna, dogmatyczna polityka socjalistów węgierskich, którzy doprowadzili do ponad 11% bezrobocia, spadku PKB prawie o 8 pp czy prawie załamania się finansów publicznych ( obligacje skarbu państwa były po 12,72%) za  rządów Gyurcsany’ego. Brutalne stłumienie protestów przeciwko jego rządom dało koło zamachowe do działalności Fideszu i ostatecznie wyniosło tę partię w 2010 do władzy, niemal absolutnej na Węgrzech .

Każdy kogo interesuje odpowiedź dlaczego Węgry pod rządami Orbana prowadzą taką a nie inną politykę powinni przeczytać tę książkę.

Jednak czytając tę książkę warto pamiętać o tezie jaka przyświeca autorowi i zdawać sobie sprawę z jego sympatii politycznych. Dopiero w tym świetle możemy zrozumieć niektóre jej passusy. Ot choćby ataki na Orbana za jego politykę wobec UE. A jest ona w pewien sposób banalnie prosta, członkostwo w UE ma przynosić korzyści Węgrom. Jeżeli tak nie jest Orban nie boi się krytykować unię „Przystąpiliśmy od UE, bo zaproponowano nam [ Węgrom] integrację, na której zyskują i oni i my. Integracja oznacza wspólne działanie. Mamy pole wspólne, ale reszta pozostaje w sferze suwerennych decyzji”. Wydaje się to takie oczywiste jednak w oczach euroentuzjastów a do takich należy autor tej książki jest to niezrozumiała polityka i szarganie unijnych świętości.

Mieszkańcy zamkniętych osiedli, podmiejskich rezydencji raczej nie będą mieli styczności z Cyganami czy też imigrantami. Dlatego też są tak pozytywnie do nich ustosunkowani. To, iż Fidesz podejmuje próby zmierzenia się z tymi problemami nie powinno stanowić podstawy do stawiania mu  zarzutów przez autora. Jednak zapewne ideologiczne zapatrywania Hejjka wzięły w tym przypadku górę nad faktami.

Podobnie ma się sprawa z oceną Jobbiku przed twistem jaki wykonał przed wyborami w 2022 roku. Powoływanie się po wybuchu wojny na Ukrainie na Mosze Kantora i używanie go jako autorytetu jest groteskowe.

Ocena wydarzeń poprzez pryzmat ideologii pojawia się choćby w kontekście II wojny światowej. Autor nie zauważa faktu, że choć Węgry były sojusznikiem Hitlera to nie wydawały węgierskich Żydów Niemcom. Stało się tak dopiero po wkroczeniu wojsk niemieckich na Węgry w marcu 1944. Tak więc próba zrzucenia odpowiedzialności na Węgry za Holocaust jest nietrafiona. Promowanie optyki żydowskiej jest też trochę dziwne, nie każdy pomnik na Węgrzech czy na świecie musi podobać się stosownej gminie żydowskiej i stawianie z tego powodu zarzutu jest trochę dziwne.

Można by przytoczyć jeszcze wiele innych przykładów na to, iż obraz Węgier w książce „Węgry na nowo”  mamy nawet nie oczami Hejjka co wręcz ideologii przez niego wyznawanej. Wydaje się, że to ideologiczne zaangażowanie nie pomaga książce bo tak gorliwe zaangażowanie się po jednej stronie sporu „ Późna jesień 2018 roku rozbudziła nadzieje, także w Europie, że Węgrzy jednak bierni nie są , NIESTETY [pod. moje] okazały się płonne” prowadzi do niezauważenia dlaczego to Fidesz od 2010 cieszy się tak wielkim poparciem. Po prostu nie jest dogmatyczny, z jednej strony realizuje program socjalny z drugiej słucha Węgrów i jeżeli coś budzi ich niechęć to potrafi się z tego wycofać, vide zakaz handlu w niedzielę czy organizacji Igrzysk Olimpijskich w Budapeszcie.

Bo na całym świecie rządzący konstruują sprzyjające im ordynacje wyborcze ( choćby Francja) czy starają się pozyskiwać media( przykład Węgier sprzed 2010 r, Polski sprzed 2015 czy monopolu informacyjnego we wspomnianej Francji czy choćby Niemczech gdzie w mediach mainstreamowych o AfD i jej wyborcach  mówi się tylko źle bez próby zrozumienia dlaczego ta partia cieszy się wzrastającym poparciem)

sobota, 1 lipca 2023

 Półka z płytami.


Sezen Aksu „Işık Doğudan Yükselir ‘ ex oriente lux” Cinar muzik 2008

Muzycznie w Turcji jeszcze nie byłem. Paradoksalnie okazja do tego by tam zawędrować nadarzyła się w Londynie. Czasy gdy płyty cd co raz szybciej odchodzą do przeszłości mają też pewien pozytyw. Ich cenny w większości są co raz niższe. Tym sposobem za równowartość około 10 złotych nabyłem pierwszą płytę z Turcji i śpiewaną w języku tureckim.

Majestatyczny wstęp w pełni godzien gmachów filharmonii tylko utwierdził  mnie w przekonaniu o słuszności zakupu. Po chwili zmieniamy muzyczny nastrój, ba zmieniamy zupełnie świat. Utwór „Davet” przenosi nas do jakieś sali w Anatolii gdzie wspaniały głos wokalistki wypełniający ten utwór z lekkim dodatkiem różnych orientalnych instrumentów opowiada nam jakąś dramatyczną historię. Płytę tę wypełniają piosenki będące połączeniem muzyki folk, piosenki autorskiej i zwykłych piosenek. Choć uczciwie trzeba przyznać, że dominują te nawiązujące do tureckiej muzyki ludowej. Z dużą ilością instrumentów blaszanych, trąbek, niezwykle żywiołową. Te dynamiczniejsze  utwory przeplatane są nastrojowymi kompozycjami gdzie dominuje wokal a tłem dla niego są instrumenty.

Ciekawa wycieczka w rejony zupełnie odmienne od estetyki do której jestem przyzwyczajony. Raczej nie stanę się wielkim fanem muzyki tureckiej, choć kto wie może odkryję jakiś zespół heavy metalowy czy progrockowy śpiewający w tym egzotycznym języku.

Lista utworów;

1 Işık Doğudan Yükselir
2 Davet
3 Son Sardunyalar
4 Alâturka
5 Yaktılar Halim'imi
6 Rakkas
7 Onu Alma Beni Al
8 Yeniliğe Doğru
9 Ne Ağlarsın
10 Ben Annemi İsterim
11 Var Git Turnam (Yar ko parag boyin mernem - Bingöl)
12 La İlahe İllallah

Przeczytane

  Waldemar Łysiak „Malarstwo białego człowieka. Tom IV” Kolejna odsłona dzieła Waldemara Łysiaka poświęcona historii malarstwa. Tym ra...