sobota, 12 sierpnia 2023

Ian Hay, Casssandra Welles „Football Grounds from the Air”

 Przeczytane

 

Ian Hay, Casssandra Welles „Football Grounds from the Air”

Zapewne na pytanie czym jest piękno padnie tyle odpowiedzi ilu będzie zapytanych. Ba jeden człowiek może wymienić kilka osób lub rzeczy, które określi jako piękne. Na postawione samemu sobie pytanie odpowiadam, że jedną z takich rzeczy tego świata, które określiłbym jako piękne są stadiony. Zwłaszcza angielskie. I album ten w pełni zaspakaja moje potrzeby obcowania z czymś pięknym. Takie uczucie może podzielić każdy miłośnik piłki nożnej przeglądając ten album z fotografiami Iana Haya. Ma on dość prosty ale zarazem odpowiedni układ, zdjęcie stadionu czasami dwa jak nazwa albumu wskazuje zrobionymi z lotu ptaka oraz, krótka historia obiektu autorstwa Cassandry Welles.

Zdjęcia należy niespiesznie kontemplować, podziwiać zwłaszcza przy tych starszych stadionach wplecenie ich w tkankę miasta gdy tworzą integralną z nią całość. Ponieważ większość fotografii powstało pod koniec minionego wieku a publikacja ukazała się w 2006 roku to można również zaobserwować jak zmieniły się przed to prawie ćwierćwiecze brytyjskie stadiony.

Tekst dołączony do każdego zdjęcia zawiera podstawowe informacje, kiedy stadion zbudowano, jak przebiegała jego rozbudowa czasami dodane są jeszcze inne fakty. Ich lektura pozwala nawet osobie, która zna się na angielskiej piłce dostrzec rzeczy, które odchodzą w niepamięć. Choćby w czasach dzisiejszego bumu frekwencyjnego jak żart brzmią informacje, iż na Stamford Bridge w sezonie 1982-83 frekwencja potrafiła spaść poniżej 7 tysięcy widzów na meczu. Skuteczna polityka walki z bandytyzmem stadionowym na gruncie krajowym rozpoczęta przez rząd Margaret Thatcher zmieniła tę sytuację diametralnie.

 Trzeba przyznać, iż nazwy trybun na brytyjskich stadionach były i są mało oryginalne. Dominują nazwy „główna trybuna” lub określenia geograficzne, północna, południowa, etc trybuna. Na tym tle wyróżniają się trybuny The Kop z tą najsłynniejszą na stadionie Liverpoolu ale takie trybuny spotkamy również na obu stadionach w Sheffield czy Leeds i wielu innych.

Amarok "The Storm"

 Półka z płytami

Amarok „The Storm” Oscar Records 2022

Wznowienie wydanej pierwotnie w 2019 roku płyty polskiego zespołu Amarok zabiera nas w regiony post rocka, ambientu, world music. Jak by nie nazwać tego wszystkiego czego słyszymy na płycie „The Storm” najważniejszy jest fakt, iż jest to bardzo interesująca muzyka. Bazuje ona głównie na nastroju, charakterystycznych dla ambientu plamach muzycznych. Bardzo dobrze to słychać w dwóch pierwszych kompozycjach „Warm Coexistence” i „Dark Mode”. Na tle tych dźwięków pojawiają się bądź to charakterystyczna dla rocka progresywnego „łkająca gitara” czy różne oryginalne dźwięki. Wprawia to słuchacza w kontemplacyjny nastrój, tym bardziej, że przez ponad pierwszych 20 minut jest to w sumie bardzo spokojna muzyka. Dopiero w drugiej połowie utworu „Natural Affinity” słyszymy na moment głośniejsze dźwięki by po chwili ponownie przejść do łagodniejszych tonów. Choć jest to muzyka dosyć stonowana to odpowiednie posługiwanie się nastrojem na tej płycie powoduje, że słuchając jej możemy odczuwać pewne zaniepokojenie, wrażenie, iż coś się za moment wydarzy. Wykreowanie takiej atmosfery przez zespół, a tak w rzeczywistości przez jego lidera, kompozytora i multiinstrumentalistę Michała Wojtasa jest zaletą tego krążka bo choć muzyka w pierwszym odbiorze może wydawać się monotonna to gdy wczujemy się w  jej klimat to będziemy chcieli do niej wracać.

Lista utworów;

1. Warm Coexistence (7:28)
2. Dark Mode (5:10)
3. Natural Affinity (11:04)
4. All the Struggles (7:30)
5. Uplifting (10:42)
6. Subconsciousness (3:18)
7. Facing the Truth (The Grand Finale) (3:18)
8. The Song of All Those Distant (5:04)
9. The Storm (4:35)

piątek, 11 sierpnia 2023

Watford F.C.

 Z historii angielskich klubów.

 

grafika; google

Watford F.C.

 Z pewnym zdziwieniem odkryłem, iż ten podlondyński klub nie ma na koncie większych sukcesów. Owszem byli mistrzami ale drugiej, trzeciej i zwartej ligi. Nawet pucharu krajowego nie zdobyli. Dlaczego więc klub wydaje się większym jak jest w rzeczywistości? Wydaje się, że odpowiedź jest stosunkowo prosta. Jeżeli prezesem klubu był artysta o światowej sławie to wpłynęło to na wielkość klubu. Tym artystą był Elton John honorowy prezes klubu do dzisiaj a faktyczny w latach 70-tych i  80-tych. On uczynił klub rozpoznawalnym ponad lokalną społeczność.

zdjęcie; watfordfc com

 Lata 80-te to chyba czas największych sukcesów klubu, wicemistrzostwo Anglii, finał Pucharu. Za tymi sukcesami stał ówczesny manager Graham Taylor i drużyna pełna gwiazd; Kenny Jackett, Luther Blissett i największy z nich John Barnes. Realia piłkarskiego świat nie stały się okrutne dopiero obecnie, bardzo szybko zawodnicy ci zostali kupieni przez potężniejsze kluby a największą karierę poza Watfordem zrobił niewątpliwie John Barnes skrzydłowy a później pomocnik Liverpoolu i reprezentacji Anglii.

zdjęcie; watfordfc com

Blissett, Barnes, Troy Deeney to nazwiska znane z pewnością miłośnikom angielskiej piłki i choć to wybitni snajperzy ( Blissett jest rekordzistą klubu pod względem zdobytych bramek 148) to w klubowej galerii sławy znajdzie się jeszcze miejsce dla innych napastników ze swoimi osiągnięciami. Pierwszym z nich jest Fred Pagnam reprezentujący barwy klubu w latach 20-tych XX wieku. Był to jego ostatni przystanek w karierze zawodnika, karierze dość udanej dość wspomnieć, iż wcześniej grał m.in. w barwach Liverpoolu i Arsenalu. Może on poszczycić się największą ilością hattricków w dziejach Szerszeni a mianowicie miał takich osiągnięć 7. Ten rekord być może zostanie pobity w przyszłości jednak niezagrożone wydaje się osiągnięcie Pagnama polegające na tym, iż trafił on trzy razy do bramki w dwóch kolejnych meczach, by było jeszcze trudniej mecze te miały miejsce z tym samym przeciwnikiem ( Gillingham), natomiast by osiągnięcie to było nie do pobicia mecze te miały miejsce dzień po dniu 26 i 27 grudnia 1927 roku. Co ciekawe w tych dwóch meczach padło łącznie sześć bramek wszystkie zdobył Pagnam.

 Jeżeli już wspominamy mecze w okresie świątecznym to warto przy tej okazji dodać, iż przez pewien okres czasu grano na Wyspach nawet w Boże Narodzenie. Być może niedługo ta data pojawi się ponownie w piłkarskim kalendarzu ale tutaj mówimy o czasach gdy przynajmniej formalnie UK było krajem chrześcijańskim a jak w latach 80-tych na potrzeby telewizji pojawiły się mecze w niedzielę to zgody na to udzielić musiał Kościół Anglikański.  25 grudnia nie przypadkowo wybrany był na dzień rozgrywania meczów, w tym przypadku nie stały za tym żadne „wrogie siły”. Po prostu decydowały czynniki socjologiczne, był to dzień wolny od pracy, klasa robotnicza w Anglii z której rekrutowało się gro kibiców mieszkała głównie w czynszowych mieszkaniach. Nie oferowały one zbyt dużo wolnego miejsca tym bardziej , iż nie zawsze zamieszkiwała je jedna rodzina. To wszystko powodowało, że ludzie spędzali czas w tym dniu na wolnym powietrzu. Skoro już wychodzili z domu to równie dobrze mogli udać się na stadion. Stąd narodził się pomysł rozgrywania meczy w Boże Narodzenie. Jednak wraz ze wzrostem poziomu życia okazywało się, że ludzie cenią sobie komfort własnych domków do których się przenosili. Zaczęło to wpływać negatywnie na frekwencję meczów granych 25 grudnia. Ostatni mecze rozegrany przez Watford w tym dniu w 1956 z Ipswich zgromadził 4544 widzów, prawie o 5 tysięcy mniej jak średnia frekwencja w sezonie. Nieska frekwencja nie tylko w skali Watfordu ale w ujęciu ogólnoangielskim przesądziła o losie meczów rozgrywanych w tym szczególnym dniu.

 Po tej dygresji kończąc wątek specjalnych osiągnięć napastników warto wspomnieć jeszcze o dwóch. Mianowicie Danny Graham i Frank McPherson to gracze Szerszeni, którzy strzelali bramki w siedmiu kolejnych meczach z rzędu. Co ciekawe ich wyczyny dzieli 82 lata bo McPherson dokonał tego w 1929 roku a Graham w 2011.

zdjęcie; ebay com
W obecnych czasach żółte i czerwone kartki nie robią już większego znaczenia, zupełnie inaczej było w dawnych czasach. Nie tylko nie używano kartek ale usunięcie zawodnika z boiska wiązało się z bardzo poważnymi konsekwencjami. Sytuacji takiej doświadczył Frank Barson były reprezentant Anglii, który przyszedł do klubu w maju 1928. W nowym klubie rozegrał ledwie dziesięć meczów bo 29 09 1928 gdy przeciwnikiem The Hornets był Fulham został  przez sędziego za kopnięcie przeciwnika wyrzucony z boiska. Kara orzeczona przez Football Asociation była bardzo surowa. Został  zawieszony do końca sezonu. Stanowiska władz piłkarskich w Anglii nie złagodziła nawet  petycja  o złagodzenie kary podpisana przez  15 tysięcy sygnatariuszy.

 Niewiele brakowało by Watford pogrążył się w świecie skąd trudno się wydostać. Mam na myśli niższe ligi rozgrywkowe. Bo choć w 1920 został założycielem trzeciej ligi zawodowej w Anglii to dwukrotnie w swojej historii zają ostanie miejsce w najniższym poziomie rozgrywkowym. Obecnie oznacza to degradację i niełatwe życie na zapleczu piłki zawodowej czego dobrymi ilustracjami są losy Wrexham, Oldham czy Chesterfield. Jednak system automatycznych spadków i promocji pomiędzy Football Leagu a National Leagu nie obowiązywał w 1927 i 1951 roku gdy zajęli ostatnie miejsce na najniższym ówcześnie poziomie rozgrywek czyli 3 lidze. W tym przypadku zbierał się specjalny komitet i dokonywał głosowania czy ktoś ma spaść z ligi i czy zastąpić ten klub zwycięzcą rozgrywek w National League. W obu przypadkach komitet okazał się łaskawy dla Szerszeni i w głosowaniu pozostawił ich w lidze.

Kończąc bardzo pobieżny przegląd różnych ciekawostek z dziejów The Hornets chciałbym wspomnieć jeszcze o dwóch rzeczach.

zdjęcie; watfordgold org uk

Sporo widziałem, sporo czytałem, sporo wreszcie wiem o piłce nożnej jednak muszę przyznać, iż takich przypadków jak te dwa nie znałem wcześniej. Mianowicie wielu jest bramkarzy, którzy obronili karne, całkiem dużo również takich, którzy strzeli bramki z karnego choćby Chivallier czy Butt, jednak obronić karnego i strzelić gola z karnego w jednym meczu! Znam tylko jeden taki przypadek mianowicie William „ Billy” Biggar w meczu z Coventry 20 02 1909 popisał się takim wyczynem.

 

 

 

 

 

 

Tego co wydarzyło się 12 maja 2013 maja w rewanżowym meczu play-offów z Leicester nie da się opowiedzieć. Jest to kwintesencja tego wszystkiego co powoduje, iż piłka nożna jest tak pasjonującą grą. Przenieśmy się więc  na Vicarage Road , 94 minuta rewanżu, reszta jest piłką nożną 


 

niedziela, 6 sierpnia 2023

Stefan Turschmid „Ikony. Opowieść o terrorystach”

 Przeczytane

 Stefan Turschmid „Ikony. Opowieść o terrorystach”

Po lekturze książki „Ikony. Opowieść o terrorystach” Stefana Turschmida nie można oprzeć się wrażeniu dotyczącym potęgi słowa. Skąd taka refleksja? Wynika ona z faktu, że czytając tę książkę zaczynamy odczuwać sympatię, nawet zrozumienie do w sumie odrażających czynów jakim były ataki terrorystyczne na funkcjonariuszy państwa rosyjskiego przed rewolucją bolszewicką. By tak poprowadzić narrację by kibicować zabójcom, autorom zamachów, w których ginęli również przypadkowi ludzie, trzeba posiadać dar posługiwania się słowem na najwyższym poziomie.

 Również konieczne jest posiadanie ogromnych umiejętności w posługiwaniu się tym słowem by napisać wciągającą powieść o postaciach historycznych. Przynajmniej część czytelników wie jak potoczyły się losy Zazulicz, Spiridonowej czy Sawnikowa, jakie czyny popełnili. Jednak nawet dla nich lektura książki Turschmida jest wielce frapująca. Idealnie potrafi on znaleźć lukę pomiędzy tym co było a tym czego nie wiemy i w sposób mistrzowski ją wypełnić fabułą. Jest ona na tyle frapująca, że nawet osoby specjalnie nie zainteresowane historią mogą spokojnie sięgnąć po tę książkę i potraktować ją jak kryminał lub powieść sensacyjną z bogatym społecznym tłem.

Jakże dziwną była Rosja carska, przyzwyczailiśmy się uważać ją za państwo despotyczne. Z pewnością takim była, przeciwnicy caratu podlegali tam represjom. Jednak dopiero komuniści nadali słowu represje stosowny wymiar. W świetle ich zbrodni Rosja carska ze swoim aparatem przymusu wydaje się być zabawą amatorów. Z autentycznie  wybieralnymi sędziami przysięgłymi w sprawach politycznych, z setkami skazanych na katorgę, którzy z tej katorgi zdołali uciec. W świecie komunistycznym rzeczy niepojętne. Być może symboliczną odpowiedzią na tę zagadkę jest postać Anatolija Konina, senatora, sędziego członka Rady Państwa, który był rzekomo niezłomnie wierny zasadom prawa. Jednak czy to było prawdą? Czy w rzeczywistości nie wykorzystywał on autorytetu sędziego by niszczyć państwo ponieważ nie zgadzał się z jego zasadami? Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że człowiek tak przywiązany do zasad prawa po rewolucji komunistycznej gorliwie wspierał tych barbarzyńców?

Tak jak wspominałem głównymi bohaterami powieści są rosyjscy terroryści działający na przełomie XIX i XX w. Autor w literackiej formie stara się ukazać ich motywacje, czyny, otoczenie w jakim działali. Ponieważ czyni to w wybitny sposób warto sięgnąć po tę lekturę. 

sobota, 5 sierpnia 2023

Gandalf's Fist "The Clockwork Fable"

 Półka z płytami

 Gandalf’s Fist „ The Clockwork Fable” 2016

Według wszelkich znaków wynikających z analizy książeczki dodanej do wydawnictwa, płyta została wydana nakładem samego zespołu. Tym bardziej grupie należy się szacunek za wiarę w swoje dzieło. Muzycy postanowili zmierzyć się z wielką formą muzyczną – operą. Tak więc na trzech płytach otrzymujemy ponad 3 godziny „muzyki” składającej się na rockową a właściwie prog rockową operę. To oczywiście skazuje tę produkcję na tak głęboką niszę, że trudno jej się będzie z niej wydobyć. Taka ilość „muzyki”, we współczesnym świecie jest raczej nie do strawienia. Nie wynika to z marnej jej jakości ale z ogromnej jej ilości. Druga sprawa to już moje indywidualne podejście do muzyki. jakoś nie mam przekonania do tego co muzycy mają ciekawego do powiedzenia o świecie, raczej niczego się po nich nie spodziewam. Dlatego też  libretto do tej rock opery niespecjalnie mnie ciekawi. Parokrotnie użyłem sformułowania muzyka pisanego w cudzysłowie ponieważ na 33 utworów jakie znajdują się na tych płytach 17 stanowią teksty recytowane mające za zadanie przedstawiać literacką treść dzieła. Gdyby je wyrzucić uzyskalibyśmy całkiem interesującą płytę utrzymaną jak wspominałem w konwencji prog rocka. Fragmentami bardzo melodyją mającą potencjał na zainteresowanie miłośników tego typu grania. Obawiam się, że przyjęcie formuły rock opery zwęziło grono potencjalnych słuchaczy ze szkodą zarówno dla nich jak i  dla zespołu. Ponieważ nagrał on ciekawą muzykę jednak opakował ją w formę trudną do polubienia przez liczniejsze grono odbiorców.

Lista utworów;

CD 1 - Act I: The Day the Great Cog Failed (66:55)
1. The Traveller and the Lighter (4:13), 2. Shadowborn (6:51), 3. The Unminable Zone (2:32), 4. The Lamplighter (Parts I-VIII) (15:57), 5. In the Cavern of the Great Cog (3:52), 6. The Great Cog (5:15), 7. The Shadow Rises... (5:52), 8. The Capture (Including the Song for a Fallen Nightkeeper) (6:51), 9. Waiting for Exile (7:05), 10. Eve's Song (8:27)

CD 2 - Act II: Of Men and Worms (65:15)
11. A Sermon for Shadowmas (1:18), 12. Victims of the Light (9:10), 13. Old Friends, New Enemies (4:23), 14. Ditchwater Daisies (7:22), 15. De-ranged (3:30), 16. The Lamplighter (Parts IX-XIII) (12:13),
17. In the Name of the Spy (2:56), 18. The Bewildering Conscience of a Clockwork Child (10:20),
19. Escape! (3:25),20. A Solemn Toast for the Steam Ranger Reborn (10:38)

CD 3 - Act III: From Burrows We Came (61:52)
21. The Oldest Flame (1:58), 22. The Lamplighter (Parts XIV-XV) (2:58), 23. Flight for the Surface (2:10), 24. The Climb (12:24), 25. At the Summit (8:05), 26. Fight for the Light (8:08), 27. Quest for Power (1:12), 28. At the Sign of the Aperture (12:33), 29. A Machine Serves His Purpose (1:30)
30. The Clockwork Fable (5:13), 31. Escape from Cogtopolis (1:14), 32. Through the Lens (3:25)
33. Epilogue - Oh Bugger! (1:02)

piątek, 4 sierpnia 2023

Walsall F.C.

 Z historii angielskich klubów.

grafika; google

Walsall F.C.

zdjęcie; saddlers co uk
 Jeden z wielu klubów, które tworzą solidne fundamenty piramidy futbolowej w Anglii. Bez większych sukcesów, ledwie 6 sezonów na drugim poziomie rozgrywek w Anglii. O tym jakie miejsce w świecie brytyjskiej piłki zajmują najlepiej świadczy fakt, iż pierwszy raz w jej świątyni czyli na stadionie Wembley mieli okazję zagrać dopiero w 2015 roku.  Jednak swoją bazę kibicowską na poziomie 5 tysięcy kibiców średniej meczowej frekwencji mają. Gdyby choćby w Polsce tak było to mniej klubów wisiałoby na kroplówce z miasta a w rodzimej Ekstraklasie jest takich klubów osiem. Wracając jeszcze na chwilę do tego meczu na Wembley to w podróż do Londynu wybrało się prawie 30 tysięcy kibiców „The Saddlers”. Niestety musiała im pozostać tylko satysfakcja, że oglądali swój klub w takim miejscu ponieważ sam finał League Throphy zakończył się porażką Walsall z Bristol City 0:2.

zdjęcie; facebook com fellowspark
Skoro jesteśmy przy stadionach to klub w swojej 135 letnie historii miał ich dwa. Pierwszy Hillary Street przemianowany w 1930 na Fellows Park i ten obecny Bescot Stadium użytkowany od 1990 roku. Fellows Park choć dzielnie służył gospodarzom był obiektem nie tylko nie przystającym do futbolu z XXI wieku ale mającym pewną dość paskudną  przypadłość. Mianowicie dość często ulegał zalaniu tak, że gra na nim była niemożliwa. Zdarzało się to raz na kilka sezonów ale taka przypadłość jest dość uciążliwa. Tym bardziej, iż zdarzały się takie historie jak ta z sezonu 1967-70 gdy mecz z Brighton musiał być przekładany czterokrotnie z powodu zalanej murawy i finalnie rozegrany został na stadionie West Bromwich. Wyjazd do pobliskiego miasta musiał być dla kibiców The Saddlers pewną atrakcją skoro na The Hawthorns pojawiło się ich 7535 co stanowiło drugą najwyższą frekwencję w sezonie na meczu Walsall.

zdjęcie; twitter com WCFOfficial
Ostatnim meczem na Fellows Park było spotkanie z Rotherham i zakończyło się remisem 1:1. Nie byłoby w tym zapewne nic ciekawego gdyby nie historia zdobywcy ostatniej bramki dla Walsall na ich starym stadionie, Andy Dornana. Zagrał on dla The Saddlers 149 meczów ale zdobył tylko jedną bramkę. Właśnie tą kończącą historię Walsall na ich pierwszym obiekcie.

Jeżeli zapytać kibiców Rymarzy co było największym sukcesem klubu to znaczna ich część bez wahania wskaże na rozgrywki o Puchar Ligi w sezonie 1983-84 gdy piłkarze Walsall dotarli do półfinału. Po wyeliminowaniu Blackpool, Barnsley i Shrewsbury w IV rundzie udali się na wyjazd na Highbury czyli na dawny stadion Arsenalu. 



W zasadzie wynik wydawał się przesądzony po jednej stronie Pat Jennings, David O’Leary czy Charlie Nicholson a z drudiej strony Mark Rees czy Ally Brown. A jednak ci dwaj ostatni zostali bohaterami spotkania i autorami jednaj z największej sensacji w dziejach klubu. A sen trwał dalej nie tylko, że w ćwierćfinale pokonali Rotherham to wynik pierwszego półfinału mógł budzić wielkie nadzieje. Mianowicie mecz zakończył się wynikiem 2:2 a rewanż piłkarze Walsall grali na własnym obiekcie. Był tylko jeden problem ich rywal – Liverpool. Rewanż zakończył się sukcesem The Reds. Sen dobiegł końca jednak w pamięci kibiców The Saddlers został już na zawsze.

 

 

 


W obecnych czasach piłkarze w wieku około 40 lat nie budzą już tak wielkiego zdziwienia. Jednak w czasach przed II wojną światową występy 44 letniego Harrego Waita były nie lada sensacją. Tym bardziej, iż przez sześć poprzednich sezonów nie rozegrał żadnego meczu i tak w zasadzie skoncentrował się na byciu trenerem. Jednak czasami okoliczności kreują nieoczekiwanych bohaterów. W trakcie wzmiankowanego sezonu dwóch pierwszych bramkarzy klubu Peter McSevich i Billy Bryan doznało kontuzji. W takiej sytuacji na ostatnich pięć spotkań w kampanii między słupkami stanął Harry Wait. Bilans jak na okoliczności miał całkiem przyzwoity, 4 bramki wpuszczone ale 3 mecze wygrane.

zdjęcie; premierfootballcards org uk
Na koniec jeszcze jedna ciekawostka z dziejów Walsall. Mianowicie nieczęsto się zdarza by na szczycie tabeli wszechczasów w kategorii ilości strzelonych bramek znajdowało się dwóch graczy. Tak jest tutaj Tony Richards i Colin Taylor zdobyli ich po 184. Jedyną różnicą jest ilość sezonów jakie potrzebowali by osiągnąć ten wynik, pierwszy z nich dokonał tego w ciągu 9 a drugi potrzebował 13 sezonów by zdobyć tyle bramek.

Przeczytane

  Waldemar Łysiak „Malarstwo białego człowieka. Tom IV” Kolejna odsłona dzieła Waldemara Łysiaka poświęcona historii malarstwa. Tym ra...