niedziela, 7 września 2025

Przeczytane

 

Andrzej Friszke „Czekanie na rewolucję. Komuniści w II Rzeczypospolitej 1921-1926”.

Drugi tom dziejów komunizmu w Polsce jak sugeruje podtytuł przenosi nas do I połowy lat 20-tych XX. Ponownie ( jak przy pierwszej części) należy podkreślić warsztat autora. Nie ukrywa on swoich socjalistycznych sympatii jednak w narracji kieruje się prawdą historyczną. Można rzecz, iż książka ta jest wzorcem pracy historycznej. 

W pewien sposób zrozumiałe są ramy czasowe pracy. Rok 1921 to pierwszy rok końca wojny polsko-rosyjskiej, która wbrew nadziejom i działaniom komunistów przyniosła Polsce niepodległość, grzebiąc ich plany przyłączenia Polski do Rosji Sowieckiej. Natomiast rok 1926 to rok zamachu majowego, który nie tylko kończy krótki epizod demokracji w Polsce ale również kończy nadzieje komunistów na wywołanie rewolucji.

Tym niemniej z punktu widzenia „bohatera” książki najważniejsze wydaje się to co wydarzyło się w związku z II zjazdem Komunistycznej Partii Robotniczej Polski ( taką nazwą posługiwali się wtedy komuniści). Dlaczego tak sądzę? Ponieważ wtedy po raz ostatni do czasów sporu Gomułki ze Stalinem o tempo kolektywizacji rolnictwa w Polsce, komuniści działający na ziemiach polskich sprzeciwili się woli Moskwy. Tzw grupa 3W ( Warski, Koszutska, Horowitz) miała odmienne od Kominternu zdanie na temat m.in. frontu ludowego oraz sposobów w jaki ma dojść do wprowadzenia komunizmu w Polsce. Na tyle na ile pozwalają na to źródła ( prawie wszyscy uczestnicy tamtych wydarzeń niezależnie od tego jakie zajęli wtedy stanowisko zginęli w ramach stalinowskich czystek a archiwa Kominternu są niedostępne ponieważ znajdują się w Moskwie) Friszke opisał  w jaki sposób złamana została „polska” partia. Jak zwyciężyła doktryna obowiązująca do upadku Rosji Sowieckiej, że w ruchu komunistycznym to Moskwa zawsze ma rację. Ta rozprawa na razie bezkrwawa była też pierwszym pokazem mocy Stalina i pochodną jego walki z Trockim.

Ponurym chichotem historii jest to, iż prawie wszyscy uczestnicy tamtych wydarzeń niezależnie od prezentowanych wtedy stanowisk łącznie z Zinowiewem czy Leńskim położyli w latach 30-tych głowę pod stalinowski topór. Trudno czytając i znając co robili żałować tego co ich spotkało.

Przedstawiając losy partii komunistycznej w tym okresie nie sposób się nie zgodzić z konkluzją autora „aktywność komunistów miała znaczenie jako rodzaj dywersji przeciw państwu, groźnej, bo wspieranej przez Rosję Sowiecką”. Na kartach swojej książki w pełni Friszke udowadnia te wnioski. Zawsze przeciwko Polsce zawsze przy Rosji można by dopisać do dziejów komunizmu w Polsce. Finansowana za pieniądze moskiewskie nigdy nie postawiła kwestii Polski powyżej Moskwy.

Dlaczego tak było? Autor nie odpowiada na to pytanie wprost. Wiele natomiast w tym zakresie można wyciągnąć wniosków z tych fragmentów gdzie autor przedstawia skład socjologiczne tej partii. Niewielka ilość Polaków a jeżeli już to jako „masy” członkowskie przy jednoczesnej nad reprezentatywność mniejszości narodowych. Zwłaszcza wobec Żydów widać jak groźne jest wyobcowanie z własnej kultury. „Wielu Żydów, w szczególności przodujących w tendencjach polonizacyjnych inteligentów, popadło w stan zawieszenia między socjalnym uprzywilejowaniem a narodowościową dyskryminacją, między kulturą, z którą przerwało się związki, a grupą do której się aspiruje, ale drzwi do niej pozostają zamknięte”.

Abstrahując od realiów II Rzeczypospolitej niezwykle uniwersalny mechanizm wszelkiej maści radykałów, którzy chcą burzyć zastany świat. Wracając do KPRP jej przywódcy nigdy nie czuli związków z Polską co ostatecznie ułatwiło im całkowite złączenie interesów komunistycznych z interesem Moskwy.

Partia komunistyczna nie tylko była wroga państwu polskiemu w jakiejkolwiek formie ale los ludności zamieszkującej „ten kraj” był jej praktycznie całkowicie obcy. Niezwykle w tym kontekście trafna jest konkluzja autora po analizie dyskusji na II zjeździe KPRP. W dyskusjach brak rozważań na temat „co na projektowanej rewolucji mieli zyskać Polacy? Co zyskałaby polska klasa robotnicza. Przez wiele dni trwania Zjazdu ani razu nie postawiono tego problemu”.

Jeszcze na koniec drobny wątek dotyczący wolności słowa, szerzej wolności dyskusji. Ten dylemat po likwidacji Kronsztadu rozstrzygnięto w partii komunistycznej raz na zawsze poprzez zlikwidowanie „prawa do dyskusji i przedstawiania alternatyw, gdyż wahania pomagają wrogom klasowym rewolucji proletariackiej”. Niestety odnoszę wrażenie, że gdyby wyrzucić z tego cytatu słowa rewolucji proletariackiej i zastąpić je np. globalnym ociepleniem to wiele osób by się z tym komunistycznym sposobem myślenia zgodziło. Warto w tym miejscu przywołać cytat Lippmanna „Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele.

 Niezwykle interesująca książką będąca nie tylko obrazem funkcjonowanie partii komunistycznej w Polsce ale również życia politycznego w latach 1921-26 zwłaszcza w Polsce ale i również w światowym ruchu komunistycznym.

sobota, 6 września 2025

Półka z płytami

 

Yngwie Malmsteen’s Rising Force “Odyssey” Polygram Records1988

Płyta Yngiwego Malmsteena "Odyssey" a w zasadzie moja jej ocena jest najlepszym przykładem jak się człowiek zmienia na przestrzeni lat. Gdy ukazał się ten album w roku 1988 głęboko mnie rozczarował. Powodem tego stanu rzeczy była „zbyt lekka” muzyka jak znalazła się na tej płycie. W sumie nie jestem już teraz w stanie stwierdzić czy byłem pod takim wpływem Metallicki i Metal Church, że łagodniejsze odmiany metalu uważałem za „zdradę’ sprawy. Faktem pozostało to, że płyty nie polubiłem. Sprawa tym dziwniejsza, że zawsze lubiłem takie grupy jak Rainbow, Deep Purple czyli muzykę w okolicach, której kręcie się płyta „Odyssey”. Przecież głosu użycza tutaj Joe Lynn Turner wokalista zarówno Rainbow jak i Deep Purple.

Słuchając ostatnio tego albumu diametralnie zmieniłem jego ocenę od głębokiego rozczarowania do postrzegania go jako ciekawego albumu z co najmniej pięcioma dobrymi utworami; „Rising Force”, „Hold On”, „Dreaming”, „Riot In The Dungeons” i „Krakatau”. Pozostałym znajdującym się tutaj kompozycją niewiele brakuje do tego poziomu. Okazuje się więc, że mamy do czynienia z całkiem ciekawym albumem z obszaru „łagodniejszego” heavy metalu. Warto sobie posłuchać tej dynamicznej ale i melodyjnej muzyki okraszonej popisami instrumentalnymi Yngwiego Malmsteena.

Lista utworów:

1.Rising Force 4:25
2.Hold On 5:11
3.Heaven Tonight 4:06
4.Dreaming (Tell Me) 5:19
5.Bite The Bullet Instrumental 1:36
6.Riot in the Dungeons 4:22
7.Déjŕ Vu 4:17
8.Crystal Ball 4:55
9.Now Is the Time 4:34
10.Faster Than The Speed Of Light 4:30
11.Krakatau Instrumental 6:08
12.Memories Instrumental 1:14

niedziela, 31 sierpnia 2025

Przeczytane

 

Henryk Biegeleisen „ U kolebki, przed ołtarzem, nad mogiłą”.

Reprint książki wydanej oryginalnie w roku 1929 we Lwowie  a dotyczącej obyczajów jakie towarzyszyły ludziom na świecie. Wbrew tytułowi zainteresowania autora nie ograniczają się tylko do tych trzech jakże ważnych momentów w życiu człowieka.

Biegeleisen dokonuje w swojej prawie sześciuset stronicowej pracy próby zebrania najróżniejszych zwyczajów jakie towarzyszyły człowiekowi. Bardzo często autor wskazuje na prehistoryczne początki różnorakich przesądów funkcjonujących jeszcze w XX wieku. Ba niektóre echa tych przesądów widoczne są nawet w XXI wieku.

Lektura jest fascynującą podróżą po świecie, którego już nie ma choć jak już wspominałem jego pozostałości trwają do współczesności ( choćby powiedzenie do trzech razy sztuka, które ma swój początek w przeświadczeniu o wyjątkowym znaczeniu liczby 9 i jej dzielników).

Czytając tę książkę początkowo nie mogłem powstrzymać się od rozbawienia przy różnego rodzaju opisach obyczajów, przesądów jakie towarzyszyły ludziom. Bo czyż nie jest to uzasadniona reakcja na opisy wywieszania końskich łbów na płotach przeciwko gąsienicom i szkodliwym owadom. Jaki związek stał za tym przeświadczeniem to w pewien sposób fascynująca sprawa. Podobnie można reagować na właściwości żelaza, odpędza złe duchy, leczy a także odpędza chmury tutaj poprzez odwrócenie na „drugą stronę” bron a gradu można się ustrzec wyrzucając na dwór siekierę takie przekonania mieli ludzie 200 lat temu.

Oczywiście wiele z różnych przesądów miało jakieś uzasadnienie. Choćby cześć jaką darzono piejącego kura. Jeżeli chwilę się zastanowić i uzmysłowić sobie, że pieje on zapowiadając świt to w czasach gdy nie było zegarów, jak również praktycznie lamp to ten zwiastun światła i dnia cieszył się zasłużoną estymą.

Wiele ciekawych przykładów przesądów, wierzeń i przekonań znajduje się na kartach książki. W świecie opisywanym przez autora choroba i śmierć były rzeczami powszechnymi. Dlatego niespecjalnie dziwi fakt, że starano się w najróżniejszy sposób przed tego typu rzeczami zabezpieczyć. Choć sposoby mogą wywoływać przywołany już uśmiech. Uważano np., że na jajko można przenieść chorobę.

Tutaj dochodzimy do drugiego etapu w lekturze gdy śmiech zamienia się w pewnego rodzaju przerażenie. Nie nad tymi zwyczajami choć jakże okrutnymi czasami ( zostawianie zimą śmiertelnie chorych dzieci pod progiem aby się nie męczyło) ale światem w którym one występowały. Praktycznie w dawnych czasach aby przeżyć trzeba było utrzymywać przynajmniej poprawne relacje ze wspólnotą. Tak więc wyobraźmy sobie, że przyszło nam żyć w tamtym świecie, uważamy wiele z tych zwyczajów za dziwne ale praktycznie nie jesteśmy w stanie się im przeciwstawić. Wiem większość ludzi podchodzi dzisiaj bezrefleksyjnie do rzeczywistości i tak było też w przeszłości. Jednak o ile łatwiej mają dzisiaj wszyscy ci, którzy tę rzeczywistość kontestują. Nasi przodkowie nie mieli takiego komfortu. Jeżeli rzeczą powszechnie akceptowaną było to, że woda jako żywioł święty odrzuca od siebie zło. To skoro oskarżona o czary kobieta nie tonęła to znaczy że jest czarownicą. To że nie tonęła bo różnego rodzaju koszule, spódnice trzymały ją na wodzie to nikomu do głowy nie przyszło a nawet jak przyszło to lepiej te wątpliwości było zachować dla siebie.

Fascynująca lektura pozwalająca wejrzeć w mentalność ludu głównie z obszarów dawnej Rzeczypospolitej choć nie tylko. Świata w, którym prawie wszystkie gesty, czynności miały znaczenie a siły przyrody oraz zwierzęta traktowane były z nabożną czcią. Jak już wspominałem niby tego świata już nie ma ale choćby do dzisiaj uczy się dzieci tego by nie pokazywały palcem. Zachęcam do lektury by znaleźć odpowiedź dlaczego pokazywanie palcem było uważane za rzecz niebezpieczną. Na to i wiele innych pytań dotyczących zachowań człowieka dawniej a w wielu kwestiach również i dzisiaj znajdziemy odpowiedzi w tej fascynującej lekturze.

sobota, 30 sierpnia 2025

Półka z płytami

 

Mythosphere „Pathological” Cruz Del Sur 2022

Muzyczna wyprawa do świata stworzonego przez zespół Black Sabbath. Tak najkrócej można podsumować album „Pathological” grupy Mythosphere. By być precyzyjnym do świata z początków słynnej grupy z Birmingham. Czyli mamy tutaj średnie tempa utworów, duży „ciężar” kompozycji momentami przytłaczający słuchacza. Ponieważ o Black Sabbath słyszał prawie każdy choć trochę interesujący się muzyką rockową a o Mythosphere raczej nikt to muszą być jakieś różnice w muzyce tych grup.

Pierwszą jest czas. Nie do się ukryć, iż obecnie nie ma mody do takiego grania. I niezależnie co grałaby grupa Mythosphere to nie ma szans się przebić.

Drugą są umiejętności. Nawet jeżeli umiejętności muzyków są spore to brakuje im tej iskry „bożej” jaką mieli Ozzy i Tony Iommi. Dana Otta daleko do „umiejętności” Ozzego. Natomiast Victor Azduini zapewne wznosi się na wyżyny swoich umiejętności grając solówki na tym albumie jednak nie ma również talentu Iommiego. Co więcej nie chodzi tutaj tylko o ich muzyczne umiejętności. Wbrew obiegowej opinii kompozycje Black Sabbath z czasów z Ozzym były jednak zróżnicowane, przecież znajdowały się tam również ballady. Tutaj niestety otrzymujemy równo jadący przez 35 minut walec. To nawet dla miłośnika takiego grania jak ja może być fragmentami nużące.

Lista utworów;

1  Ashen Throne
2  King’s Call to Arms
3  For No Other Eye
4  Pathological
5  Walk in Darkness
6  Star Crossed
7  No Halo
8  Through the Night

niedziela, 24 sierpnia 2025

Przeczytane

 

Barbara Demick „Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej”.

Wciągająca opowieść o losach kilku mieszkańców Korei Północnej w latach gdy zapanował tam głód. Myślę, że tego typu książki są dla zdania sobie sprawy z okropności życia w jakimś miejscu znacznie bardziej przydatne jak różnego rodzaju podręczniki. Niestety jak czytamy o milionach ofiar to mamy przed oczyma tylko liczby. Natomiast jeżeli to dotyczy męża, dziecka bohatera opowieści to odbiór tego typ zdarzeń jest znacznie silniejszy. Nawet jeżeli jesteśmy związani z tymi osobami tylko przez te kilka chwil poświęconych lekturze opisujących ich dzieje.

Jest to też opowieść o determinacji powodującej, że człowiek czasami jest w stanie przezwyciężyć sytuacje obiektywnie go przerastające. O tym jak wielka jest w człowieku chęć życia i do czego jest  on w jej imię zdolny.

Poznając bohaterów tej książki poznajemy też ułamek dziejów Korei Północnej i realiów życia w ramach tamtejszej dyktatury. Są w niej rzeczy unikatowe jak choćby dynastia Kimów ale są i rzeczy uniwersalne dla tego typu ustrojów. Jednym z tego typu przykładów jest traktowanie głodu jako narzędzia do dyscyplinowania ludzi do uzyskiwania nad nimi jeszcze większej kontroli. Dlatego tylko w pierwszej chwili absurdalne mogą wydawać się działania północnokoreańskich władz w celu zdławienia prywatnej inicjatywy. Co ciekawe działania takie nigdy nie są w 100% skuteczne. Dzieje się tak ponieważ nawet w tak opresyjnym państwie egzekwowanie zarządzeń spoczywa na jednostkach, które mają swoje partykularne interesy. Mogą one być zaspokojone przez przymknięcie oka na drobny prywatny handel oficjalnie przez władze potępiany.

Proszę się nie niepokoić książka nie skupia się na żadnych wielkich mechanizmach, nie dokonuje wyszukanych analiz. Te wnioski to moje własne wnioski pewien można rzec efekt uboczny lektury. Można ją spokojnie potraktować jak dramatyczną opowieść o ludzkich losach. Znalazł się tutaj i wątek miłosny, dość specyficzny ale patrząc na Koreę Północną wszystko w niej jest specyficzne.

Warto przeczytać tę książkę nie tylko by poznać ciekawe historie ludzi ale również by nabrać pewnego dystansu do otaczającej nas rzeczywistości i docenić miejsce i czas w jakich się znaleźliśmy. A przede wszystkim to, że możemy czytać o takich bohaterach a nie być inspiracją do ich stworzenia.

Przeczytane

  Waldemar Łysiak „Malarstwo białego człowieka. Tom IV” Kolejna odsłona dzieła Waldemara Łysiaka poświęcona historii malarstwa. Tym ra...