niedziela, 27 października 2024

Przeczytane

 

Kacper Kita „Saga rodu Le Penów”

Dożyliśmy czasów, w których pogląd głoszący, iż „człowiek nie może wyabstrahować ze swojej natury – niezależnie od ideologii i rozmaitych – izmów głoszących, że każdy może być, czym chce” jest uważany za przejaw faszyzmu. Co za tym idzie z człowiekiem o takich poglądach nie można dyskutować. W pewien sposób o tym współczesnym świecie traktuje książka Kacpra Kity.

Autor bierze na warsztat dziej rodziny Le Penów na przestrzeni ostatnich 75 lat. Przy okazji jest to również panorama politycznych i społecznych zmian we Francji w owym czasie.

Książki w moim odczuciu uczciwej bo przedstawiającej genezę poglądów Jean-Marie Le Pena jak i jego córki. Jednocześnie nie wybielającej skandalicznych epizodów w dziejach bohaterów swojej publikacji. Dodatkowo atutem „Sagi rodu Le Penów” jest ukazanie wielu niuansów w dziejach politycznych i społecznych Francji oraz hipokryzji w niej panującej.

Epizod związany z karierą wojskową protoplasty tej politycznej dynastii pokazuje stopień infiltracji życia kulturalnego we Francji przez komunistów. Mała miejscowość Saint – Maixent gdzie odbywa Jean-Maria szkolenie wojskowe nie obfitowała w wiele atrakcji. W zasadzie była tam tylko jedna atrakcja mianowicie kino. W nim natomiast spora ilość filmów komunistycznych. Dlaczego tak było ? Mianowicie sieć kin wojskowych była stowarzyszona z Komunistyczną Federacją klubów Kinowych, która decydowała w znaczącej mierze o doborze repertuaru. Co w swojej konsekwencji prowadziło do indoktrynacji żołnierzy komunistyczną ideologią. Przecież tego typu ideologia była szerzona również w innych miejscach i to jest jeden z powodów dlaczego całkowicie normalnym w obiegu publicznym we Francji są poglądy marksistowskie czy trockistowskie natomiast takie jak przedstawione powyżej już absolutnie nie.

Postać Le Pena seniora budzi kontrowersje, wydaje się, że często specjalnie przez niego wywoływane. By to lepiej zrozumieć musimy sobie uświadomić, iż po epizodzie w polityce w latach 50 i 60 po roku 1968 znalazł się na marginesie życia politycznego. Nie tylko nie był reprezentowany w parlamencie ale również był nieobecny w mediach. Przyjęcie w takiej sytuacji strategii wywoływania „skandali” wydaje się lepiej zrozumiałe. Wyjaśnia to też woltę jaką dokonała następczyni Jean-Marie czyli jego córka Marine. Zwłaszcza w ostatnich latach stara się maksymalnie złagodzić przekaz ideologiczny koncentrując się na reprezentowaniu pokrzywdzonych przez przemiany ostatnich 40 lat we Francji. Wynika to rzecz jasna ze stawki, o która gra a tą jest prezydentura.

Zestawienie tych dwóch faktów; roku 1968 i 2024 najlepiej pokazuje jaką drogę przeszła rodzina Le Penów ale również poniekąd jaką drogę przeszła Francja, że poglądy przez nich głoszone zyskały takie uznanie. Co ciekawe poglądy takie istniały zawsze zwłaszcza w establishmencie jednak nie przebijały się do opinii publicznej. Ten cytat nie pochodzi bynajmniej z wypowiedzi Le Pena seniora „Nie opowiadajmy sobie bajek! (…) Głoszący integrację mają mózg kolibra, nawet jeżeli są wielkimi mędrcami. Proszę spróbować wymieszać olej i ocet. Potrząsnąć butelką. Po chwili znów się oddzielą. Arabowie są Arabami, Francuzi są Francuzami”. To słowa de Gaulla, jednak z jakiś powodów nie przebiły się do opinii publicznej i nie wpłynęły na jego reputację. Za podobne poglądy Le Pen był w przestrzeni publicznej sekowany.

Wyjść z tej sytuacji pomógł mu Mitterrand. Ot przewrotność a może istota polityki. Bo choć łączyła ich w pewien sposób ocena państwa Vichy i sprawa zamachu z 1959 roku to istotą tego, iż prezydent Francji pomógł poprzez danie czasu antenowego w mediach Jean-Marie był fakt, iż wspierając go osłabiał gaulistów czyli jego ówczesnych przeciwników.

Można wręcz stwierdzić, iż jako niewybieralny antysystemowiec Jean-Marie Le Pen był systemowi niezbędny by dyscyplinować masy do jedynie słusznego wyboru, czego najwymowniejszym przykładem była kampania prezydencka z 2002 roku. Jednocześnie dla zwolenników Frontu Narodowego nie było okazji by rozczarować się w swoich wyborach z prostego powodu. Ich wybrańcy nigdy nie mieli szansy sprawować władzy.

Sytuacja zaczęła się zmieniać wraz z dojściem do władzy w ruchu córki Le Pena, Marine. Losy życia osobistego rodziny Le Pennów są również w orbicie zainteresowań autora. Wątek ten sam w sobie jest również wielce interesujący zarówno w zakresie relacji pomiędzy ojcem a dziećmi jak również licznych małżeństw jakie zawierały główne postacie tego rodu. Jednak choć to wątek interesujący i w jakiś sposób wpływający na poglądy polityczne ( trudno by przeżycie zamachu na swoją rodzinę nie wpłynęło na postawy życiowe jej członków) jednak w historii kariery rodu Le Pen jednak poboczny.

Odsunięcie na boczny tor prze córkę ojca pozwoliło rodzinie Le Pen wypłynąć na szersze wody polityczne. Proces ten znajduje rzecz jasna również swoje miejsce w książce Kity. Stopniowe zwiększanie zaplecza politycznego przez Marine ma dwa powodu. Łagodzenie przekazu zwłaszcza w sferze narodowej czego symbolem była zmiana nazwy ugrupowania z Frontu na Zjednoczenie Narodowe i co raz mocniejsze akcentowanie socjalnego oblicza swojej partii. Polakom trudno jest zrozumieć przyczyny wzrostu poparcia do nowych sił politycznych w Europie czy USA. W przeciwieństwie do świata ostatnie 35 lat przyniosły nam niespotykany w dziejach wzrost indywidualnej zamożności. Na umownym Zachodzie zachodzą odmienne zjawiska. Ta sytuacja w dużej mierze powoduje, iż obecnie Zjednoczenie Narodowe popiera we Francji ponad 30% wyborców a Marine Le Pen jest poważnym kandydatem do objęcia stanowiska prezydenta Francji w nadchodzących wyborach.

Chcąc przyjrzeć się tym procesom na przykładzie Francji, kariery rodziny Le Penn warto sięgnąć po książkę Kacpra Kity „Saga rodu Le Penów”.

sobota, 19 października 2024

Półka z płytami

 

Soen „Imperial” Silver Lining Music 2020

Witam w świecie muzyki progresywnej. Te straszne szufladki ograniczające nasze oczekiwania, narzucają skojarzenia. Jednak z drugiej strony ułatwiające jednak życie. Bo jeżeli lubisz pop, normalny rock to raczej nie jest to oferta dla ciebie. O innych gatunkach „muzyki” szczególnie popularnych współcześnie nie wspominając. Co więc tak naprawdę oferuje Soen na płycie „Imperial”. Najprościej a jednocześnie najuczciwiej  jest napisać, iż Soen proponuje dobrą muzykę. Rzecz jasna w obrębie gatunku czyli mamy w odpowiedniej dawce możliwość posłuchania połamanych rytmicznie utworów. Do tego są rzecz jasna solówki z „łkającą” gitarą. Dla mnie rzeczą, która powoduje, że płyta ta w całości mi się podoba jest głos Joela Ekelofa w większości utworów wręcz melancholijny, ciepły. Stanowi to interesujący kontrast dla fragmentów dynamicznych, których na płycie nie brakuje. Płyta nie jest zbyt długa, ot ledwie 40 minut ale i to zapewne we współczesnym świecie zbyt długo. Tak więc jakbym miał polecić z niej tylko jeden utwór to jest to kompozycja „Illusion” zawierająca wszystkie najpiękniejsze elementy muzyki zwanej rockiem progresywnym. Smaczku tej płycie dodaje też wykorzystanie skrzypiec i wiolonczeli w trzech utworach „Monarch”, „Modesty” i „Fortune”. Płyta „Imperial” to mój pierwszy kontakt z grupą Soen. Po jej wnikliwym wysłuchaniu z pewnością będę chciał ten kontakt pogłębiać.

Lista utworów;

1. Lumerian
2. Deceiver
3. Monarch
4. Illusion
5. Antagonist
6. Modesty
7. Dissident
8. Fortune

sobota, 28 września 2024

Półka z płytami

 

Eagles „The Long Run” Electra/Asylum Records 1979

W omówieniu zamieszczonym w jedynym jeszcze istniejącym rockowym piśmie w Polsce album ten został oceniony jako jeden ze słabszych w dyskografii grupy. Ocena nawet jeżeli byłaby prawdziwa pokazuje tylko potencjał zespołu. Jedna z lepszych grup w obrębie pop-rocka wydała może płytę bez fajerwerków ale czy słabą? Od pierwszych dźwięków słychać charakterystyczne dla rocka wywodzącego się z Ameryki brzmienie, które jednych irytuje bo łagodzi dźwięki inni za nim przepadają. W tym albumie jest ono jak najbardziej na miejscu  uwypukla tylko popowy potencjał grupy. Tak, iż to rockowe oblicze nie przytłacza. Owocuje to miłymi dla ucha kawałkami takimi jak „In The City”. Słychać w tej muzyce nadciągającą epokę disco czasy popularności Bee Gees, wystarczy posłuchać skądinąd dobrej kompozycji „I Can’t Tell You Why”. Ponieważ Eagles to grupa rockowa to czasami otrzymamy również i takie utwory, ot choćby „King Of Hollywóod” czy „Heartache Tonight” . Rzecz jasna nie jest to jakaś odkrywcza muzyka, jednak jest to muzyka miła dla ucha przy któremu miło można spędzić czas podziwiając dawne czasy gdy kompozycje były starannie zaaranżowane z bogatym instrumentarium i melodyjnie wykonane. I to wszystko w konwencji muzyki rockowej. Dzisiaj takich utworów jak „King Of Hollywood” niestety już nikt nie gra.

1. The Long Run
2. I Can't Tell You Why
3. In the City
4. The Disco Strangler
5. King of Hollywood
6. Heartache Tonight
7. These Shoes
8. Teenage Jail
9. The Greeks Don't Want No Freaks
10. The Sad Cafe

niedziela, 22 września 2024

Przeczytane

 

Andrzej Friszke „Państwo czy rewolucja”

 Książka autorstwa Andrzeja Friszke ma podtytuł Polscy komuniści a odbudowa państwa polskiego 1892-1920. Jest ona po pierwsze wzorcem jak powinna wyglądać książka historyczna. Czyli jest oparta na źródłach a na jej końcu znajdziemy przypisy oraz bogatą bibliografię. Już tylko to wystarcza by ją zarekomendować. Jednak książka ta a w zasadzie postawa badawcza jaką zaprezentował autor jest również  wzorcowa. Pisze tylko o tym co ustalił na podstawie materiału źródłowego, nie boi przyznać się, że pewne obszary objęte pracą są jeszcze niezbadane. Ponadto nie pisze pod z góry obraną tezę tak dobierając materiał by przedstawić kogoś pozytywnie lub negatywnie. Po tych peanach nad stroną techniczną pracy parę słów o jej treści.

Praca prof. Friszke jest panoramą dziejów politycznych ziem polskich na przełomie XIX i XX wieku. Naturalną koleją rzeczy koncentruje się w swojej pracy na nurcie robotniczym bo na tym polu ścierały się główne siły socjalistyczne na ziemiach polskich. Praca ma istotne ograniczenie terytorialne mianowicie dotyczy ziem Królestwa Polskiego. Jest to jednak zabieg w pełni uzasadniony ponieważ ruch komunistyczny nie odgrywał większej roli w zaborze austriackim czy pruskim.

O wpływy w ruchu robotniczym rywalizowały dwa nurty polityczne;  komuniści z socjalistami niepodległościowymi. Ta rywalizacja, jej motywy, zmiany jakie zachodziły w obrębie ruchu robotniczego są główną osią tej książki.

Dzięki trudowi autora możemy prześledzić drogę intelektualną Róży Luksemburg, która doprowadziła ją do negacji aspiracji niepodległościowych Polaków. Przyglądając się temu wątkowi można tylko stwierdzić, iż nie pierwszy raz zwolennicy konieczności dziejowych czy nieubłaganych prawideł życia społecznego zostali pokonani przez czynniki, które najczęściej lekceważyli.

Studiując tę książkę można zauważyć, iż pewne sprawy pozostają niezmienne. Tym czynnikiem jest taktyka komunistów, którzy odmawiali współpracy czy podporządkowania się organom których nie kontrolowali. Ruch robotniczy na ziemiach polski ze względu na taką komunistów postawę nie był w stanie zorganizować wspólnych działań w trakcie rewolucji 1905 roku. Podobnie nie podejmowali oni współpracy w obszarze socjalnym jeżeli nie kontrolowali zajmujących się tym organizacji czego przykładem była odmowy współpracy przy tworzeniu kuchni robotniczych czyli form dożywiania najuboższych mieszkańców Warszawy. Ta taktyka jest stałym elementem działań komunistów pod każdą szerokością czy długością geograficzną.

Kolejną cechą charakterystyczną tego ruchu pokazaną w książce jest jego doktrynerstwo. Jeżeli rzeczywistość nie odpowiada założeniom teoretycznym to tym gorzej dla rzeczywistości. Przed I wojną światową a także w trakcie jej trwania jasnym stało się, że odbudowa Polski będzie możliwa tylko na szerszej jak robotnicza podbudowie społecznej. Odrzucenie tego stanu rzeczy doprowadzi komunistów do zaprzaństwa narodowego zaprezentowanego w pełnej krasie w trakcie wojny polsko – bolszewickiej.

Smutną konstatacją jest spostrzeżenie, że Lenin zanim sięgnął po władzę nie ukrywał jaki los szykuje światu, pisał „ewidencja i kontrola, wszyscy obywatele stają się najemnymi pracownikami państwa”. Tylko kto by tam czytał  wtedy a i dzisiaj różne manifesty komunistyczne zbywane są wzruszeniem rąk.

Muszę przyznać się również do niewiedzy. Choć zdawałem sobie sprawę, że w trakcie rewolucji październikowej życie w Piotrogrodzie ( ówczesna nazwa Petersburga) toczyło się praktycznie normalnie to informacja o rzeczywistej ilości zaangażowanych w ten bolszewicki przewrót robią duże wrażenie. Sześć góra siedem tysięcy bolszewików pokonało około 2 tysiące obrońców Rządu Tymczasowego. Te liczby w pełni potwierdzają tezę, iż zdeterminowana mniejszość potrafi narzucić swoją wolę większości.

 Choć postać Róży Luksemburg jednoznacznie zapisała się w polskiej historii to w książce znajduje się fragment wobec, którego trudno przejść obojętnym. Z pozycji marksistowskich poddaje ona krytyce działania bolszewików w Rosji pisząc „ Można zadekretować to co negatywne, burzenie; budowy, tego co pozytywne – nie da się […] Tylko pieniące się bez przeszkód życie rodzi tysiące nowych form (…) ma siłę twórczą, korygując wszystkie swoje pomyłki. Życie publiczne państw o ograniczonej wolności jest właśnie, tak bezpłodne, że przez wykluczenie demokracji odcina się żywe źródła wszelkiego bogactwa. (…) Muszą w tym brać udział najszersze masy ludowe. Inaczej socjalizm będzie wprowadzony dekretami, oktrojowany zza zielonego stolika przez tuzin intelektualistów.”

Można oczywiście na tę krytykę spojrzeć jako na twór teoretyka, który nie rozumie praktyki życia społecznego. Po części będzie to prawdą odnośnie wszystkich komunistów, którzy nie mogli znieść tej cechy natury ludzkiej, która chce posiadać rzeczy na własność. Jednak należy docenić krytykę ze strony  skądinąd komunistki jeżeli chodzi o  praktyki władzy komunistycznej Rosji.

W innym miejscu Friszke niezwykle trafnie pisze w kontekście ofiar rewolucji bolszewickiej i wojny domowej w Rosji czyli co najmniej 10,5 miliona ludzi. „Znając te fakty niezwykle trudno jest zrozumieć, dlaczego sowiecki komunizm miał tylu zwolenników (…) Kluczem do zrozumienia tego dramatycznego fenomenu jest emocjonalna potrzeba identyfikacji, która prowadzi do przyjmowania faktów potwierdzających słuszność wyboru oraz odrzucania lub bagatelizowania mu przeczących. Zwolennicy komunizmu nie przyjmowali do wiadomości faktów niewygodnych, odrzucali je jako „burżuazyjną propagandę”. Choć ta konkluzja autora odnosi się do konkretnych ludzi i czasu to wydaje się, że jest uniwersalnym spostrzeżeniem faktu, iż nie widzimy negatywnych działań naszych politycznych bohaterów. To prowadzić może w sprzyjających okolicznościach do postawy jaką przybrała Lucyna Baranowska, która na pytanie swojego dobrego znajomego z ruchu socjalistycznego ale wtedy już po przeciwnej stronie Pragiera „Wczoraj chłopi napadli na jakiś dwór i zanim pozabijali mieszkańców, powyjmowali im łyżeczką oczy. Powiedzcie mi, czy wy, na przykład wyjęlibyście mi łyżką oczy? Zamyśliła się i po chwili powiedziała – mój Boże jakby było trzeba” Można tylko dodać – modelowa postawa komunisty.

Fascynująca książka pokazująca zarówno ideowe zmagania pomiędzy tymi nurtami życia politycznego ale również ukazująca z socjalistycznej perspektywy okoliczności budowania państwa polskiego jesienią 1918 roku. Pokazująca, iż Polska dla „Fraków” czyli działaczy Polskiej Partii Socjalistycznej była ważniejsza od socjalizmu. Dla niej potrafili zrezygnować z władzy na rzecz swoich przeciwników politycznych z endecji.

Narracja kończy się w roku 1920 gdy dwa nurty polskiego ruchu robotniczego trwale się podzieliły. Na tych, którzy bronią swojego, polskiego państwa i tych, którzy z tym państwem przy obcej pomocy walczą czyli z komunistami.

Na koniec jeszcze taka ciekawostka. Ważna postać strony komunistycznej z początków XX w Julian Marchlewski miał brata, który został senatorem z ramienia PSL – Piast. To były dopiero podziały polityczne w rodzinie.

sobota, 21 września 2024

 

Phenomena I Explore Rights Management Ltd 2018

Reedycja pierwotnie wydanej w 1985 płyty wprawiła mnie w ogromne zdumienie. Gdzie ja te bez mała 40 lat temu miałem uszy, że nie dosłyszałem tych dźwięków. Jasne wtedy przeżywało się narodziny trash metalu, nawet Iron Maiden wydawał mi się fragmentami zbyt łagodny.Jednak przecież słuchałem i takiej muzyki by wspomnieć o Rainbow czy ówczesnej inkarnacji Blacka Sabbath ( zwłaszcza płyty Seventh Star czy The Ethernal Idol) niewiele różnią się od dokonań Phenomeny. Jednak z jakiś powodów zupełnie nie zwróciłem uwagi  na muzykę tej grupy. Dobrze, iż po latach można nadrobić te zaległości. Bo jest to muzyka z jednej strony dynamiczna a z drugiej bardzo melodyjna czyli taka, którą sobie bardzo cenię. Zresztą jak spojrzy się na niektórych muzyków tworzących ten projekt ; Glenn Hughes, Cozy Powell , Neil Murrey czy Don Airley to jakość kompozycji i wykonania mamy zagwarantowaną w 100%. Jasne kwestie produkcji pozostawiają trochę do życzenia, można by bardziej wyeksponować perkusję jednak są to tylko drobne uwagi nie wpływające na odbiór całości. Dostajemy 40 minut radosnej, dynamicznej i melodyjne muzyki która doskonale nadaje się na każdą okazję. Jak dla mnie jedno z ciekawszych odkryć muzycznych ostatniego roku. Wiem to staroć ale ja grupę odkryłem dopiero w tym roku. Wszystkim, którzy lubią rockowe dźwięki w trochę łagodniejszym i melodyjnym wydaniu szczerze tę płytę polecam.


 Lista utworów;

1. Kiss of Fire
2. Still the Night
3. Dance With the Devil
4. Phoenix Rising
5. Believe
6. Who's Watching You?
7. Hell On Wings
8. Twilight Zone
9. Phenomena

Przeczytane

  Waldemar Łysiak „Malarstwo białego człowieka. Tom IV” Kolejna odsłona dzieła Waldemara Łysiaka poświęcona historii malarstwa. Tym ra...